Sztuka przeznaczona jest dla widzów od 16. roku życia. Jaka sztuka? Szekspirowski "Król Lear" według Anny Augustynowicz. Ten sam, co u nas. W partnerskim Teatrze im. Jana Kochanowskiego z Opola. Takie zdanie kończy zapowiedź opolskiej premiery, z którą dopiero 4 czerwca Legnica do Opola pojechała (wiadomo-pandemia). W felietonie pisze O. Bywatel.


Nie przypominam sobie podobnego zdania w legnickich anonsach "Leara". Chyba tam w Opolu grają ci sami to samo co u nas; nasz teatr na trzy spusty zamknięty był. Wszyscy wyjechali. Czym się różni Legnica od Opola, że nad Odrą wpuszczają (albo i nie) z zastrzeżeniem, a nad Kaczawą – jak leci? Czy to ta wijąca się wokół króla wiotka trzpiotka może rozbudzać niepotrzebnie wyobraźnię miłości głodnych płeciów? Czy może odrażających intryg tych jędz – Goneryli i Regany – pokazywać młodzieży nie godzi się? Zagadka jest to.

Gorzej jest. Bo "E-migrant", w którym nastolatek-bohater śmiało nad wyraz (czyli prymitywnie dość) wyobraża sobie spotkanie z panią od angielskiego i pani owa w jego wizjach hamulców żadnych nie ma – plus innych garście całe swobód w filmie owym – to to razem reklamuje się w teatrze legnickim jako spektakl dla młodzieży. Nasza młodzież wyuzdanie łyka jak kornflejki, a w Opolu przed widokiem pomiatania starcem się ją ostrzega.

No, cóż. Może znaczyć też to ograniczenie wieku widowni opolsko-legnickiego "Leara", że w Opolu młodzież do teatru chadza. Młodsza nawet niż szesnaście lat, a w Legnicy – słabo. Dlatego u nas nie ma na plakatach, że przeznaczone od lat, bo i tak nie chodzą? Chyba, że z klasą. Na polski.

A może ten opolski dziennikarz przewrażliwiony był? Albo dyrekcja Kochanowskiego wyczulona na dobro młodzieży? Albo młodzież w Opolu taka podatna i jak zobaczy, co tacie córcie zgotowały, to potem społeczna opieka nie wyrobi się z robotą? A może to tylko taki chwyt – że jak zabronione/przeznaczone, to intryguje i się zachciewa? I reglamentacja wzbudza odruch sprzeciwu i przekory, więc publiczność pcha się – że hej! Może nawet u koników bilety kupuje. Ciekawe, czy istnieje konik teatralny. Czy w ogóle jest jeszcze takie coś – konik?

Czy może poniżej szesnastu w szkole Szekspira nie czyta się i dlatego szkoda biletów na niewyedukowanych, bo nie pojmą, miejsce zajmą, zmarnują bilet i nie skorzystają ani oni, ani potrzebujący bardziej? Co to znaczy – jest przeznaczona? Nie wpuszczą? Wyśmieją? Zniechęcą wmawianiem, że trudne? Kto upilnuje? Miejska straż? A jak mama bilet kupi?

No, bardzo intrygujące to zawiadomienie. Bardzo. Może dlatego, że młodzież jeszcze nie szczepiona i albo naraża się. Albo innym zagraża? Zagadka. Tajemnica. Dziw.

(O. Bywatel, "Teatr na kartki?", http://www.gazetapiastowska.pl, 8.06.2021)