„Gdy przyjdzie sen. Tragedia miłosna” to druga część tryptyku wiejskiego, w którego skład wchodzą także dramaty „Droga śliska od traw” oraz „Czasami księżyc świeci od spodu”, zrealizowane na scenach legnickiego i zielonogórskiego teatru. Tym razem reżysersko-dramaturgiczny duet PIK, czyli Paweł Wolak i Katarzyna Dworak, zawitał do wrocławskiego AST, by wspólnie ze studentami przygotować poruszający dyplom. W Gazecie Wyborczej Wrocław pisze Katarzyna Mikołajewska.


Wieś Borówka, w której rozgrywa się akcja dramatu "Gdy przyjdzie sen. Tragedia miłosna", nie jest ani spokojna, ani wesoła. Jest natomiast soczewką pomagającą ukazać ludzkie słabości i podłość. Mała, wiejska społeczność, choć nieliczna, posłużyła, odpowiadającym zarówno za tekst, jak i reżyserię, Pawłowi Wolakowi i Katarzynie Dworak do studiowania rodzącego się zła. Jego eskalacja w finale musi doprowadzić do tragedii, a jak zostało ujawnione w tytule, musi być to tragedia miłosna. W bohaterów tej przepełnionej konfliktami i wzajemną niechęcią historii wcielają się studenci IV roku Wydziału Aktorskiego wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych.

Bez szczęśliwego zakończenia

„Gdy przyjdzie sen” to druga część tryptyku wiejskiego, w którego skład wchodzą także dramaty „Droga śliska od traw” oraz „Czasami księżyc świeci od spodu”, zrealizowane na scenach legnickiego i zielonogórskiego teatru. Tym razem reżysersko-dramaturgiczny duet PIK, czyli Paweł Wolak i Katarzyna Dworak, zawitał do wrocławskiego AST, by wspólnie ze studentami przygotować poruszający dyplom.

W spektaklu napięcie rośnie od pierwszej sceny, a nadzieję, że dla któregokolwiek z bohaterów ta historia zakończyć się może happy endem, porzucić trzeba już po wstępnym rozpoznaniu nastrojów panujących we wsi Borówka.

Wszystkie osobiste dramaty w mniejszym lub większym stopniu kręcą się wokół relacji Baśki (Magdalena Tarnawska) i Jaśka (Jan Kowalewski). Katalog bohaterów jest krótki, ale rola każdego z nich jest bardzo czytelna, a ich intencje jednoznaczne. To jednak nie tak, że twórcy dramatu nie pozostawili widzom żadnej pracy do wykonania, bo jak to często bywa ze śledzeniem małych, wiejskich społeczności, osąd postaci i ich decyzji wcale nie jest łatwym zadaniem.

Trudna wieś

Nie budzi wątpliwości, że w tej wspólnocie dominuje wzajemna niechęć, zawiść i potrzeba tkwienia na równi w bezsensie, biedzie czy niezadowoleniu. Dla reszty mieszkańców Baśka stała się wrogiem numer jeden, gdy zapragnęła wyrwać się ze wsi, z narzucanych jej ról i trwającej od pokoleń w Borówce stagnacji na wielu poziomach: ekonomicznym, emocjonalnym, światopoglądowym.

„Urodziłam się we wsi Borówka. Trudna wieś. Ani ja tutaj pasuje ani tutaj do mnie…” - mówi na początku bohaterka. Na potwierdzenie tych słów próbuje oderwać się od Jaśka, bo związek z nim zawsze będzie oznaczał zgodę na wszystko co wiejskie i znienawidzone. Okazuje się jednak, że ta para ma ze sobą więcej wspólnego, niż Baśka przypuszczała. Gdy Jasiek wygrywa duże pieniądze, też przestaje mieścić się w ramach narzucanych przez mieszkańców Borówki i spotyka się z taką samą niechęcią, z jaką wcześniej traktowano jego partnerkę. A tam, gdzie społeczność silnie nakreśla swoje zasady i przywiązanie do nich, bardzo łatwo stać się wyrzutkiem.

Baśka ze swoją chęcią przeżywania namiętności, a pewnie też wielkiej miłości, nie pasuje do wizerunku kobiety, który wieś uznała za jedyny słuszny, czyli połączenia matki, służącej, będącej na dobre i złe przywiązaną do męża świętym węzłem małżeńskim, a nie uczuciem czy fizycznym pożądaniem. Z kolei Jasiek, gdy zdobywa fortunę, w wielkim mieście chce pozbyć się ciążącego mu poczucia nienasycenia. Sądzi, że wyszukane jedzenie, drogie ubranie czy ekskluzywna prostytutka sprawią, że wreszcie poczuje się spełniony i szczęśliwy.

Surowa przestrzeń

"Gdy przyjdzie sen" to spektakl zbudowany na emocjach i silnych bohaterach. Ta historia nie potrzebuje bogatych dekoracji czy skomplikowanych choreografii. Sceniczna skromność pozwala skupić się na relacjach łączących bohaterów, przyczynach i kolejnych etapach tragedii.

Aktorzy doskonale radzą sobie także w tej surowej przestrzeni i nie potrzebują skrywać się za ozdobnym rekwizytem. W pokazywaniu emocji swoich bohaterów są niezwykle precyzyjni. Ich lęki, pragnienia i traumy zostają tak dobrze ubrane w słowa, że obecność łańcuchów, która ich krępuje, daje się wyczuć o wiele wcześniej, zanim fizycznie zobaczymy je na scenie. To ewidentny dowód na współgranie dwóch elementów tego przedstawienia - bardzo dobrego dramatu i świetnej obsady.

(Katarzyna Mikołajewska, "Ludzkie słabości i podłość. Tragiczna historia na deskach AST", https://wroclaw.wyborcza.pl, 6.03.2021)