Jacek Głomb jest żywą legendą. Z Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy zrobił miejsce, którego z historii polskiej kultury nie da się już wymazać. Teraz, gdy teatr jest w pandemicznym kryzysie, nie można ryzykować dobra legnickiej sceny. Pisze Witold Mrozek.


Marszałek Cezary Przybylski ogłosił zmiany w legnickim teatrze. Ze sporym wyprzedzeniem zapowiedział konkurs na nowego dyrektora. Dziś jest nim Jacek Głomb. Pozostawienia go na stanowisku chcą artyści, a także 36 innych dyrektorów teatrów z całej Polski, wreszcie - widzowie, którzy piszą listy do marszałka.

Głomb jest żywą legendą. Teatrem im. Modrzejewskiej w Legnicy kieruje od 27 lat. Zrobił z niego miejsce, o którym się mówi, którego z historii polskiej kultury nie da się już wymazać. Wyprzedzając modę na lokalność, opowiedział niezwykłą historię Legnicy polskiej, poniemieckiej i poradzieckiej - bo przecież były tu największe bazy Armii Czerwonej.

Legnica Głomba najpierw wytyczała trendy, a potem stała się miejscem kojarzonym z solidnym, rzetelnym teatrem opowieści. Głomb wystawiał z sukcesami Jerzego Pilcha, pojawiały się tu nowe dramatopisarskie nazwiska, ostatnio np. Magdalena Drab; Marcin Liber z kolei zrobił tu niedawno udany „Popiół i diament”, dialogując z Wajdą i Andrzejewskim.

Ktoś mógłby powiedzieć: 27 lat to sporo, czas na zmianę. Przecież jak dotąd wszystko dzieje się zgodnie z prawem, ba - od lat środowisko teatralne walczyło o to, by konkursy zapowiadać z wyprzedzeniem, a nie na ostatnią chwilę, co zawsze powodowało chaos. Ale konkurs w Legnicy, czyli postawienie Jacka Głomba przed widmem zakończenia dyrekcji, to bardzo zły pomysł. Dlaczego?

Pierwsza sprawa to pytanie, czy można dziś liczyć na sensowny i uczciwy konkurs. Przypomnijmy, że w powoływanej przez samorząd komisji konkursowej zasiada trzech przedstawicieli ministra Glińskiego. Ostatnie lata przyniosły radykalny kryzys zaufania do samej instytucji konkursu na dyrektora. Jak bywa z wieloma sprawami za rządów PiS, istniejące już wcześniej systemowe patologie nie doczekały się naprawy, a tylko się pogłębiły. Konkursy kiedyś czasami uważało się za ustawiane, dziś coraz częściej są unieważniane, by zrobić miejsce dla „swojego” nominata.

Druga sprawa to brak zaufania do rządzących Dolnym Śląskiem - od 2018 r. razem z PiS - Bezpartyjnych Samorządowców. Mają oni na swoim koncie największą dewastację w historii polskiego teatru ostatniego dwudziestolecia - zniszczenie Teatru Polskiego we Wrocławiu. Udało im się sprowadzić teatr, który niegdyś otwierał festiwal w Awinionie, który był punktem odniesienia dla całej polskiej sceny, do miejsca podrzędnego i zapuszczonego.

Wreszcie trzeci argument, poważny wręcz śmiertelnie - pandemia. - Nie zmienia się kapitana statku w trakcie sztormu - mówił niedawno dyrektor Głomb w Radiu TOK FM i trudno nie przyznać mu racji. To trudny czas dla instytucji kultury, w których trwa drugi już lockdown, i dla artystów, którzy żyją przede wszystkim z grania, a teraz nie grają. Rolą dyrektora jest dziś ustawienie działania teatru tak, by im pomóc. I zadbanie o to, by widzowie mieli do czego wrócić, gdy rząd poluzuje obostrzenia. Głomb z tych zadań dobrze się wywiązuje. Kapitan powinien zostać na mostku.

(Witold Mrozek, "Podczas sztormu nie zmienia się kapitana. Głomb musi zostać w Legnicy", https://wyborcza.pl, 20.01.2021)