Z zainteresowaniem przeczytałem tekst Magdaleny Kozioł piszącej we wrocławskiej GW o czterech literach, władzy, Jacku Głombie i wrzodzie. Na marginesie – @kt cytujący to w całości przeoczył (chyba) użyte przez autorkę w tytule porównanie i wyszło trochę … inaczej. Jeszcze inaczej byłoby, czemuż nie – gdyby ująć rzecz odwrotnie i – może, byłoby celniej: że to władza jest wrzodem. Albo i tak, że role odmieniają się i tylko cztery litery zawsze z tyłu. Pisze Adam Kowalczyk.


Z zainteresowaniem, ale nie żeby nie były mi znane szczegóły powstania konfliktu na linii Ratusz – teatr w Legnicy albo wynik boju o Senat w 2011 roku. To wszystko jest wiadome komuś, kto tu mieszka i odrobinę, poza pierogami, interesuje się, czym oddycha miasto.

To następny głos, który, streszczając stosunki legnickiego teatru i kolejnych władz państwowych, wieszczy katastrofalną zmianę na urzędzie dyrektora. Konkurs ma być formalną, urzędową przykrywką dla uwalenia Jacka Głomba. Tak się powszechnie sądzi. I pisze. Białe rękawiczki, białe kołnierzyki, procedura. Te rzeczy. A dyrektora, myk – i nie ma! Tak się powszechnie pisze. I sądzi.

Zainteresowanie wzbudza jednak nie tylko content, bo to wynik przeglądu publikacji spod haseł teatr w Legnicy i konkurs w Legnicy. Ciekawe jest też samo podkładanie do pieca. Sprawa trochę przygasa i nawet nowe zawiadomienie o błędach konkursowego regulaminu nie wywołały jakoś demonstracji na mieście ani opięcia budynku teatru w kir. Przeglądający BIP Urzędu Marszałkowskiego nie myśleli chyba, że rzeczywiście kandydat na stanowisko dyrektora teatru w Legnicy musi znać specyfikę pracy Opery Wrocławskiej. To miał być kolejny dowód ustawiania sprawy: utworzony metodą kopiuj-wklej regulamin konkursu.

Więc ten błąd w tekście regulaminu, owszem – jest jakąś drobną nowością w temacie. Bo było już o lekceważeniu autorytetów, było o inicjatywach mieszkańców, było o poparciu dyrektorów teatrów i oper, było o podgryzaniu i smrodzie, było o roli Prezydenta, były informacje, z których nie wiadomo, co wywnioskować (że Marszałek to nawet byłby za, ale jest w kleszczach określonych i mocno wstrętnych sił).

Pojawiły się także głębokie retrospektywy. Wspomnienie o "Spisku smoleńskim", dość to stara sprawa – widowisku przywiezionym do Legnicy przez Lecha Raczaka na jeden wieczór w 2014 roku. Tak było. Ale opakowanie tego przypomnienia – słabo sprawdzone. Nikt się wtedy nie darł. I nikt nie grzmiał (to ulubione słowo legnickich pisaczy bieżączkowych), proszę autorki. Krystyna Sobierajska nie pojawiła się pod teatrem na wieść o planowanym, lecz w dniu (wieczór) przedstawienia. I nikt się nie darł. Powtarzam. Zapewniam. Darcie się pod teatrem to właściwość KOD i popleczników zwożonych z okolic (Jawor, Polkowice, Lubin, Bolesławiec) na kodziarskie wiece. Krzyki, gwizdki, megafony. I pan Senator Józef Pinior. Jeśli o darcie – to był taki, co się darł i darł też furiacko wyrwaną Krystynie Sobierajskiej kartkę z napisem Popieram polski rząd. Wtedy darcie było. Tak.

I jeszcze co do afisza. Zaraz po zatrzaśnięciu drzwi i zamknięciu ich, dla pewności – na klucz, od wewnątrz, rzecz jasna, tak, żeby nie można było zakłócić (średnia wieku sześćdziesiąt lat – bojcy Sakiewicza – hłe, hłe) – z wejścia do kas wyszedł pracownik teatru i wyjął wiszący kilka zaledwie godzin afisz z gabloty. Wcześniej "Spisku" nikt nie widział, bo jak? Skoro widowisko tylko dla wtajemniczonych. I zamknięte. Dosłownie. Wiem, co piszę, bo tam byłem. Tu zdecydowanie dzierga pani Magdalena historię z trzeciej ręki. Zdecydowanie. I jeszcze te brzydkie słowa o rasizmie i ujadaniu. I te ładne o bronieniu demokracji przez KOD. Serio?

