“Erodrom” – czwarta część serialu teatralnego “5.0″Magdy Drab w reżyserii Piotra Ratajczaka – opowiada o przyszłości w której słowo “miłość” jest jak reklamowy slogan. Brzmi fałszywie i smutno. Tęskniącym za nią ludziom świat oferuje transmitery pieszczot, sexy apki, hormonalne szpryce i indywidualnie dopasowane androidy nie wyrażające sprzeciwu ani nie posiadające własnych potrzeb. Pisze Piotr Kanikowski.


Decyzja o obejrzeniu “Erodromu” ma dla widza nieprzyjemne konsekwencje, bo stawia go w roli odbiorcy pełnego psychicznej przemocy erotycznego reality show Arystofallusa (Bartosz Bulanda) i jego Lalalove – “androida do miłości” (Magda Biegańska). Zgłosiła się do niego trójka życiowych rozbitków, skuszonych nadzieją na miłość, bliskość albo duże pieniądze: pogrążona w żałobie lesbijka Ana, potrzebująca kasy na zamrożenie głowy zmarłej żony (Joanna Gonschorek), aseksualna i zakompleksiona, rozpaczliwie samotna Szeri (Magda Skiba) i odstręczający Strongmen, nieporadny w kontakach z kobietami jak dziecko (Paweł Palcat). Wbrew swej woli zostałem posadzony w jednym rzędzie z wymyśloną przez Magdę Drab widownią tego programu – okrutną, reagującą uciechą oraz hejtem na upokorzenia i ból, które prowadzący zadają tej trójce. Podobny zabieg zastosował Michael Haneke w swym filmie z 1997 roku “Fanny games” (thriller psychologiczny; ten sam reżyser zrobił międzynarodowy remake własnego filmu bez zmiany tytułu w 2007 roku - @KT), czyniąc widzów nie tylko świadkami przemocy, ale też jej konsumentami, współwinnymi okrucieństwu sprzedawanemu jako rozrywka.

Science-fiction to tylko konwencja. Po raz kolejny powtórzę: teatralny serial wymyślony przez Magdę Drab ma tyle punktów stycznych ze współczesnością, że nie można go traktować tylko jako fantazję na temat przyszłości. W “5.0″ przegląda się współczesność. Show Arystofallusa i Lalalove niespecjalnie różni się od telewizyjnych programów, w rodzaju “Chłopaki do wzięcia”, “Rolnik szuka żony”, “Wyspa miłości”, “Hotel Paradiso”, “Sanatorium miłości” etc. Wszystkie one z poszukiwania miłości robią rozrywkę o nieczytelnych intencjach, mniejszą lub większą telewizyjną bekę, lecz nie byłoby ich, gdybyśmy nie chcieli leczyć nimi własnych kompleksów lub niespełnień.

Bardzo frapujące są te opowieści, które co dwa tygodnie serwują nam Magda Drab i Piotr Ratajczak. Z wielką ciekawością czekam na ciąg dalszy. Jeśli zważyć na tempo, w jakim powstają kolejne odcinki “5.0″ to nieprawdopodobne, że autorom i realizatorom serialu Teatru Modrzejewskiej – także zespołowi aktorskiemu – wciąż udaje się utrzymać wysoki poziom tego projektu. Cenna jest też estetyczna spójność poszczególnych części, osiągnięta dzięki futurystycznym kostiumom projektowanym na gorąco przez grupę Mixer, prostą scenografię Marcina Chlandy, konsekwentne stosowanie filtrów światła i multimedialnych tricków, elektroniczną oprawę dźwiękową autorstwa Tomasza Lewandowskiego.

(Piotr Kanikowski, "Erodrom”. O tym, że miłość nie ma przyszłości“, https://24legnica.pl, 8.02.2021)