Spektaklami 5 i 6 września żegnamy się z Portretem Polaka po szkodzie – ostatnią jak dotąd odsłoną Kabaretu Aktorów Teatru Modrzejewskiej „Piękna Helena”. Kabaret ma na koncie niezbyt wiele, bo tylko cztery programy, ale wszystkie cieszyły się wielkim powodzeniem. Zaczęło się od wieczoru z twórczością Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (Skumbrie w tomacie 2006), później były piosenki Jonasza Kofty (Śpiewać każdy może 2010), a w 2014 skecze, wiersze i piosenki Juliana Tuwima (Wesołe miasteczko). „Wpadające w ucho, niebanalne, pomysłowo zaaranżowane i brawurowo wykonane piosenki” – tym zdaniem z recenzji Piotra Kanikowskiego można by podsumować praktycznie każdy tytuł zrealizowany pod szyldem „Pięknej Heleny”.

Portret Polaka po szkodzie powstał w 2019 roku pod opieką reżyserską Marcina Kęszyckiego, aktora legendarnego Teatru Ósmego Dnia. Program był grany w teatralnej kawiarni Art Cafe Modjeska (dziś Klubokawiarnia Modjeska). W 2025 roku – z uwagi m.in. na duże zmiany w zespole aktorskim – Łukasz Czuj przeniósł program na Dużą Scenę im. L. Gadzickiego, nadając całości nieco inną formułę i dodając nowe piosenki. Niezmienne jednak pozostawało jedno: pomysł, aby o polskiej teraźniejszości opowiedzieć mniej znanymi piosenkami Jacka Kaczmarskiego. Wyszliśmy z założenia, że Kaczmarski jest twórcą wybitnym i powszechnie znanym, a jednocześnie postrzeganym jednowymiarowo jako „bard Solidarności”. Chcieliśmy temu stereotypowi przeciwstawić innego Kaczmarskiego: poetę błyskotliwej puenty, twórcę o teatralnym zmyśle konstruowania zaskakujących historii, wytrawnego obserwatora i łowcę absurdów, a przede wszystkim twórcę o ogromnym poczuciu humoru. Powstała poetycka wędrówka przez współczesną Polskę. Raz po raz odbija się jej czkawką historia, ale przede wszystkim mnóstwo w tym programie radości i komizmu. Biorą się one i z samych wersów poety, i z pełnego fantazji sposobu, w jaki są podawane. Mamy tu cały festiwal muzyczno-aktorskich niespodzianek: alkoholowy pojedynek dwóch marynarzy – Rosjanina i Amerykanina, samokrytyczną historię pijaczka, który został bohaterem mimo woli, zestaw tradycyjnych zasad, które ojciec-Polak wkłada do głowy synowi, a w końcu szyderczą pochwałę uległości i konformizmu, którą zamyka zaskakująca puenta. I wiele innych zaskoczeń…

 „Myślałem zawsze, że to twórczość w sam raz na podniosłe szkolne akademie z okazji rocznic narodowych klęsk, ale nie na rozrywkowy wieczór w kawiarni. Myliłem się – pisał Piotr Kanikowski po premierze. - »Piękna Helena« mogła zrobić Kaczmarskiego »po bożemu«. Wolała go jednak ściągnąć z piedestału, odbrązowić, zaryzykować nawet profanację po to, by ludzie znów zaczęli uważnie słuchać, co martwy bard ma im do przekazania”.

 Jak się okazuje, Kaczmarski ciągle ma do przekazania bardzo wiele. Kto chce się o tym przekonać po raz ostatni, niech nie przegapi spektakli 5 i 6 września. Zapraszamy!