Czwartkowa (16 kwietnia) konferencja premiera Mateusza Morawieckiego zmroziła ludzi kultury, która nie jest uwzględniona nawet w czwartym etapie przechodzenia do normalności. To liczenie kultury od końca, wydaje się, niestety, znamienne. Jednocześnie kultura została wrzucona do jednego worka z imprezami masowymi. Pisze Jacek Cieślak.



W czwartkowym wieczór, ci ze środowiska kultury, którzy nie oglądali bezpośredniej transmisji konferencji Mateusza Morawieckiego -  przekazywali sobie informację, że najważniejsza dla nich decyzja premiera wypowiedziana jest w siódmej minucie i siódmej sekundzie zapisu wystąpienia. Licząc od końca.

Lek na depresję

To liczenie kultury od końca, wydaje się, niestety, znamienne. Jednocześnie kultura została wrzucona do jednego worka z imprezami masowymi. Premier Mateusz Morawiecki powiedział o nich tak: - Zakaz będzie obowiązywał dłużej, bo to ograniczenie nie nakłada aż tak bardzo dużych restrykcji na gospodarkę jako taką, a jednocześnie imprezy niosą ze sobą bardzo duże ryzyka. Dlatego na ten moment jest to zakaz do odwołania. I nie planujemy jego zniesienia ani w pierwszym, ani w drugim, ani trzecim, ani czwartym etapie.

Jest rzeczą bezwzględnie zrozumiałą, że gromadzenie się większych grup uczestników życia kulturalnego czy rozrywkowego w warunkach pandemii, która zagraża życiu - musi być postrzegane przede wszystkim z perspektywy walki o ochronę życia i zachowanie zdrowia. To jest teraz najważniejsze. Jednocześnie wydaje się, że obecne traktowanie kultury, także w kategoriach gospodarczych, co najmniej zaniża jej znaczenie. A przecież warto myśleć o niej również jako o tej wartości, która pozwala wielu milionom Polakom skazanym na izolację, utratę zarobków, a nawet pracy – łatwiej znieść najtrudniejszy od wielu dekad czas.

Przykładów jest wiele. Koncert Krzysztofa Zalewskiego w sieci pod hasłem “Kwarantanna Na Na” tylko w 6 godzin miał 560 tysięcy wyświetleń. Czytającą swoje opowiadanie noblistkę Olgę Tokarczuk wysłuchało kilkadziesiąt tysięcy widzów. Spektakl TR Warszawa “Cząstki kobiety” obejrzało w kilka godzin w formie streamingu 10 tysięcy widzów. A to tylko część tego, co robili dla nas i robią artyści. Pro publico bono!

Niezbędni teraz

Niech nie będzie to poczytane za przejaw zdrady narodowej, bo przecież w Polsce różne stawia się zarzuty!, ale po konferencji polskiego premiera przeczytałem sobie dla polepszenia nastroju wypowiedź niemieckiej minister kultury. Moniki Gruetters powiedziała: „Nasze społeczeństwo demokratyczne potrzebuje wyjątkowego i różnorodnego krajobrazu kulturowego i medialnego w tej historycznej sytuacji, która do niedawna była niewyobrażalna. Twórcza odwaga kreatywnych ludzi może pomóc w przezwyciężeniu kryzysu. Powinniśmy wykorzystać każdą okazję, aby tworzyć dobre rzeczy na przyszłość. Dlatego obowiązują następujące zasady: artyści są nie tylko niezbędni, ale także niezbędni, szczególnie teraz”

Można powiedzieć, że to tylko słowa. Tak: jednak w czasie, kiedy artyści nie mają żadnych perspektyw nawet w “czwartym etapie” przechodzenia do normalności –słowa mają znaczenie. Tym bardziej, że to dobra kultury stworzone przez artystów – książki, filmy, muzyka, rejestracje spektakli i koncertów – pozwalają nam nie ulec zbiorowej depresji i wypełniają trudny czas.

Słowa premiera są ważne, ponieważ wyrażają stosunek do ludzi kultury, którzy są nie tylko natchnionymi pięknoduchami, ale i pracownikami, mającymi do utrzymania rodziny, płacącymi kredyty. Dlatego jednocześnie warto przypomnieć deklarację wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego: “Całkowita wartość pomocy dla sektora kultury w różnych formach może mieć wartość do 4 mld zł, czyli prawie tyle, ile wynosi roczny budżet resortu”.

