"5.0" w pierwszej odsłonie przypomina tak zwany "Pomnik wdzięczności" z naszego Placu Słowiańskiego. Obiekt o niczym – wystawiony pojęciu. Nie człowiekowi, nie bohaterowi, nie ku upamiętnieniu wydarzenia, ale propagującemu postawę. Pojęciu na dodatek bez desygnatu. O legnickim serialu teatralnym pisze Adam Kowalczyk.


"Lubię fantasy i science fiction. Kiedyś przyszłość wydawała się oczywista. Dziś już tak nie jest, bo stała się wielką niewiadomą. O czym można marzyć, jakie można mieć plany, kiedy świat zmienia się w tak szalonym tempie i nic już nie jest pewne? Nawet jeśli nie będzie to pocieszająca perspektywa, to warto się nad nią zastanowić" – mówiła Magda Drab podczas konferencji poprzedzającej premierę pierwszego odcinka jej serialu teatralnego "5.0" realizowanego na scenie legnickiego THM (Teatru im. Heleny Modrzejewskiej - @KT) przez Piotra Ratajczaka.

Stanisław Lem przywołany podczas tej konferencji, kreślił jednak przyszłościowe wizje nie takie znów oczywiste, wbrew stwierdzeniu autorki. Butny człowiek eksportował w nieznane wszystkie swoje rozterki, wady, wątpliwości i słabości. A nawet, gdy bohater był zaledwie elektrycerzem, obarczały go rozmaite ludzkie ułomności. Jedyna więc oczywistość, jaką można było wyczytać in future to brak oczywistości. Perspektywa nigdy pocieszająca nie była, nawet w najtańszych produkcjach SF. Ani nowiutkie "Midnight sky" (2020), ani starodawny, ale nie starzejący się "Niezwyciężony" (1964) – nie pozostawiają złudzeń. Same niewiadome.

Czytam więc sobie zajawki anonsujące "5.0" i myślę, co u licha z tą pewnością przyszłości? To kiedy niby ta przyszłość przestała być pewna – czy kiedyś w ogóle była? Lęk o przyszłość, lęk przed przyszłością – to objawienie jakiejś najnowszej nerwicy współczesnego człowieka. Projektowanie przyszłego zwykle jakoś związane jest z teraźniejszym. Każdy czas ma własne lęki. Ostatnie wiążą się ze zmianami klimatycznymi, wcześniejsze z przejęciem kontroli nad światem przez maszyny, poprzednie z nuklearną zagładą. I każde kreują twarz aktualnego stracha: Terminator, Agent Smith, Joker, albo Maryla Streep w "Giver".

Po jedynce z "5.0" trudno uwierzyć w nadrzędność Pani Prezydent delegowanej przez jakiś wszechwładny Algorytm do eksterminacji ludzkości. Coś to przekombinowane i nawet jeśli oparte na podejrzeniach futurologów, to pokazani astronauci okazują się zaledwie niezrównoważonymi amatorami niezdolnymi do realizowania terraformowania kosmosu (Algorytm zawiódł?). Ta szumnie i terracentrycznie nazwana uzurpacja ma się okazać propagandowym parawanem ogólnoludzkiej zagłady? Robionej ludzkimi rękami z woli Algorytmu?

Załoga skazana przez korporację i poddana kontroli pokładowego komputera i androida była u R. Scotta, ale "Obcy – pasażer Nostromo" miał człowieczeństwo mocne i skompletowane – zdolne pod impulsem instynktu samozachowawczego do walki o ocalenie. Tu – ten słaby szantaż Prezydentowej, który tak łatwo obejść i jej wygrana bez żadnych przewag? Pani Magdo, nie wierzę, że Pani w to wierzy! To znaczy – w solidność takiej fabularnej koncepcji.

Kiedy w Studio 2 oglądaliśmy serial "Cosmos 1999" wyprzedzający nasze czasy nominalnie także o dwadzieścia lat – to też trudno było uwierzyć w te bajania.mRozumiem, że proponuje się w jedynce "5.0" wizję bezdusznego (Algorytm) traktowania przyszłej ludzkości według wzoru, jakiego dostarczyli niemieccy naziści (kacety), komuniści (Gułag), Mao (reedukacja), Pol Pot, Milošević. Tylko po co lot na Marsa, żeby snuć takie zastanawiania?

Tu i teraz przecież antyszczepionkowcy, antycovidowcy i antysystemowcy tworzą dużo prostszą wizję przerzedzenia ludzkości. Aż dziw, że nie powiedziano tego jeszcze na głos. Xi Jinping do spółki z Billem Gatesem postanowili wziąć los planety i cywilizacji w swoje ręce: jeden wywoła zarazę, drugi poda światu szczepionkę, która połowę z nas pośle do piachu, a drugą podda kontroli po przekonstruowaniu DNA za pomocą nanoczipów. I jeszcze przy tym nieźle zarobią. Dialog Xi z Billem, pierwotne tworzywo teatru, kazałby ludziom przed ekranem (!) obgryzać paznokcie do krwi. I te rakiety i inne gadżety mogłyby się okazać zupełnie niepotrzebne. Niedobre? Pewnie, że nie.

"5.0" w pierwszej odsłonie przypomina tak zwany "Pomnik wdzięczności" z naszego Placu Słowiańskiego. Obiekt o niczym – wystawiony pojęciu. Nie człowiekowi, nie bohaterowi, nie ku upamiętnieniu wydarzenia, ale propagującemu postawę. Pojęciu na dodatek bez desygnatu.

Mamy więc w toku "Pięć" – widowisko/film o zagadnieniach, na temat. Bohater, który miałby rozstrzygnąć jakiś konflikt i koszty, które musiałby ponieść – także nie istnieje. "Pięć" to również zagadka formalna, gdy mówi się o odcinkach teatralnego serialu, który wygląda na próbę udramatyzowania rozważań. Sceniczny esej, analiza możliwości, zapis stanu lękowego – do czego to podobne? Rozmowa z Magdą Drab publikowana w @kcie wcale nie ułatwia znalezienia odpowiedzi. Czekajmy końca.

(Adam Kowalczyk, "5.0 THM", http://www.gazetapiastowska.pl, 10.01.2021)