Plenerowy seans telewizyjnego zapisu transmisji spektaklu "Made in Poland" Przemysława Wojcieszka przeprowadzonej we wrześniu 2005 roku z nieistniejącej od dziewięciu lat Sceny na Piekarach zainaugurował w chłodny niedzielny wieczór 6 września powrót legnickiego teatru na największą sypialnię miasta. Spotkanie z twórcami przedstawienia w 16 lat po jego scenicznej premierze rozpoczęło działalność teatralnego Przystanku Piekary w nowym obiekcie. "Sto lat..." odśpiewano jednak z innej okazji.


Dzień inauguracji Przystanku Piekary w niewielkiej salce po byłym sklepie z armaturą sanitarną zbiegł się z 46. urodzinami aktora, który stał się ikoną legnickiego przedstawienia, choć był jedynym jego bohaterem spoza drużyny Modrzejewskiej. Główną postać dramatu, pogubionego życiowo buntownika z blokowiska, zagrał bowiem ówczesny aktor Wrocławskiego Teatru Współczesnego Eryk Lubos. I to jemu zgromadzona publiczność oraz inni współtwórcy "Made in Poland" odśpiewali w niedzielny wieczór chóralne "Sto lat".

Niezwykła była atmosfera spotkania, które prowadził dyrektor legnickiego teatru Jacek Głomb, a w którym uczestniczyli także: reżyser Przemysław Wojcieszek i scenografka Małgorzata Bulanda, a wśród widzów  zasiadł jeden z czarnych charakterów tej scenicznej opowieści Paweł Wolak. Niezwykła, bo chociaż spotkanie odbywało się 16 lat po premierze przedstawienia, niosło ze sobą nadal żywe emocje. Takie, które towarzyszą wyłącznie tym popremierowym. Jakby czas się cofnął i zatrzymał. Było to kolejne świadectwo, jak ważnym spektaklem dla legnickiej sceny i jakim przeżyciem dla jego twórców i widzów było "Made in Poland" z 2004 roku.

Przemysław Wojcieszek: - Nie spodziewałem się, przez myśl mi nie przeszło, że ten projekt będzie tak żywotny. W tamtym czasie był to dopiero mój drugi tekst napisany jako scenariusz filmowy po nakręconym "W dół kolorowym wzgórzem", w którym grał m.in. wasz aktor Przemysław Bluszcz (w 2006 tekst został przeniesiony na legnicką scenę pod tytułem "Osobisty Jezus" - @KT). Nie było jednak chętnych na realizację "Made in Poland". Ale to właśnie Przemek namówił mnie, by ten tekst wysłać Jackowi Głombowi. W efekcie, ledwie kilkanaście miesięcy później, doszło do premiery, a ja zaliczyłem na Piekarach swój teatralny debiut.  Okazało się wówczas, że tekst trafił do teatru, który był już gotowy na taką realizację poza klasyczną sceną. Trafił także na aktorów, którzy również byli gotowi na takie wyzwanie, bo robili to już wcześniej.

Eryk Lubos: - Największym ryzykiem było to, że ja - wówczas 30.latek -  miałem zagrać dorastającego nastolatka. Moja ówczesna wrocławska dyrektor Krystyna Meissner, którą musiałem poprosić o zgodę na gościnny występ w Legnicy,  zapytała czy jest mi to potrzebne. Później pytała już inaczej. Jak wam się to udało? No cóż. Bez ryzyka nie ma funu. Pamiętam napięcie i emocje, jakie towarzyszyły próbom. Ja byłem człowiekiem spoza zespołu. Na początku wkurwialiśmy siebie nawzajem. W końcu sobie zaufaliśmy. Potem ruszyliśmy ze spektaklem w Polskę. To był prawdziwy nokaut! Efekt spotkania młodych szalonych dusz i doświadczenia Jacka Głomba. Potem tym śladem poszli inni. Mam nawet wrażenie, że "Made in Poland", które na żywo odpaliła TVP Kultura, uratowało ten niszowy kanał przed likwidacją. Fakt, że spotykamy się teraz, 16 lat po premierze, i rozmawiamy o tym spektaklu jest absolutnym fenomenem. Dla wielu nadal jestem na waszym etacie, jakbym był aktorem z Legnicy, którym nigdy nie byłem. To też jest świadectwo wyjątkowości i żywotności tego spektaklu. Także dlatego, że nadal pokazywany jest w telewizji. Ostatnio wiosną tego roku.

Jacek Głomb: - Gdy zaczynaliśmy pracę nad "Made in Poland" to, niezależnie od tekstu Przemka Wojcieszka, szukaliśmy właściwego miejsca dla tej realizacji. Wraz z prezesem spółdzielni mieszkaniowej Markiem Deryngiem objeździliśmy całe Piekary aż znaleźliśmy były sklep osiedlowy, a później hurtownię farmaceutyczną Cefarmu. Tak, wraz ze spektaklem, powstała Scena na Piekarach. Adaptacja tego miejsca na teatralną scenę była już efektem umiejętności i dziełem Małgorzaty Bulandy. Niespełna rok po premierze, we wrześniu 2005 roku, transmisja spektaklu z Piekar dla TVP Kultura (na dwa wozy transmisyjne, dwanaście kamer i satelitarną stację nadawczą - @KT) była pierwszą po wielu latach przerwy bezpośrednią realizacją teatralną na żywo w dziejach telewizji. Odpowiedzialny za nią Józef Kowalewski sprawił, że powstało dzieło wybitne. W efekcie w 2007 roku zapis tej czarno-białej realizacji sensacyjnie zdobył Grand Prix  Międzynarodowego Festiwalu Twórczości Telewizyjnej "Prix Visionica" we Wrocławiu pokonując kilkaset telewizyjnych produkcji z kilkudziesięciu krajów świata. Inną sprawą jest, że po tych kilkunastu latach spektakl nadal brzmi aktualnie. Co nie jest spostrzeżeniem optymistycznym. Wolałbym by świat wokół się zmieniał, niż to, by spektakle zachowywały aktualność.