GW nie ma ostatnio dobrej, nomen omen, prasy i takie wyjaskrawianie sprawy psuje jej konterfekt jeszcze bardziej. To, że KOD z Legnicy wszędzie węszy za rasizmem, homofobią, nietolerancją i faszyzmem, i nawet udaje się w sprzyjających mediach przylepić takie etykiety niektórym wydarzeniom, nie oznacza, że takie zjawiska rzeczywiście w Legnicy mają miejsce. Napaści i bicie ludzi jest złe, zdecydowanie. Ale czy to już rasizm, czy jeszcze bandytyzm – to już jest jednak mało jasne. Cytowany wpis Jacka Głomba: "Formacja polityczna tworzy atmosferę do rasistowskich ataków" stał się normą, według której KOD ocenia wydarzenia? Jeśli Komitet Obrony Demokracji tak to ocenił, to oznacza, że Komitet Obrony Demokracji tak to ocenił, ale jaki tytuł do kategorycznego i nieodwołalnego kwalifikowania tego czynu w taki właśnie sposób ma Komitet Obrony Demokracji? Wpis w FB Jacka Głomba?

Może jest to tytuł równie dobry jak prawo Prawa i Sprawiedliwości i Legnickiego Klubu Gazety Polskiej oceniających "Spisek smoleński" i działalność legnickiego teatru – wówczas wieczorem. Równie dobry jak wyczytany czy zasłyszany pogląd Patryka Wilda o "III Furiach", który został przytoczony. Nie widzieli i powiedzieli? Podobnie, zdaje się, jak autorka, która nie uczestniczyła w zdarzeniach pod teatrem w tamten wieczór wystawiania "Spisku smoleńskiego".

Tekst o czterech literach, Jacku Głombie i wrzodzie daje także interesującą obserwację innej natury. Oto wynika z niego, że tylko PO nie dąsała się na Teatr im. H. Modrzejewskiej. PiS, które pcha kraj ku przepaści – wiadomo, SLD – też, a już z obecnym Prezydentem miasta – sprawa wygląda bardzo słabo. Koalicyjna władza województwa, w tym Bezpartyjni – właśnie knują i robią ten konkurs bez sensu, a mogliby – nie.

Kiedy w tekście o czterech literach, Jacku Głombie i wrzodzie przytacza się przygodę Teatru Polskiego z Wrocławia, to warto także przypomnieć, że jego dyrektor – Krzysztof Mieszkowski straszył województwo strajkiem załogi, gdyby marszałek przeprowadził konkurs. Co na to Bogdan Zdrojewski – minister kultury w rządach D.Tuska? Platformers jak się patrzy! "Krzysztof Mieszkowski pokazał niekompetencję, szantażując marszałka protestem załogi Teatru Polskiego po ogłoszeniu przez niego konkursu na dyrektora". Tak powiedział Bogdan Zdrojewski. Co ma piernik do wiatraka? Niby nic.

Przedstawianie sprawy konkursu jako efektu szczególnie głębokiego konfliktu Jacka Głomba ze wszystkimi władcami, a zwłaszcza z PiS – wydaje się robione. Jeśli rzeczywiście stale się dymi na styku: kolejne władze-dyrektor legnickiego teatru (wyjąwszy PO), to zauważyć nietrudno, który element tych ciągłych spięć jest ich częścią wspólną.

Ale można by zaproponować test. Zamówić w THM (Teatr im. Heleny Modrzejewskiej - @KT) widowisko pod tytułem "Lubczasopisma (sic!)", "W knajpie na Mokotowie" albo "Jak minister Sikorski ministrowi Ławrowowi papierosa przypalał". Ewentualnie "Olt Gold i lipa" czy coś o kopaniu na metr w głąb pod tytułem "Ewka, Ewka – pamiętasz?" Zobaczylibyśmy wówczas, jak Platforma (Koalicja) Obywatelska miłuje teatr w Legnicy.

(Adam Kowalczyk, "Cztery litery", http://www.gazetapiastowska.pl, 23.03.2021)