Musimy wszyscy posypać głowę popiołem, bo okazało się, że błąd był w pomyśle na algorytm Funduszu Wsparcia Kultury. Bardzo mnie zdumiewa, że te pieniądze nie trafią do potrzebujących tylko do osób na jakieś przyszłe projekty, na przykład na drogie koncerty - mówił gość audycji Marty Perchuć-Burzyńskiej "Kultura Osobista" Jacek Głomb, dyrektor Teatru im.Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Poniżej fragmenty.

Jacek Głomb: Cieszy mnie kwota pomocy z Funduszu Wsparcia Kultury, bo o taką się staraliśmy. Dla teatru w Legnicy te 228 981 zł to optymalna suma, o którą mogliśmy wystąpić. Teatr przez zamknięcie ma o 700 tysięcy mniejsze przychody. Legniccy aktorzy etatowi nie tracą, obchodzą pandemię suchą nogą, ale też nie zarabiają na granych przedstawieniach, co normalnie poprawia znacznie ich niskie pensje. Te wszystkie projekty dodatkowe, obecnie organizowane, powodują, że mam dla nich pieniądze. Bardzo oszczędnie korzystam z aktorów gościnnych. Wsparłem jednak freelancerów. Starałem się im pomóc. Temu służyła Czytelnia Modrzejewskiej z nagrodami dla młodych reżyserów.

Musimy wszyscy posypać głowę popiołem, bo okazało się, że błąd był w pomyśle na algorytm Funduszu Wsparcia Kultury, a nawet w samej nazwie funduszu. Najpierw miała to być tarcza dla teatrów. Potem doszło do rozszerzenia formuły projektu, a na koniec pojawiły się w nim elementy, których się nie spodziewaliśmy. Tymczasem koszty teatru publicznego są niewspółmierne do kosztów firm prywatnych. Nie mówiąc nawet o firmach jednoosobowych, które są tylko pośrednikami, bo nie wytwarzają dóbr kultury. Jestem dyrektorem, który zatrudnia 80 osób, którym muszę zapewnić nawet te niewygórowane pensje. Myśmy się tego spodziewali, że te kryteria otworzą puszkę Pandory. Bardzo mnie zdumiewa, że te pieniądze nie trafią do tych, co stracili, do potrzebujących, tylko do osób na jakieś przyszłe ich projekty, na przykład na bardzo drogie koncerty, które - nawet nie wiem kiedy - miałyby się dopiero odbyć.

Dobra w zamiarach sprawa zakończyła się gigantyczną awanturą, która ukazała podziały w naszym środowisku. To smutna konstatacja, że jesteśmy tak podzieleni, ale tak chyba będzie do końca świata. To chyba nie jest do zmiany. Nie wiem jakie jest wyjście z tej trudnej sytuacji. Wiem, że jakieś losowe kontrole nie wystarczą.

Co mam robić w grudniu, jak mam zamknięty teatr? Jak promować przedstawienia, nie wiedząc, czy będę mógł je zagrać? Zrobiłem nawet projekt repertuaru na grudzień, ale go nie ogłaszam. Bo po co. Po raz kolejny mam odwoływać przedstawienia? Jak odbudować w takiej sytuacji zaufanie do teatru? Na szczęście mam w Legnicy bardzo wierną publiczność, która świetnie zareagowała w krótkim momencie otwarcia teatru.

Działamy aktywnie w sieci. Można powiedzieć, że przewidzieliśmy i przygotowaliśmy się na drugą falę pandemii i związany z tym lockdown w kulturze. W minioną niedzielę pokazaliśmy w sieci "E-migranta" Martyny Majewskiej. Spektakl nie tylko o buncie przeciw uzależnieniu od internetu, co samo w sobie jest paradoksem, bo mogliśmy pokazać go tylko w ten sposób. To jednak także opowieść o kryzysie rodziny, szkoły i Kościoła. Na niedzielę 22 listopada zapraszamy na premierę "Chlebem i solą" o relacjach polsko-ukraińskich, ale nie tych historycznych, ale współczesnych i związanych z wielką liczbą Ukraińców, którzy przebywają dziś w Polsce. W listopadzie pokażemy też dwa sieciowe spektakle w ramach Sceny dla Tańca. Zrealizujemy także transmisję na żywo z naszej sceny, rzecz jasna bez udziału publiczności, dla Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku. Będzie to nasz legnicko-opolski "Król Lear" w reżyserii Anny Augustynowicz.

Rozmowę nagrano w środę 18 listopada. Całość audycji i pełną treść rozmowy znajdziesz w podcastach Kultury Osobistej Radia TOK FM: https://audycje.tokfm.pl/podcast/98305,Jacek-Glomb-Fundusz-Wsparcia-Kultury-pokazal-nasze-podzialy-kontrole-nie-wystarcza

Grzegorz Żurawiński