Małgorzata Bulanda: - Najbardziej mi żal, że naszego objazdu z tym spektaklem po Polsce nie dokumentowaliśmy filmowo. W tak różnych miejscach go graliśmy, tyle przygód temu towarzyszyło, z interwencjami policji włącznie. To był prawdziwy kosmos!

Wspomnień i anegdot było więcej. - Bądźcie państwo nadal z nami. Teraz na Przystanku Piekary - zaapelował do publiczności kończąc inauguracyjne spotkanie Jacek Głomb.


"Made in Poland" to (obok zrealizowanej cztery lata wcześniej „Ballady o Zakaczawiu”) absolutny hit teatralny pierwszej dekady XXI wieku, który legnickiemu teatrowi i jego twórcom przyniósł bezprecedensową liczbę ponad 20 nagród (festiwale, konkursy, plebiscyty), wśród których były tak znaczące jak: “Laur Konrada” Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje 2005”  w Katowicach oraz Grand Prix  (przyznawane przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego) XI Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej (2005). Przedstawienie doczekało się rekordowej w skali Polski liczby recenzji i omówień i - co ważne - podobało się nie tylko zawodowcom, ludziom sceny i krytykom, ale przede wszystkim publiczności.  

Sztuka jest przejmującą opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi w świecie współczesnych polskich blokowisk pełnym beznadziei, przemocy i zakłamania. Jej bohaterem jest zbuntowany młodzieniec (Eryk Lubos), który w drapieżnych, nowokapitalistycznych realiach nienawidzi siebie i wszystkich dookoła: "komórkowców, dresiarzy, ulizanych dup z telewizji, skurwieli z banków, pojebanych księży, psychopatów z armii, rządu, policji i biznesu". Rzuca szkołę i ministranturę, bierze metalowy kij do ręki i wzywając do rewolucji pakuje się w kolejne tarapaty. Walkę o jego życie i duszę podejmują cierpliwy, mądry nauczyciel wyrzucony ze szkoły za pijaństwo (Janusz Chabior) oraz były misjonarz, wyśmiewany ksiądz z osiedla (Bogdan Grzeszczak).

Efektem jest historia pełna smutku i goryczy, miłości i nienawiści, głupoty zmieszanej z mądrością, w której każdy z bohaterów ma przynajmniej dwie twarze. Wszystko toczy się w cieniu idola pop-kultury Krzysztofa Krawczyka, od którego ta historia się zaczyna i na którym się kończy. W spektaklu występują także m.in.: Anita Poddębniak, Przemysław Bluszcz, Paweł Wolak, Joanna Gonschorek.

„To jedna z najciekawszych polskich sztuk o pokoleniu „no future”, prawdziwy do bólu teatr na blokach” – pisał o sztuce Wojcieszka w Gazecie Wyborczej Roman Pawłowski. „Od dawna nikt równie celnie nie przespacerował się po polskich duszyczkach – bez mitologizowania i bez taniej satyry” – dodawał w Przekroju Jacek Sieradzki. „Połączenie okrucieństwa z naiwnością w każdym regularnym teatrze brzmiałoby jak fałsz. Trafia jednak w sedno, gdy grane jest w blaszanej hurtowni lekarstw, w centrum Piekar, legnickiego blokowiska zamieszkanego przez tysiące takich ludzi, jak bohaterowie sztuki – drżących przed przemocą i hodujących w sercach małe miłości” – oceniała w Polityce Agnieszka Celeda. „To dobry teatralny thriller. Spektakl w zawrotnym, filmowym tempie opowiadający o Polakach, którzy nie mogą pozbierać się w dziwnym kapitalizmie – na skrzyżowaniu telewizyjnego kiczu i marzeń o sprawiedliwości społecznej” – zauważał w Gazecie Wyborczej Leszek Pułka.

Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, Scena na Piekarach. MADE IN POLAND.  Scenariusz i reżyseria: Przemysław Wojcieszek, scenografia: Małgorzata Bulanda, muzyka: Bartek Straburzyński. Premiera teatralna 21 listopada 2004, premiera telewizyjna (live) 20 września 2005 w TVP Kultura, premiera telewizyjna (wersja montowana) w Studiu Teatralnym TVP 2 18 grudnia 2005. Spektakl pokazywany był na różnych antenach TVP wielokrotnie (m.in. w 2015 roku na 10.lecie TVP Kultura, a wiosną 2020 roku na 15.lecie tego kanału). Na legnickiej Scenie na Piekarach pożegnalne spektakle zagrano w czerwcu 2009 roku.

Grzegorz Żurawiński