Eksterminacja. Segregacja. Inwigilacja. To na razie trzy z zagrożeń przewidzianych w futurystycznych wizjach "5.0" Magdy Drab – teatralnym serialu proponowanym przez legnicki  THM (Teatr im. Heleny Modrzejewskiej - @KT). Wszystkie te wizje to pochodne myśli o rozwoju AI (Artificial Intelligence - @KT). Zdaje się – nie do końca kontrolowanym. Pisze Adam Kowalczyk.


Ale jakoś jednak nie wierzę w piekło zgotowane ludzkości przez technologie i maszyny. Musiałyby przestać być maszynami, żeby odlecieć w sztukę tak jak Marita4Ekstreme (Katarzyna Dworak – "5.0" cz.2.). Jeśli ludzie powierzyliby kształtowanie przyszłości nad sobą Algorytmowi ("5.0" cz.1.) to zapewne z zabezpieczeniem, żeby Pani Prezydentowa (Anita Poddębniak) nie została poddana likwidacji, anihilacji czy jakoś inaczej nazwanemu uśmierceniu. Inaczej ludzkość zgotowałaby sama sobie zgubę. I to byłaby fatalna wizja nadchodzących czasów – cywilizacji z zupełnie odjętym rozumem. Więc powstaje pytanie – czy Algorytmy będą ponad wszystkim? Ale ważniejsze – jakby to miało się stać, że zajdą tak wysoko?

Wzorcowe tragedie pokazywały, że istnieją ich przyczyny: grzechy, klątwy, skazy losu albo charakteru, zawziętość bogów, które bohater przemoże lub nie. Nieodgadnione przez człowieka powody jego nieszczęść znane były jakiemuś Tejrezjaszowi. Nowe porządki powstawały w efekcie odrzucenia starych. Innymi słowy – istniały drogi, jakimi Edyp doszedł do oślepienia się i wyboru wygnania, a Kreon poświęcił syna dla tronu i zainstalowania rządów "politycznego rozumu" (pożyczam sobie pojęcie od D. Karłowicza).

W "5.0" nie dowiadujemy się, jak to się stało, że cywilizacja dostała się pod władzę maszyn? Może to nie jest bardzo straszna wada, ale łatwiej byłoby rozważać problem, wiedząc, jak powstał. Czy tymi przeto maszynami kierują jacyś ludzie? Czy doszło do buntu maszyn i zaczęły one sprawować nadzór nad ludźmi we własnym interesie czy może w imieniu innych? "Terminator" J. Camerona stawia sprawę jasno i radykalnie – ludzkość trzeba wytrzebić. "Matrix" braci/sióstr Wachowskich, podobnie – należy zagospodarować ludzi i wykorzystać ich uprawy jako źródło energii. Matka z "Nostromo" R. Scotta jest gotowa poświęcić ludzi dla pozyskania niezniszczalnego krzemowego potwora. Kiedy jeszcze istniało takie coś jak Konfrontacje (ktoś jeszcze pamięta?) zafundowano widzom "Hardware" R. Stanleya – historię o samodzielnym i zabójczym sprzęcie. Jest jeszcze w tym zbiorze, a może przede wszystkim – HAL 9000 od S. Kubricka. Tak czy inaczej – maszyny rządzą.

Inaczej rzecz się ma u rodzimego, ale przecież tak samo światowego jak Kubrick, Scott czy Cameron Lema. Jego wizje maszyn, jakby mimochodem włączone w ludzkie sprawy – były jakoś umocowane. Ba, jakoś – solidnie! W "Polowaniu", o ile pamiętam, rozważany był tytuł do wyższości człowieka nad maszynami, a w "Terminusie", ponadto – konsekwencje wyposażenia robotów w osobowość, ale te sytuacje były jasne – ludzie wymyślili, zbudowali i zatrudniali maszyny, które im służyły jako pracownicy, ochrona itd. Ludzie sprawowali nad nimi kontrolę. Nie były one zdolne do buntu – raczej się psuły niż wypowiadały posłuszeństwo. I nie próbowały zawładnąć światem.

Czy w różnych światach i przyszłościach Stanisława Lema istnieli lepsi cybernetycy? Chyba nie. I nawet, jeśli Lem był bardzo nieciekawego zdania o ludzkości, bo futurystyczne problemy, które pokazywał, miały swoje początki w historii i teraźniejszości i z nich wynikały ("Prowokacja"), to jednak te jego maszyny nie mogły osiągnąć takiej niepodległości jak mechanizmy w "5.0". Kiedy dzisiaj czytamy, że jacyś konstruktorzy wyłączyli dogadujące się ze sobą w ramach eksperymentu w laboratorium prototypy SI, to znaczy, że przestraszyli się swojego osiągnięcia. I jednak jakiś pstryczek pod palcem mieli. Tak – na wszelki wypadek.