Kultura jak sport

W analizie stanowiska rządu wobec kultury na czas pandemii trzeba rozszyfrować rozumienie pojęcia “imprezy masowe”. Wedle ustawy nie obejmują one bowiem działalności teatrów, filharmonii, klubów, domów kultury i bibliotek. To jednak nie było oczywiste nawet dla tych, którzy nimi zarządzają. Dlatego na kilkanaście godzin przed wprowadzeniem rządowego zakazu działalności instytucji kultury – minister Gliński komunikował, że mogą działać. Teraz sytuację instytucji kultury musimy obserwować przez pryzmat decyzji rządu dotyczących gromadzenia się w przestrzeni publicznej.

To bardzo ważna kwestia, którą po czwartkowej konferencji premiera Morawieckiego trzeba na nowo przemyśleć. Kanwą są rozmowy szefa rządu ze środowiskiem sportowym, a premier podkreślił, że trzeba myśleć o tym, by sportowcy mieli m. in. stosowne warunki przygotowań do olimpiady. Wspomniał, że oczekuje propozycji od Polskiego Związku Piłki Nożnej i Zbigniewa Bońka na temat możliwości wznowienia rozgrywek piłki nożnej, oczywiście, bez udziału widowni na stadionach.

Takie deklaracje premiera powinny być traktowane przez środowisko kultury jako sygnał do aktywizacji oraz sformułowania własnych propozycji. Praca aktorów na planie filmowym i telewizyjnym, a także próby i występy aktorów teatralnych – odbywają się bowiem w dokładnie takich samych warunkach jak sportowców. Nie wymagają obecności grupy większej niż dwie piłkarskie drużyny wraz z osobami sztabu trenersko-medycznego.

Trzeba dodać, że tłok na planie czy na scenie nie jest też większy niż w alejkach sklepowych, które mają się zapełnić, czy w biurach. Tymczasem zielone światło dla zespołów filmowych i teatralnych da szansę do wznowienia produkcji, która zasili w najbliższych miesiącach program stacji telewizyjnych oraz portali streamingowych. A także teatrów, mogących oferować swoje nowe premiery w systemie pay per view. Jeśli tylko aktorzy uznają, że praca nie zagraża zdrowiu i życiu. Dlatego niezbędna jest dostępność testów.

W podobnym trybie mogą pracować muzycy pop, pracownicy muzeów i galerii. Bardziej problematyczne są sytuacje orkiestr filharmonicznych czy zespołów operowych. Tragiczna wydaje się sytuacja kiniarzy oraz organizatorów dużych koncertów.

Ekonomia kultury

Najważniejszym zadaniem świata kultury powinno być teraz stworzenie wspólnej reprezentacji, która będzie mogła prowadzić merytoryczny dialog z rządem na temat dalszych perspektyw pracy. Warto też uzmysłowić wszystkim, także politykom, co kryje się pod pojęciem kultura i rozrywka - także w wymiarze ekonomicznym.

Na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, ale też badań zleconych przez resort kultury, można szacować, że w sektorze kultury pracuje 300 tys. osób, co stanowi około 2 procent wszystkich pracujących w polskiej gospodarce. Tyle samo co w hotelarstwie i gastronomii. Można sądzić, że wartość dodana wytwarzana przez sektor kultury wynosi ponad 30 mld zł, co odpowiada około 2 procentom wartości dodanej w całej gospodarce. Kilka lat temu szósta część tej sumy przypadała na telewizję.

Jednocześnie nie można zawężać do tych procentów wpływu kultury na całą gospodarkę. Proszę sobie wyobrazić reklamę, telewizję i Internet bez muzyki i filmów. A kultura ma też wpływ na hotelarstwo, gastronomię, usługi, konsumpcję. W pewnych okresach, w niektórych regionach może to dawać do 10 procent lokalnych budżetów.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, kierunek światowy jest oczywisty: we francuskim sektorze kultury pracuje prawie 2 mln osób i już od lat przynosi wyższe zyski niż produkcja samochodów. Zaś wpływy sektora turystycznego powiązanego z kulturą są najważniejszym źródłem dochodów Regionu Paryskiego.

