Nawiązanie do katastrofy smoleńskiej, kpiny z propagandy TVP, protest przeciwko antysemityzmowi, głośne "wypier****ć" zamykające jeden ze spektakli - nowe polskie przedstawienia szekspirowskie wyraźnie odnoszą się do rodzimej współczesności. XIV Festiwal Szekspirowski w Gdańsku podsumowuje w Gazecie Wyborczej Trójmiasto Przemysław Gulda.


W niedzielę wieczorem zakończyła się tegoroczna edycja Festiwalu Szekspirowskiego. W związku z sytuacją pandemiczną była oczywiście zupełnie inna niż wszystkie poprzednie i bardzo różniła się od początkowych planów organizatorek i organizatorów.

W całości odbywała się w formule online – część spektakli była grana na żywo na scenie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego albo na macierzystych scenach teatrów zaproszonych na festiwal, część można było oglądać w formie wcześniej przygotowanej rejestracji.

Festiwal Szekspirowski. Koniec świata PiS

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wiodącym motywem tegorocznej edycji była „Burza”, jeden z najważniejszych dramatów Szekspira. Na dodatek to tekst, który poddaje się najróżniejszym interpretacjom i adaptacjom, co festiwal pokazał bardzo dobrze. Każda z tegorocznych „Burz” również była zupełnie inna.

Największym wydarzeniem była „2020: Burza” – premiera najnowszego dzieła Grzegorza Jarzyny i zespołu TR Warszawa. Nowoczesny, wykorzystujący najnowsze technologie spektakl był oparty na nieoczywistym pomyśle: pierwszy akt to właściwa adaptacja dramatu Szekspira, drugi – napisany przez Weronikę Murek – to próba dopisania szekspirowskim bohaterom dalszych losów.

W początkowej części tego wielopoziomowego spektaklu na plan pierwszy wysuwa się temat władzy i kontroli – Prospero w wykonaniu Agnieszki Podsiadlik jest prawdziwym demiurgiem, który ze swego skomputeryzowanego centrum dowodzenia steruje całą wyspą i tym, co się na niej dzieje. W drugiej części głównym wątkiem staje się motyw nieuchronnego końca: kultury, religii, antropocenu, Europy i całego świata.

Ale nie sposób nie czytać też tego spektaklu znacznie łatwiejszym tropem: bo to także zaskakująco radykalna wypowiedź na temat obecnej sytuacji w Polsce. Zaczyna się od porażającej teatralnej wizji ostatnich sekund w kokpicie smoleńskiego tupolewa. Pojawia się oczywiście wątek dwóch braci, szekspirowski, ale zarazem przecież arcypolski. Potem rusza lawina wyraźnych sygnałów: czerwona błyskawica na twarzy Natalii Kality grającej Ferdynanda czy kończące spektakl głośne „wypierdalać” Kalibana (Tomasz Tyndyk).

Burza w getcie, burza w polskim piekle

„Der Szturem. Cwiszyn / Burza. Pomiędzy” z Teatru Żydowskiego w Warszawie w reżyserii Damiana Josefa Necia to spektakl prawie w całości zagrany w języku jidysz, co już samo w sobie nadaje mu specyficzny klimat. Szekspirowski motyw wygnania i utraty dawnego świata staje się tu metaforą żydowskiego doświadczenia z czasów II wojny światowej.

W tekst spektaklu wplecione są żałobne hymny, fragmenty zapisów z archiwum Ringelbluma czy wizualizacje z widokami zniszczonego warszawskiego getta. Mocno brzmią sceny pokazujące, jak szczeniacki antysemityzm łatwo przeradza się w zbrodniczy system.

„Wyspa” z wrocławskiego Teatru Pantomimy z oryginalnego dramatu Szekspira wzięła w zasadzie tylko samą tytułową wyspę, na której dzieje się akcja. Piotr Cieplak, reżyser spektaklu, umieszcza na niej Polskę w pigułce. Są tu dresiarze, są uchodźcy, a w tle w pewnym momencie brzmi nawet słynna kościelna pieśń „Barka”, prawdziwy nieformalny hymn polskiego katolicyzmu. Choć w spektaklu pada niewiele słów, krytyka polskich wad brzmi w nim głośno i wymownie.

Nie tylko burze

Festiwal miał jednak znacznie bogatszy program. Można było w jego ramach zobaczyć kilka starszych spektakli. Wyróżniały się realizacje „Hamleta” w reżyserii Bartosza Szydłowskiego z krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego i „Króla Leara” przygotowana wspólnie przez teatry z Legnicy i Opola.

W pierwszym z tych spektakli uwagę zwracały ciekawe rozwiązania inscenizacyjne i scenograficzne, takie jak choćby obsadzenie dziecka w roli ducha ojca. Mocne były także aluzje polityczne: po przedstawieniu pokazującym władzę w złym świetle król realizuje własną audycję wzorowaną jako żywo na propagandzie TVP, a gorzkim finałem spektaklu są pamiętne słowa o LGBT: „to nie ludzie, to ideologia”.

Spektakl legnicko-opolski w reżyserii Anny Augustynowicz był kolejnym dziełem, w którym ta reżyserka rozwija swój charakterystyczny styl. To przedstawienie mocno skupione na tekście, raczej minimalistyczne pod względem inscenizacyjnym, odważnie operujące kolorem: prawie w całości czarno-białe z wyróżniającym się karmazynowym strojem króla. Przyciągało także uwagę znakomitą rolą Mirosława Zbrojewicza.

(Przemysław Gulda, "Wirtualny Festiwal Szekspirowski zajął się realnymi problemami współczesnej Polski", https://trojmiasto.wyborcza.pl, 30.11.2020)