Spektakl w reżyserii Marcina Libera jest "jak bolesna operacja na otwartym i krwawiącym sercu” – pisała popremierowo Magda Piekarska  w Gazecie Wyborczej Wrocław. Obejrzycie telewizyjną realizację przedstawienia, która była efektem transmisji na żywo dla TVP Kultura podczas XIV Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje” (2012). Spektakl nagrany z użyciem dziewięciu kamer prezentowano potem m.in. na sopockim Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej „Dwa Teatry”. W sobotę 4 lipca "III Furie" są premierą dnia na teatralnym wortalu.

Historia Dzidzi, dziecka potworka bez kończyn i z wodogłowiem, które rodzi się w rodzinie obciążonej wojennym, zbrodniczym grzechem jako kara i wyrzut sumienia jest obrzydliwie groteskowa. Odrażająca i absurdalna do granicy, po przekroczeniu której śmiech zamiera na ustach. Wszak Matka-Polka ma rodzić bohaterów, których pośle się na kolejną zawsze słuszną wojnę, a nie kadłubki, z którymi nie wiadomo co począć. Sprzedać na mięso na bazarze? Oddać Kościołowi na kolejną świętą, która będzie atrakcją turystyczną i ikoną dowodzącą, że da się żyć, skoro inni mają gorzej?

W sztuce zakwestionowano wszystkie dogmaty, na których oparto romantyczny i fałszywy do bólu polski etos narodu wyjątkowego, co to za waszą i naszą, za wiarę i niepodległość i do ostatniej kropli z żył. „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz…”, bo przecież „Jeszcze Polska nie zginęła”. Takie hity nie mogą przecież wypaść z narodowej listy przebojów. Narodu mężczyzn, bo bohaterstwo, jeśli nawet najbardziej podejrzane, przypisane jest tylko tej części Polski. Matka-Polka ma rodzić w bólu i cierpieć przez całe życie. Za winy popełnione i te przypisane. Za wszystko (nieprzypadkowo premiera odbyła się 8 marca, w Dzień Kobiet). Bo prawdziwy Polak, nawet jak da ciała na maksa, rąbnie browara, przeżegna się krzyżem, wdzieje tandetną czapkę w narodowych barwach i wszystko kanonicznie usprawiedliwi – wszak ma swoją mantrę na takie okazje: „Polacy, nic się nie stało…”.

Jolanta Kowalska, Teatr: Przedstawienie rozsadza punkowa energia buntu. Prowokacyjnym gestom, wzywającym do rewizji kodu genetycznego polskości, uformowanego przez krwawe powstania i kompleksy niewoli, towarzyszy tu lista zażaleń i pretensji pod adresem rodaków, wciąż skłonnych traktować los jako fatum, usprawiedliwiające bierność i brak odpowiedzialności za własne życie.

Tekst Sylwii Chutnik, czyli historię Dzidzi, dopełniła Magda Fertacz wątkiem skrajnie obrazoburczym, bo wyciągniętym z narodowej niepamięci. Autorka bezczelnie sięgnęła po prawdziwą spowiedź byłego żołnierza AK, który – niczym pies wojny – polubił zapach krwi, nawet tej przelewanej dla osobistej satysfakcji i radości z zabijania. – Gdy czytałam te wspomnienia (wydany przez Kartę „Egzekutor” Stefana Dąmbskiego) to wymiotowałam – przyznała sprawczyni tego suplementu na przedpremierowym spotkaniu w legnickiej kawiarni teatralnej.

Wyjątkowa jakość przedstawienia oraz towarzyszące mu rozgłos oraz emocje sprawiły, że legnicki spektakl odbył wiele artystycznych podróży. Przy pełnych widowniach prezentowano go nie tylko w Legnicy, ale także w: Zielonej Górze, Jeleniej Górze, Krakowie, Bydgoszczy, Zabrzu, Gdyni, Łodzi, Katowicach, Warszawie, Szczecinie, Lublinie, Kargowej, Wrocławiu, w słowackich Koszycach i Nitrze, w słoweńskim Mariborze, a także w argentyńskim Buenos Aires.

W „III Furiach” Polacy z zespołu Teatru Modrzejewskiej pokazali wielką witalność w dyskusji o swoim kraju. Dramat stworzony w przymierzu teatru, performance i muzyki dowodzi nie tylko skali polskich cierpień, ale nadal nie zamkniętych ran z tym związanych – napisał Carlos Pacheco w La Nación po legnickiej prezentacji na międzynarodowym festiwalu FIBA w Buenos Aires (2013).

Spektakl był finalistą ministerialnego Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej (nagrody dla reżysera i aktorki Joanny Gonschorek). Nagrody i wyróżnienia przywiózł także z Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy oraz Festiwalu Dramaturgii Współczesnej w Zabrzu. Marcin Liber wygrał nim „Laur Konrada”, najważniejszą nagrodę reżyserską w kraju przyznawaną przez jurorów Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje w Katowicach, podczas którego TVP Kultura na żywo transmitowała go na swojej antenie.

Nasze polskie przywary, niedoskonałości, słabości podane, jak na tacy. I tacy jesteśmy. Mali, zapatrzeni w siebie i czubek własnego nosa, chciwi, małostkowi, ograniczeni. Zbyt rzadko potrafimy się do tego przyznać. Zbyt często wycieramy sobie gęby hasłami o bohaterach, wierze w Boga, patriotyzmie. Zbyt często patriotyzm kończy się na włożeniu biało-czerwonej czapki na mecz reprezentacji. Zbyt często ślepa wiara w Kościół może być, lub jest, powodem niezgody i budowania barier między ludźmi – zauważyła Sabina Misakiewicz po  prezentacji spektaklu na Festiwalu „Kartoteka Rozrzucona” we Wrocławiu (2016).

Ten spektakl wali na odlew z ozdrowieńczą nadzieją. Dziewięć lat po premierze wiem już, że naiwnie wyrażoną na wyrost. Zakompleksionym i wypierającym niewygodne prawdy rodakom święty Boże nie pomoże, choćby był bogiem z greckiego Olimpu. W najpiękniejszej, jaką znam, antywojennej balladzie (pierwotnie śpiewanej przez Marlenę Dietrich, po polsku przez Sławę Przybylską, a w spektaklu przez Katarzynę Dworak) padną wszak ze sceny gorzkie pytania: gdzie ci chłopcy z dawnych lat, gdzie dziewczęta, gdzie mogiły i żołnierzy kwiat… No i to kluczowe: „Kto wie, czy było tak?”.

„III Furie” to teatr totalny dla widzów odważnych i dojrzałych. W szaleńczo groteskowej współczesnej historii sięgającej polskich wojennych traum i przemilczanych, bo wstydliwych jej epizodów, publiczność dostrzeże zaskakujące odniesienia do teatru antycznego, a nawet do “Dziadów” i malarstwa Malczewskiego. Spektakl był bezspornym sukcesem teatru i jego twórców. Za najwybitniejsze osiągnięcie artystyczne polskiego sezonu teatralnego 2010/2011 uznali go: Łukasz Drewniak ("Przekrój"), Agnieszka Rataj ("Życie Warszawy"), Jacek Sieradzki ("Dialog") oraz Kalina Zalewska ("Teatr"). Premiera na teatralny.pl jest możliwa dzięki stałej obecności "III Furii" na stronie VOD Teatru Telewizji.

OBEJRZYJ!

Grzegorz Żurawiński