Wizytówka miast

Także w Polsce dynamika wzrostu związanego z turystyką oraz imprezami masowymi jest ogromna. Od 2013 do 2017 r. liczba imprez masowych wzrosła z około 6 tysięcy do 7 tysięcy rocznie, zaś uczestnictwo w nich - z 21 mln do 26 mln uczestników. Tu trzeba obalić mit bezwzględnej dominacji sportu. Na wydarzenia kulturalno-rozrywkowe przypada tylko kilka procent mniej uczestników niż na wydarzenia sportowe. Mowa jest o rocznej widowni liczącej ponad 10 mln ludzi.

Nie bez powodu wszystkie polskie miasta, małe i duże, dotują wydarzenia kulturalne i festiwale - bezpośrednio i pośrednio. Kiedy na muzycznym Openerze w Gdyni padł w 2018 r. rekord frekwencji 140 tysięcy uczestników, zaczęło się mówić, że tydzień przypadający na festiwal - to czas największych obrotów w ciągu roku w pasie od Helu do Gdańska. Władze Gdyni ekwiwalent reklamowy Openera oceniają na ponad 100 milionów złotych.

Szacuje się, że od momentu otwarcia gdańsko-sopockiej Ergo Areny w sierpniu 2010 r. do końca 2017 r. ponad tysiąc imprez obejrzało 3 mln gości gości. W latach 2010–2015 łączne wydatki widzów Ergo Areny zaliczonych do kategorii turystów pochodzących spoza Trójmiasta sięgnęły pół miliarda złotych.

Z kolei średni wydatek przyjeżdżających do Tauron Areny w Krakowie - poza halą! - wynosi 333 zł. 70 proc. przedstawicieli branży noclegowej i 40 proc. branży gastronomicznej zauważa wpływ Tauron Areny Kraków na wzrost liczby gości i swoich zarobków.

Armia uczestników

Ale godna zauważenia jest też praca innych branż. Wedle GUS w 2017 r. wyprodukowano około 250 filmów kinowych i telewizyjnych. Produkcja rosła. W 2019 r. polskie kina sprzedały rekordową liczbę ponad 60,2 mln biletów za ponad 1,13 mld zł. Na to złożył się wysiłek ludzi pracujących w blisko półtora tysiąca sal kinowych. Teraz są pozbawieni pracy. Wartość polskiej fonografii szacuje się na ponad 400 mln zł, z czego ponad sto milionów przynosi już muzyka w sieci.

W Polsce pracuje ponad 6 tysięcy aktorów. Ci pozbawieni etatów, znaleźli się na lodzie. Tymczasem według GUS w 2017 r. działalność sceniczną prowadziło 187 teatrów i instytucji muzycznych posiadających własny zespół artystyczny. Zorganizowały ok. 70 tys. przedstawień i koncertów, które zgromadziły około 14 mln widzów i słuchaczy.

Teatry w mniejszych miastach, takich jak Radom czy Bielsko-Biała, gromadzą blisko 100 tysiące widzów rocznie. W Warszawie tylko sceny prowadzone przez Krystynę Jandę przyciągają dziennie do 800 teatromanów. Z kolei muzyczna Roma ma na afiszu „Aidę” Eltona Johna i Tima Rice’a, na którą pracowało 70 aktorów i muzyków zatrudnionych wyłącznie na umowę o dzieło, a także 30 pracowników z firm zewnętrznych. Wpływy z sali mieszczącej blisko tysiąc osób wynosiły tygodniowo blisko milion złotych. Teraz wszyscy stracili pracę. Na polską kulturę składa się też tysiąc muzeów, które przyciągają rocznie ponad 10 mln widzów oraz kilkaset galerii sztuki, mających pięć milionów widzów rocznie.

Warto o ich pracownikach pomyśleć w dającym się zaplanować etapie powrotu do normalności. Z konkretnym programem powinno wystąpić również środowisko kultury.

(Jacek Cieślak, "Do kiedy potrwa katastrofa polskiej kultury", https://www.rp.pl, 17.04.2020)