"Ballada o Zakaczawiu" była jednym z największych przebojów legnickiego te­atru. Zamieszczony w antologii ("Dramaty Modrzejewskiej.  Antologia sztuk napisanych dla Teatru w Legnicy" - @KT) dramat jest wspólnym dziełem Macieja Kowalewskie­go, Jacka Głomba i Krzysztofa Kopki. Opo­wiada o historii legnickiej dzielnicy, za­mieszkiwanej przez ludzi pozostających na bakier z prawem, którą rządził miejscowy watażka Benek Cygan. Dla miesięcznika Dialog pisała Kalina Zalewska.


Przedstawia zara­zem etniczną rewolucję, jaka dokonała się na tym skrawku Ziem Odzyskanych: dzie­je czterdziestoletniej koegzystencji rdzen­nych legniczan - Polaków, Niemców, Ży­dów i Cyganów, napływowych Rosjan i przesiedleńców z Kresów. W Legnicy stacjonowała bowiem najdalej wysunięta na zachód formacja Armii Radzieckiej, która po wojnie wraz z rodzinami zajęła repre­zentacyjną część miasta, a w 1993 roku jako ostatnia opuściła Polskę.

Autorzy starali się odtworzyć przede wszystkim mit Zakaczawia, żywy w opo­wieściach mieszkańców Legnicy, z których czerpali inspirację. Opowieść nie aspiruje więc do obiektywizmu, przejawia raczej mitologizujące tendencje. O jej urodzie sta­nowi język, a właściwie kilka jego odmian: polski z rosyjskimi końcówkami, którym Polacy porozumiewają się z Rosjanami, rosyjski, śląski, którym dzieje Zakaczawia opowiada jeszcze jedna przyjezdna, narratorka sztuki. Siłą tej historii są oryginalni bohaterzy i prawdziwy etniczny tygiel, przeczący oficjalnej i propagandowo jed­nolitej historii powojennego państwa. Twórcom, którzy zdołali odtworzyć, a mo­że powołać do życia lokalną mitologię, udał się akt zwrócenia mieszkańcom Legnicy zaanektowanej tożsamości. Gest w istocie bezcenny, zwłaszcza w mieście o tak trud­nej historii. Dość przypomnieć, że polski teatr zaczął tu działać w latach siedemdzie­siątych, bo dopiero wtedy Rosjanie zwró­cili zaanektowany budynek, zresztą w opła­kanym i rozkradzionym stanie. Ale zwrot tożsamości miał także inne znaczenie. Ci z legniczan, którzy uważali, że prawdziwe życie toczy się gdzie indziej, mogli przekonać się, że to właśnie oni żyją w cieka­wym miejscu.

Przedstawienie uruchomiło prawdziwą lawinę podobnych przedsięwzięć w pol­skim teatrze; telewizyjna wersja "Zakacza­wia" w reżyserii rodowitego legniczanina Waldemara Krzystka utrwaliła jego prze­słanie. Kontynuacją tego rodzaju poszuki­wań jest między innymi "Łemko", tegorocz­na premiera Jacka Głomba wedle scenariu­sza Roberta Urbańskiego. Legnicki tygiel narodów objął także, jak się okazało, Łem­ków przesiedlonych tu dużą grupą w latach czterdziestych z Beskidu Niskiego, w ra­mach akcji "Wisła".

Niewykluczone, że myśl o sile lokal­nych mitologii w walce o własną godność poddał twórcom legnickiego spektaklu Leopold Tyrmand, autor "Złego", inscenizo­wanego tu przez Jacka Głomba w 1996 roku. Benek Cygan, król Zakaczawia, uczył się złodziejskiego fachu i kultury zawodu od lwowskich kieszonkowców. Swój ko­deks honorowy wykuwał następnie według wzoru z filmu "Winnetou", niemiecko-jugosłowiańskiej produkcji, wyświetlanej w ki­nie Kolejarz na Zakaczawiu. Inspiracją do powołania bohatera stała się więc antyko­munistyczna powieść, na jego postawę wpłynęła zaś tradycja honorowego, kreso­wego doliniarstwa i western Karola Maya. Socjalistyczna indoktrynacja spłynęła po nim jak woda po gęsi, gdy zaś przyszła nowa epoka, odmówił handlowania narko­tykami. Grunt to dobre wzorce.

(Kalina Zalewska, "Legnica, czyli prawdziwe historie", Miesięcznik Dialog, 7-8/2008)