Nagranie spektaklu zostało zmontowane z kilku „przebiegów”, podczas których Paweł Palcat występował przed jednym tylko widzem, widzką – właściwie. I one są równorzędnymi bohaterkami tego głęboko poruszającego monodramu - pisze na swoim blogu Rafał Turowski.


Cóż wspólnego ma bieg maratoński z żałobą po najbliższej osobie? Ano – ma. Ale to proszę sprawdzić osobiście, jak tylko będzie okazja zobaczyć ten monodram, trudno bowiem o nim pisać nie zdradzając szczegółów, a tego robić nie chcę.

Więc w skrócie tylko – mamy oto 21 kwietnia 2015 roku, dzień, który nasz bohater zapamięta do końca życia. Dzwoni telefon z informacją o śmierci matki, nagle trzeba zająć się, cóż, logistyką - świadectwami, urzędami, księżmi, likwidacją kont w bankach i telefoniach… Czas na żałobę przyjdzie musi przyjść później, niekiedy dużo później, bo i sam pogrzeb jest jak z wiersza Szymborskiej i nic się w tej sprawie zrobić nie da, taka pogrzebów uroda.

A kim jest nasz bohater dziś, jaki jest stan umysłu osieroconego dorosłego faceta? Jak sobie radzi z tęsknotą? Czy pogodził się ze stratą? I czy to w ogóle możliwe? I – last but not least - co zrobił ze swoim życiem przez tych kilka lat?

Nagranie spektaklu zostało zmontowane z kilku „przebiegów”, podczas których Paweł Palcat występował przed jednym tylko widzem, widzką – właściwie. I one są równorzędnymi bohaterkami tego głęboko poruszającego monodramu, który – uprzedzam - balansuje na bardzo cienkiej granicy wręcz ekshibicjonizmu. Jednak – mimo wszystko - żadna granica przekroczona nie zostaje. Widać, że włożono w osiągnięcie tego efektu heroiczną pracę, i nie udałoby się go osiągnąć bez wyczucia słowa, ciszy, gestu, w ogóle - sceny, po prostu – bez talentu i autora jak i aktora.

MARATON/TREN Paweł Palcat, konsultacja reżyserska Lecha Raczaka, premiera (online na wirtualnamodrzejewska.pl - @KT) 7 maja 2021.

(Rafał Turowski, "Maraton/Tren", https://www.rafalturow.ski, maj 2021)