"Shirley Valentine" Willy'ego Russella  to kultowy monodram w repertuarze Krystyny Jandy. Dziś, 3 listopada 2020 roku, mija dokładnie 30 lat od premiery spektaklu, który wciąż przyciąga tłumy widzów. Legnicka publiczność miała okazję obejrzeć to przedstawienie w 2007 roku. Dwukrotnie jednego dnia w wypełnionej po jaskółkę widowni z licznymi dostawkami!


Sztukę "Shirley Valentine" napisał w 1986 roku Willy Russell - angielski dramaturg, autor scenariuszy filmowych i telewizyjnych, który jest także autorem innego teatralnego przeboju, jakim jest "Edukacja Rity" (polska prapremiera odbyła się w warszawskim Teatrze Ateneum w 1986 roku, a w głównej wystąpiła wówczas właśnie Krystyna Janda).

Krystyna Janda będąc w ciąży z synem postanowiła przygotować spektakl, żeby się "nie nudzić". Wiele osób odradzało aktorce występ w tej mało ambitnej, bulwarowej sztuce. Mimo to aktorka postanowiła wcielić się w rolę kury domowej, która marzyła kiedyś, by zostać stewardessą. Tymczasem od lat jej życie sprowadza się do codziennego gotowania mężowi obiadu. Czekając na jego powrót z pracy, Shirley obiera ziemniaki (aktorka obrała ich już ponad tonę!), smaży jajka, rozmawia z kuchenną ścianą, popija wino i wspomina swoje marne życie. Pewnego dnia dostaje od przyjaciółki propozycję wyjazdu do Grecji. Po długich przemyśleniach postanawia odmienić swoje szare dni. Czterdziestolatka postanawia wyjechać w podróż, która odmieni jej życie.

Polska prapremiera monodramu "Shirley Valentine" w reżyserii Macieja Wojtyszki odbyła się 3 listopada 1990 roku na małej scenie warszawskiego Teatru Powszechnego. Szybko jednak spektakl przeniesiono na dużą scenę, bo widownia nie była w stanie pomieścić widzów, którzy chcieli obejrzeć to brawurowo zagrane przedstawienie. Bilety sprzedawały się jak "ciepłe bułeczki", a po spektaklu publiczność dziękowała Krystynie Jandzie owacjami na stojąco. Popularność monodramu sprawiła, że spektakl zaczął dostawać zaproszenia innych scen. Nie tylko w Polsce, bo aktorka grała go także dla Polonii w Nowym Jorku, Toronto, Sydney, Londynie. Ostatecznie aktorka wykupiła prawa do spektaklu i włączyła go do repertuaru własnego Teatru Polonia w Warszawie.

Pomimo zagrania już ponad tysiąca (!) przedstawień monodramu, Krystyna Janda nie czuję się znudzona tą rolą. Twierdzi, że nadal ma wielką przyjemność wcielania się w Shirley. Bawi się zarówno rolą, jak i spektaklem.

"Shirley, to już nie rola, to przyjaciółka, to szczęśliwe godziny spędzone na scenie. Dziękowałam losowi, że postawił na mojej drodze ten tekst i tę rolę, która mi i publiczności dała tyle radości. Ta skromniutka dekoracja, lekko zapyziała, właściwie żałosna, rekwizyty, które przejechały ze mną całą Polskę, cały świat, poczciwy szlafrok męża, szklanka, łóżko plażowe, dzbanek. Teatr skromny, ubogi, byle jaki. A jednak. Ciekawe, jak długo to będę grała? Gram to tyle lat, w deszczu, zimą, latem, zmęczona, wypoczęta, tuż przed porodem i na różnych etapach mojego życia. Tyle wspomnień jest związanych z tą rolą. Najzabawniejsze jest to, że i mnie ten tekst i ta kobieta, którą gram, śmieszy i wzrusza nieodmiennie, za każdym razem. A może to kabotynizm? Lubię to grać jak diabli!" - mówiła aktorka w jednym z wywiadów.

Legnicka publiczność miała okazję pięciokrotnie oglądać Krystynę Jandę w jej monodramach. Po raz pierwszy w 2006 roku we wstrząsającym „Ucho, gardło, nóż” Vedrany Rudan (dwukrotnie jednego dnia). Rok później i także dwukrotnie  w "„Shirley Valentine”. Ostatnio, we wrześniu ub. roku, podczas finałowego wieczoru jubileuszowej trzydniówki „Modrzejewska by Legnica” w ilustrowanym muzycznie i filmowo monodramie  „Zapiski z wygnania” Sabiny Baral w reżyserii Magdy Umer.

Grzegorz Żurawiński