Publicysta i felietonista Adam Kowalczyk przygotowuje się do nadchodzącego 23 września czytania "Antygony" na finał konkursowej Czytelni Modrzejewskiej dla młodych reżyserów w legnickim Teatrze Modrzejewskiej (uparcie redukowanym w jego tekstach do skrótu THM). - Znalazłem proponowane przez Grzegorza Grecasa (reżyser) autorskie spojrzenie na arcytragedię Sofoklesa - dowodzi.

Kiedy Monika Małkowska onegdaj w Dwójce stwierdziła "Torebka działa jak aktor", moje dzieciaki zakrztusiły się owsianką, którą jedliśmy tego poranka na śniadanie. Od wtedy to powiedzenie stało się w naszym domu sygnałem, że ktoś osuwa się w językowo-intelektualne trzęsawisko, z którego nie wydobędzie się za Chiny. To przypomnienie naszło mnie, kiedy szykując się do nadchodzącego czytania "Antygony" w legnickim THM (23 września), znalazłem proponowane przez Grzegorza Grecasa (reżyser) autorskie spojrzenie na arcytragedię Sofoklesa.

Czytamy, między innymi – mianowicie to: "Jedną z moich głównych inspiracji do zajęcia się tym tekstem były właśnie aktywistki, które mają odwagę wyjść na ulice" (G. Grecas). I wypłynęło pytanie: jak działa artysta (aktor, reżyser)? Najprostsze – wikipedyczne streszczenie "Antygony" o aktywistkach nie wspomina, bo to chyba zbyt świeży termin. Wetknięcie więc Antygonie (aktywistka) tekturowej tabliczki w zachętą do "Wyp…" skierowaną pod adresem Kreona (władza) mogłoby się wydać niedopuszczalną interpolacją.

Czy może ekstrapolacją? Sam nie wiem: modernizacją czy przewidywaniem? Ruchem wstecz, czy naprzód? Tak czy siak – trudne to do przełknięcia. Więc pytanie – jak działa artysta? Dlaczego z oceanu polityczności codziennej/codzienności politycznej wyłowił Grzegorz Grecas właśnie to? O aktywistkach? A nie na przykład, zacytujmy znów Wikipedię (choć moglibyśmy Dariusza Karłowicza z jego szczególarskim rozważaniem "Antygony" zaproponowanym w tomie "Teby – Smoleńsk – Warszawa"): "Polinik sprowadził obce wojska, aby odzyskać tron". Do koncepcji politycznej "Ulica i zagranica" – z chamstwem, zadymami i zawzywaniem komisarzy UE na ratunek upadającej demokracji w wersji PO (wiem, wiem to slogan towarzysza Kliszko, a nie Schetyny) – "Antygona" pasuje w tym względzie. Bardzo.

Gdyby tak artysta zrobił pół kroku wstecz i ogarnął powody, dla których Kreon i Antygona stali się przeciwnikami politycznymi, ich spór zyskałby motywację i głębię: przyczynę konfliktu. Pisane na tekturze wezwania mogłyby stać się elementem tego, co pokazane (ulica), zaś Polinejkes byłby opozycyjnym politykiem, jakich wielu obecnie uprawia swoją szczególną działalność w Brukseli – komponentem zagranicznym (Polityka – tłumaczył Zbigniew Herbert Krzysztofowi Karaskowi swoje rozumienie pojęcia – używa się w niewłaściwym tego słowa znaczeniu – to jest działalność. Działalność zmierzająca do określonego celu).

To takie kuszące… – wpiąć w nowoczesne, aktualne odczytanie tragedii jak najszerszy kontekst współczesności/polityczności/codzienności. Gdyby pojawił się także pewien jakże znany nam dobrze tutejszy poseł, który chciał dobrze, a wyszło mu, jak zwykle i do dzisiaj postemp ma powody zwoływać pikiety w obronie polskiego sądownictwa! Mógłby istnieć jako wspomnienie Labdakosa, który na swój ród ściągnął klątwę zabijając jednego ze smoków Hery – boginii porządnej a mściwej. Smok jako figura Prawa, które nie zostało uszanowane, lecz ukatrupione z zimną krwią i świadomością konsekwencji. Celowo.

Jak działa artysta? "W obliczu powszechnego zawłaszczania pamięci i przepisywania historii, opowieść o nieludzkim zakazie pochówku ciała Polinejkesa staje się prawdopodobna" – tak kończy się przytoczenie Grecasa. Trudno mi zrozumieć to zdanie w jego każdym poziomie – przyznam. Nieludzki zakaz? – jest jak najbardziej ludzki. Haniebny, wstrętny i jakże ludzki przy tym. Współczesność podniosła tamtą starożytną nieludzkość wyżej. Dość wspomnieć sposób potraktowania ciał ofiar smoleńskiej katastrofy – najpierw fotografowanie w prosektorium (Pani Ewo – uśmiech!), potem wrzucanie szczątków niemal na wagę do czarnych worków, zalutowywanie trumien i tak dalej, i tak dalej.

To brak poszanowania… zmarłych, który nie znalazł artystycznej manifestacji w teatrze. Przeciwnie – był "Hymn narodowy" z histerycznym natrząsaniem się. Kreon przynajmniej nie drwił ze zwłok bratanka. Inne, czego nie rozumiem to powszechne zawłaszczanie pamięci. Czy chodzi o działalność IPN, tak zwany pomnik wdzięczności z Placu Słowiańskiego, czy może o szczątkową obecność historii w podstawówce, kiedy Grzegorz Grecas pobierał podstawy edukacji? O przepisywanie historii jako – chyba (?) następstwa tego zawłaszczania – także bym zapytał.

I jak to ma się do tragedii Labdakidów w jej ostatniej odsłonie – też. Jak działa artysta? To się okaże.

(Adam Kowalczyk, "Jak działa artysta?", http://www.gazetapiastowska.pl, 30.08.2021)