Wpływologicznie do rzeczy podchodząc, zobaczy się, że w Zwierzogrodzie było podobnie bardzo: Każdy może być tym, kim chce. Więc króliczka Judy została gliną a leniwiec Flash drogowym piratem po godzinach. W "Golcu" autorstwa Katarzyny Dworak i Pawła Wolaka (PiK) to idzie tak: "Możesz być kim chcesz, kolego i nikomu nic do tego". Ale tytułowy bohater ani strażakiem, ani krawcem nie został, lecz żywym wyrazicielem tego, czego należało dowieść (quod erat demonstrandum) – bajkowym QEDem. Pisze Adam Kowalczyk.


Czy to z mrozu (w okolicy premiery miała nadejść bestia ze Wschodu), czy innej przyczyny – trochę mi umknęło, bo sygnał odrobinę pogubił się, chyba nie na tyle jednak, żeby nie dojrzeć i tworzyw, i konstrukcji, i mechanizmów uruchomionych w tym widowisku. Nie dajmy się zwieść ogłoszeniom o formie dramatyzowanego czytania. Bo trudno uznać, że to film, choć coraz więcej filmowej roboty w tych tak zwanych pandemicznych produkcjach THM (sklejka: nocleg/mrowisko na przykład, z prościutką pracą planów).

To jednak teatr. Trochę jak teatr telewizji, ale nie całkiem. I nie dlatego przecież, że w streamingu. Wszystko, czego trzeba – tu jest: i historia z napięciami, i charaktery, i kostiumy czyli charaktery (Małgorzata Bulanda), i tło-ekran po raz kolejny jako plastyczne tworzywo akcji (Aleksandra Listwan), i rekwizyty (gaśnica!), i muzyka, i aktorzy. Aktorzy. Aktorzy! I tekst, który trzyma całość. Co za tekst!

Wbrew jednak temu, co można wyczytać na e-teatr.pl nie wydaje się, że jest "lekki jak piórko na wietrze". Jak to zrozumieć, nie do końca wiem. Może (?) i mógłby za taki uchodzić, gdyby istniał jako słowo do czytania, nie zaś tekst, w którym pulsuje sprężyna napędzająca akcję i wprawiająca w ruch całą teatralną maszynerię. W dodatku ten tekst to niemal w całości dokładnie porymowane w ośmiozgłoskowcu dialogi w sześćdziesięciominutowym spektaklu! I jeszcze pełne dynamizujących przerzutni.

Akcja więc toczy się wartko. Na szczęście dla widza zmienny rytm scen grupowych i dialogów na dwa głosy ratuje go trochę i pozwala łapać oddech. Pisana również ośmiosylabowcem "Pchła Szachrajka" (Jan Brz.) biegnie także dość szparko, ale, głównie – jest narracją. "Golec" to genetyczny dramat, więc istnieje jako wielozadaniowy dialog. A gdy jeszcze, tak z pierwszej – zauważyć przytulonego tu, jakby mimochodem czy Boya, czy "Zemstę", to okaże się, że to językowa wyszukana zabawa dla dorosłych przede wszystkim.

Jeśli więc "premiera live dla dzieci i dorosłych w formie dramatyzowanego czytania", przytaczam z e-teatr.pl – to na raz, wspólnie: dzieci z dorosłymi. Wtedy propagowane w "Golcu" wartości: Wolność, Równość, Demokracja lub w wariancie: Wolność, Równość i Swoboda, prócz walorów ludycznych mogłyby tworzyć w "Golcu" warstwę (obywatelskiej, filozoficznej?) edukacji. Obszar poszerzania horyzontów.

Trochę nie do rymu – pojawia się tu wolna wola – jakby nie z tego świeckiego i obywatelskiego słownika, z którego zaczerpnięto powyższe pojęcia (stawiana w szeregu ze swobodą i wolnością – wolna wola traci zupełnie swoje pierwotne naddanie). Rewolucyjnie "Golec" w tej edukacyjnej warstwie konfrontuje sprzeczność (niejedyną zresztą) mrówczego determinizmu (Królowa – Gabriela Fabian) z jego przeciwieństwem – swobodą muchy Miszy (Paweł Palcat), z którą ten (?) usiłuje oswoić Golca. Jest więc tak jak w prawdziwie dobrej bajce: nie do końca wszystko jest tu urządzone wyłącznie ku zabawie. Z bajkami – od "Kruka i lisa", a więc od zarania – nie ma żartów.

Jest też "Golec" rewolucyjnym pochodem transgresji. Misza (Mucha) więc ożenił się z Pchłą (Katarzyna Dworak), a mama Golca – szczyty społecznej struktury Heterocephalus glaber – Królowa w hierarchii stada (Joanna Gonschorek) godzi się na emancipatio syna i jego liberalistyczne poglądy. Główny bohater to On, karty jednak rozdają tu Królowe. Poza tym: to ten Misza czy ta Mucha? (spekulowanie, czy to echa genderowych i feministycznych zagadnień, mogłoby rozśmieszyć bardziej niż samo przedstawienie, więc poniecham).

Ideowo "Golec" wydaje się zatem na wskroś postępowy, współczesny i nowoczesny, jeśli jego świat (z pieczątką: "Ad usum Delphini") tworzą dyskretnie figury i pojęcia bieżących dążeń i przemian społecznych i kulturowych. Niewzruszone naturalne podziały usiłował, bez sukcesu, odmienić swego czasu pewien Żuk, gdy przyszedł z propozycją do Biedronki. Niestety, Jan Brz. skończył wierszyk (też ośmiozgłoskowiec) morałem, powiedzieć by można – nie tak, jak w "Golcu" postępowym: "Stąd nauka jest dla Żuka, Żuk na żonę Żuka szuka".

Chociaż, z drugiej strony, Biedronka wyszła przecież za Muchomora. Trzeba walczyć o swoje.

(Adam Kowalczyk, "Legnicki Teatr: Golec trans", http://www.gazetapiastowska.pl, 18.01.2021)