1 grudnia na Scenie Gadzickiego dwukrotnie zaprezentowany został spektakl Teatru Nowego z Zabrza. „Chopcy z Roosevelta” to dzieło legnickiej drużyny z Jackiem Głombem na czele. Scenariusz realizacji – oparty na książce Pawła Czady „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach” – stworzony został przez Katarzynę Knychalską, która po wieczornym przedstawieniu określiła ten tytuł mianem „mitu spajającego”, będącego wyrazem „utopijnej walki o wspólnotę”.

Górnik Zabrze to niewątpliwie jedna z największych klubowych legend piłkarskich w Polsce. Czternaście mistrzostw kraju, sześć triumfów w rozgrywkach Pucharu Polski, finał Pucharu Zdobywców Pucharów – to dorobek iście imponujący. Tym bardziej zaskakujący był fakt, że historia (nie tylko lokalnej) legendy nie została wcześniej zagospodarowana przez środowisko teatralne. Tego zadania podjęła się legnicka drużyna: Głomb-Knychalska-Bulanda-Straburzyński-Jurewicz.

„Chopcy z Roosevelta”, jako się rzekło, powstali w oparciu o reportersko-historyczną książkę Pawła Czady, jednak twórcy, miast jednorodnej i linearnej biografii klubu czy gwiazd grających dla złotego Górnika, postawili na uniwersalną opowieść o ludziach, wartościach i lojalności wobec klubu, stanowiącego tu centrum lokalnej wspólnoty.

Na wspomnianą uniwersalność historii opowiedzianej w spektaklu zabrzańskiego teatru wpływają konkretne rozwiązania zastosowane przez twórców „Chopców z Roosevelta”. Katarzyna Knychalska nie zdecydowała się na jasne przypisywanie postaci scenicznych do ich historycznych odpowiedników. Nawiązania do biografii poszczególnych legend klubu, szczególnie dla najzagorzalszych fanów, są tutaj widoczne. Jednak poprzez decyzję autorki scenariusza większy nacisk w opowieści położony został na wspólnotę niż popularne indywidualności.

Podobnie rzecz ma się ze scenografią Małgorzaty Bulandy. Przestrzeń spektaklu nie ma charakteru ściśle realistycznego. Występują w niej elementy odwołujące się do pewnego wyobrażenia o "śląskości". Czarne, wysokie hałdy, stanowiące tutaj imitację ścian budynków, drewniana skrzynia na wungiel, czy w końcu nieodłączny element każdego podwórka – trzepak. To właśnie w tej zwyczajnej przestrzeni toczą się historie klubu, a przede wszystkim jego zawodników, trenerów, działaczy oraz górniczych rodzin. Z tej szarości wyłania się złoto sukcesów i gorycz późniejszych porażek - zarówno sportowych, jak i osobistych. 

***

Po wieczornym spektaklu w teatralnej kawiarni odbyło się spotkanie prowadzone przez Łukasza Drewniaka. Twórcy przedstawienia oraz aktorzy (Hanna Boratyńska, Anna Konieczna, Joanna Romaniak, Maciej Kaczor, Krzysztof Urbanowicz, Andrzej Kroczyński, Jakub Piwowarczyk oraz Marian Wiśniewski) opowiedzieli o swoich przemyśleniach związanych ze sceniczną realizacją „Chopców z Roosevelta”.

Katarzyna Knychalska: Te lokalne opowieści służą do wzbudzania w nas, a przez to może i w świecie, pragnienia wspólnoty, są utopijną walką o wspólnotę. My, jako ekipa, wierzymy, że ludzie mogą być jeszcze razem, tylko potrzebują czegoś, co by ich spajało i nasze historie pełnią właśnie taką rolę. Te lokalne mity są ostatnią deską ratunku dla tworzenia wspólnych bytów w świecie, który jest tak strasznie popękany i podzielony.

Jacek Głomb: Mnie w teatrze zawsze kręcił „teatr nadziei” – teatr, który łączy, a nie dzieli. Zawsze zadawałem trudne pytania, ale nie byłem prowokacyjny.  Z kolei temat Górnika leżał w Zabrzu „na ulicy” przez 52 lata. Nikt się nim nie zajął. Stąd wziął się pomysł na realizację w Teatrze Nowym.

Joanna Romaniak: Nasza pierwsza reakcja na wiadomość o tym spektaklu wiązała się z lekkim przerażeniem. „Jak mamy zrobić spektaklu o Górniku – o legendzie, o piłce i kto na ten spektakl przyjdzie"? 

Na przedstawienie przyszli kibice. Dla wielu z nich była to pierwsza wizyta w teatrze. Właśnie za to osiągnięcie, określone mianem „mariażu teatru i sportu, otwierającego sceny na nową publiczność” kilka dni temu Katarzyna Knychalska i Jacek Głomb otrzymali w Operze Śląskiej w Bytomiu „Złotą Maskę”.

Joanna Romaniak: Kibice przyszli, wykupili spektakl, sami rozprowadzali bilety, nie mogliśmy zacząć grać, bo przez 10 minut intonowali wszystkie przyśpiewki stadionowe, dogadywali nam w trakcie. To było coś wspaniałego.

Hanna Boratyńska: W moim życiu aktorskim było to najwspanialsze przeżycie. Publiczność była niesamowita. Pierwszy raz przeżyłam coś takiego.

Maciej Kaczor: Uwielbiam grać ten spektakl. Ludzie związani z Górnikiem byli bardzo życzliwi, było im miło, że odkopaliśmy ten temat, przypomnieliśmy ludziom ich historie. Widzowie często po wyjściu ze spektaklu czują dumę z bycia zabrzaninem, bo Górnik Zabrze to jest właśnie nasza duma.

Anna Konieczna: Mnie w kibicach Górnika spodobała się jedna ważna rzecz. Drużyna nie osiąga dzisiaj jakichś spektakularnych wyników, a mimo to gromadzi każdorazowo na meczu kilkanaście tysięcy osób, które cały czas trzymają za nią kciuki, krzyczą, zdzierają gardła. Kibice cały czas są przy piłkarzach, co w dzisiejszym świecie jest bardzo cenne. Dzisiaj jest tak, że ktoś jest fajny, przez chwilę go lubimy, ale jak przestaje osiągać sukcesy, zaczyna być niepopularny, mało atrakcyjny i ci ludzie odchodzą. W kibicach ta wiara jest jednak ciągle żywa. Zazdroszczę im tej wspólnoty.

Spektakl zaprezentowany został w ramach programu „Modrzejewska – Dom Otwarty” dofinansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Konrad Pruszyński