Drukuj

Za nami druga część Festiwalu Teatru Nie-Złego. Tym razem na legnickiej scenie gościł Supraśl. Spektakl „Wierszalin. Reportaż o końcu świata”, który obejrzała publiczność, postawił kilka pytań, choć chyba nie miał zamiaru dawać odpowiedzi. Pisze Honorata Rajca.

W jaki sposób głęboka ludzka wiara może zamienić się w szaleństwo? Jak to możliwe, że prości niewyrachowani ludzie, dalecy od kwestionowania religijnych dogmatów, zaczynają uprawiać herezję? I co sprawia, że bez ograniczeń oddają się cielesnym uciechom, jednocześnie dążąc do świętości?

Spektakl „Wierszalin. Reportaż o końcu świata”, który w sobotę na legnickiej scenie obejrzała publiczność festiwalu Nie-Złego, postawił kilka pytań, choć chyba nie miał zamiaru dawać odpowiedzi.

Spektakl, trochę teatralnie, trochę reportażowo, opowiada dzieje grupy odszczepieńców od prawosławia, którzy w zagubionej na Białorusi wsi w latach 30. minionego wieku próbowali wybudować nową stolicę świata i zaprowadzić chrystusowy ład. Przewodził im prosty białoruski chłop, w którym zobaczyli proroka Ilję – Eliasza.

Reżyser Piotr Tomaszuk swojego zbiorowego bohatera postawił w naturalnej prostej scenerii, symbolicznie otoczonej płotem i krzyżami. Przeplatają się tu religijne śpiewy i rubaszne żarty, modlitwa i erotyka. Sacrum nieustannie miesza się tu z profanum, a ekstaza z groteską.

Prości, naiwni wieśniacy uzurpują sobie świętość. Mają olśnienia, widzą cuda, bezpośrednio obcują ze świętymi, prorokami, Matkami Boskimi, które wybierają z własnego grona. Autentyczni w swojej wierze, tak jak tylko są sektanci, mieszkańcy Grzybowszczyzny nie dostrzegają bluźnierstw, które głoszą. Herezji tej nie są w stanie powstrzymać ich prawosławni hierarchowie.

Historia nie kończy się dobrze dla tych, którzy uwierzyli za bardzo. W ostatniej scenie wieśniacy, rozstrzelani przez wkraczającą na Kresy Armię Czerwoną, stoją przed bramami raju. Wrota nie zostają otwarte.

Teatr z Supraśla, podobnie jak legnicki, stawia na lokalność, wyrasta z otoczenia. Tomaszuk, opowiadając dzieje pobożnych prostaczków, nawiązuje do wydarzeń, których świadkowie, wprawdzie już nieliczni, jeszcze żyją na Białostocczyźnie, i je mitologizuje. Opowieść opiera się na książce Włodzimierza Pawluczuka, który spisał opowieści, anegdoty, wspomnienia związane z budową Nowego Jeruzalem w Wierszalinie.

W latach 30. na Białostocczyźnie, gdzie prawosławie przeplatało się z katolicyzmem i judaizmem, działało około 10 takich sekt. Największa, prowadzona przez Ilję Klimowicza, liczyła w szczytowym okresie 10 tys. osób. Wstępowali do nich głównie zwykli, uczciwi ludzie. Pseudoprorokowi udało się nawet wznieść cerkiew, co uznano za cud. Zbudował też proste chaty, w których żyli sektanci. Jeden z prawosławnych księży, który od początku obserwował tę „niewyjaśnioną psychozę, podkreślał że jej motorem nigdy nie był pieniądz.

Teatr Wierszalin z Supraśla porównywany jest przez krytykę do takich zjawisk jak Teatr Laboratorium Grotowskiego czy Cricot 2 Kantora. Jest zdobywcą wielu prestiżowych nagród. Legnicka publiczność, obok „Reportażu o końcu świata”, miała okazję obejrzeć głośny spektakl „Bóg Niżyński”.

(Honorata Rajca, „Od wiary do herezji”, Konkrety.pl, 6.06.2012)