Za przeprowadzeniem konkursu na dyrektora Teatru Modrzejewskiej w Legnicy głosowali wicemarszałkowie Marcin Krzyżanowski (PiS), Grzegorz Macko (PiS) oraz Tymoteusz Myrda (Bezpartyjni Samorządowcy). Marszałek Cezary Przybylski (BS) wstrzymał się od głosu w tej sprawie. Pisze Piotr Kanikowski.


Dwa tygodnie temu wystąpiliśmy do marszałka Dolnego Śląska z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej. W ten sposób ustaliliśmy, że kontrowersyjna uchwała zarządu województwa z 27 sierpnia 2020 r. o zamiarze przeprowadzenia konkursu na dyrektora Teatru Modrzejewskiej w Legnicy zapadła trzema głosami za, przy jednym wstrzymującym. Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego we Wrocławiu oficjalnie odpisał nam, jak głosowali poszczególni członkowie zarządu.

Od miesiąca zarówno my, jak i inni dziennikarze, dopytują przedstawicieli władz Dolnego Śląska o powody takiej decyzji. Ani marszałek Cezary Przybylski, ani jego rzecznik prasowy Michał Nowakowski nie sformułowali dotąd żadnych zarzutów pod adresem dyrektora legnickiej sceny Jacka Głomba. Dwa tygodnie temu Cezary Przybylski, zagadnięty na antenie Radia Wrocław, jak ocenia pracę Jacka Głomba, zdobył się na jedno słowo: “Pozytywnie”. To nader powściągliwa ocena, gdy pamięta się, jak trzy lata temu – jeszcze przed mariażem Bezpartyjnych z Prawem i Sprawiedliwością – na gali z okazji 40-lecia teatru w Legnicy marszałek dziękował Jackowi Głombowi  “za wkład w budowę tej znakomitej i wyjątkowej w skali kraju sceny”.

Z uzasadnieniem “zamiaru przeprowadzenia konkursu” UMWD ma problem nie tylko dlatego, że Teatr Modrzejewskiej w Legnicy pod dyrekcją Jacka Głomba osiąga spektakularne sukcesy artystyczne. Modrzejewska dobrze radzi sobie także pod względem finansowym, zdobywa grant za grantem, remontuje swą siedzibę, podejmuje szereg działań edukacyjnych i prospołecznych, gra dużo i niemal zawsze przy widowni wypełnionej do ostatniego miejsca.

Oficjalna narracja jest więc taka, że konkursy  jako “najbardziej transparentna i otwarta formuła wyboru najlepszego kandydata” (cytat za Michałem Nowakowskim) są aktualnie standardem przy obsadzie dyrektorskich foteli w dolnośląskich instytucjach kultury. To nieprawda. Dokładnie w tym samym dniu co Jackowi Głombowi (31 sierpnia 2021 r.) kończy się kadencja dyrektorowi Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze Tomaszowi Janczakowi. Gdyby zarząd województwa miał i tam ogłosić konkurs, to musiałby do 31 sierpnia 2020 r. podjąć uchwałę o takim zamiarze, opublikować ją w Biuletynie Informacji Publicznej i powiadomić załogę filharmonii. Takiej uchwały w BIP-ie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego nie ma. Może tylko zapomniano ją opublikować?

Postanowiliśmy sprawdzić to. We wniosku o udostępnienie informacji publicznej zapytaliśmy, kiedy została podjęta i gdzie jest opublikowana uchwała Zarządu Województwa o zamiarze ogłoszenia konkursu na kandydata na stanowisko dyrektora Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze? Pytanie było podchwytliwe i niewygodne, bo obnażało obłudę oficjalnej narracji o “najbardziej transparentnej i otwartej formule wyboru najlepszego kandydata”. UMWD wolał udać głupiego. Zamiast o konkursie w Jeleniej Górze napisał o… konkursie w Legnicy. Że została podjęta 27 sierpnia, że opublikowano ją w BIP i że poinformowano pracowników teatru.

W przypadku obu instytucji marszałek nie wystąpił do ministra kultury o powołanie dyrektorów bez przeprowadzania konkursu. Ale w przypadku Jacka Głomba postąpił tak z premedytacją, odmownie rozpatrując skierowany do niego w maju wniosek z Teatru Modrzejewskiej. W jeleniogórskiej filharmonii konkursu na pewno nie będzie, bo tam nie uruchomiono w ustawowym czasie takiej procedury. Zarząd województwa dolnośląskiego nie widział takiej potrzeby. Aby Tomasz Janczak zachował stanowisko wystarczy, że na pół roku przed końcem kontraktu marszałek uzyska dla jego kandydatury akceptację ministra kultury. Gdyby władze Dolnego Śląska chciały powierzyć filharmonię kandydatowi przywiezionemu do Jeleniej Górzy w teczce, to też mają jeszcze do końca lutego 2020 r. czas na dochowanie stosownych procedur.

W przypadku Teatru Modrzejewskiej zarząd Dolnego Śląska zdecydował się jednak na obłudną grę w “transparentny i otwarty” konkurs na dyrektora. Zapewne dlatego, że po spektakularnych sukcesach legnickiej sceny pozycja Jacka Głomba w środowisku jest nieporównanie mocniejsza niż Tadeusza Janczaka. Bezczelna wymiana Głomba na kandydata z teczki byłaby skandalem bez porównania większym niż konkurs, w którym “obiektywne kryteria” i “demokratyczna komisja” sprawą, że zasłużony dyrektor przegra z kimś, kto będzie dla polityków mniej kłopotliwy. Na pewno nie o dobro Teatru Modrzejewskiej czy o przyszłość  dolnośląskiej kultury tu chodzi. Więc o co?

Jak do tej pory w najbardziej szczery sposób opowiedział o tym przed tygodniem w Radiu Wrocław radny Sejmiku Andrzej Jaroch z Prawa i Sprawiedliwości: - W tej i poprzedniej kadencji pan Jacek Głomb demonstrował otwarcie swoje zaangażowanie polityczne. Stawał na czele różnych komitetów, na czele różnych grup, które miały wyraźny antyrządowy… No i to się wcale nie wpływało jakoś na… na tę… Tylko teraz seria pewnych działań, ktore powziął pan marszałek przeanalizowawszy wcześniej wszystkie te instytucje kontrol… Bo…, bo przecież te sprawy, te sztuki, i pewnego smaku, i jakiegoś stylu, i tak dalej, jeśli chodzi o działalność artystyczną, nie decydują o utrzymaniu, prawda, wysokiej oceny dyrektora. To przede wszystkim, tak jak to było w Teatrze Polskim, sprawy finansowe, gdzie w sposób taki, powiedziałbym nawet zuchwały dyrekcja lekceważyła wszystkie płynące… No to ja uważam, że to jest więcej histerii niż takich prawdziwych problemów. Zobaczymy. Bądźmy otwarci na nowe pokolenia.

(Piotr Kanikowski, "Kto chce się pozbyć Jacka Głomba z teatru w Legnicy?", https://24legnica.pl, 2.10.2020)