W "5.0" maszyny są aż tak samowładne, że kształtują ludzki genom dla własnej przyjemności (?) i poklasku. Ciekawe czyjego? Czy maszyny są równoprawnymi postaciami tej przyszłości w "5.0"? SF nie odznacza się propagowaną właśnie równością i tolerancją. Maszyny są niżej. Kropka.

Serial "5.0" odwraca relacje. Ludzie poszli w niewolę maszyn. I nie mają żadnych widoków na zmianę. Po co więc maszynom ta okropna ludzkość? Ekstremalna wizja używania ludzi (czy ich kopii) jak w "Matrixie" czy "Niepamięci" jest straszna, ale skompletowana. Odwrotnie – "Blade Runner" pokazuje równie okropną przyszłość, w której ludzkość wytwarza replikantów z oznaczonym terminem użycia. Choć nawiązuje się w finale przejście – więź między człowiekiem i maszyną, to także jest wizja domknięta. Jeśli zatem, jak piszą lepiej ode mnie zorientowani, dla SF charakterystyczne jest pytanie o istotę i wartość człowieczeństwa, to "5.0" nie pozostawia złudzeń: człowieczeństwo jest przereklamowane. Dlaczego maszyny nie zlikwidowały całkiem tej żałosnej ludzkości? Trochę nie rozumiem kontroli, jaką sprawują nad ludźmi – przyznaję. Bo po co?

Złudę ratunku daje trzecia odsłona tego ponurego serialu, gdy wprowadza motyw pewnego niedowładu systemu, możliwość okiwania go. Nadzorca (Bogdan Grzeszczak) ujawnia, jak zniknąć, a metalowo-naga artystka (Ewa Galusińska) zna i umiejętnie używa zupełnie aktualnych dziś kodów uwodzenia, które w zdehumanizowanej przyszłości pozwalają choć przez chwilę być poza kontrolą (tu gdzieś jest też ukryty pomysł, że wolność można zachować robiąc w sztuce lub w służbach – co za idea!). Można także, choć to tak dzisiaj, jak i potem nie pozostanie bez kary – zamordować własną matkę za jej nieludzkie zachowania.

Ale czy bezduszne maszyny łatwiej znieść niż wyzbytą uczuć matkę? Czy lepiej zostać zbrodniarzem niż przestać być człowiekiem? To byłby najgorszy wariant ocalenia człowieczeństwa w sobie. Zdecydowanie. Ale i tego nie wiem nawet, czy takie szalone alternatywy mogłyby być uznane za poprawnie wyprowadzone z "5.0" problemy, które się tu rozważa. Patrzę na serial i nie bawię się. Patrzę bez dreszczy i olśnień, bo te futurystyczne przebieranki wydają mi się mocno przekombinowane.

Ale aktorzy – jak zwykle, robią swoją robotę. Są przy tym, nomen omen – nieludzko sprawni i precyzyjni. Duety Drab-Fabian ("5.0 "cz.2.) albo Listwan-Krzyk ("5.0" cz.3) w tej pandemicznej propozycji wydają się najlepszą zachętą do wizyty w Rynku i zobaczenia na żywo tych dialogów (ostatnio często używa się frazy powrót do normalności, jakże zagadkowej w świetle wizji "5.0") po powrocie do normalności.

I jeszcze – jakoś potwierdza mi się obserwacja z pierwszej odsłony "5.0" – z szaleństw, rozczarowań i boleści projektowanych w nieodległą przecież przyszłość (to jeszcze tylko trzydzieści lat !), najbardziej jednak przejmujące są takie, które mają wspomnienia, pragnienia, imiona. Pani Prezydent, która daje twarz całej Ludzkości, jest pomysłem takim sobie. Przychodzi też do głowy myśl o odpowiedzialności jako (chyba?) niezbędnym wyposażeniu ludzi. Ci z "5.0" – są jej jakby pozbawieni. Można powiedzieć – zwolnieni. I może to jest najgorsze, czego można się przestraszyć, oglądając pokazane dotąd przez THM odcinki "5.0" Magdaleny Drab.

(Adam Kowalczyk, "Sztuczna Inteligencja", http://www.gazetapiastowska.pl, 28.01.2021)