Nie możemy uwierzyć, że to prawda. Mariola Hotiuk odeszła na zawsze. Piękna i zawsze uśmiechnięta, była dobrą twarzą legnickiego teatru. Znało ją całe miasto, a wręcz cała Polska – i we wszystkich budziła sympatię.

Zaczynała tu ponad trzy dekady temu za dyrekcji Łukasza Pijewskiego, przechodząc z działu instrukcyjno-metodycznego Wojewódzkiego Domu Kultury do teatralnej administracji. Tu zajmowała się kserowaniem i wypisywaniem faktur, dopóki nowy dyrektor Jacek Głomb nie dostrzegł w niej większego potencjału i nie zachęcił, by w 1996 roku objęła funkcję szefowej nowo utworzonego Działu Promocji i Reklamy. Zachęcił – albo wręcz zmusił. „Zapierałam się, mówiłam, że nie chcę być kierownikiem – wspominała – ponieważ nie jestem osobą, która będzie z ludzi coś wyciskać albo na nich krzyczeć”. Ostatecznie jednak dała się namówić i z krótką przerwą przepracowała na tym stanowisku trzy dekady, podczas których legnicki Teatr przeszedł metamorfozę od postrachu branży do jednej z najważniejszych polskich scen.

Pod kierownictwem Marioli Dział Promocji i Reklamy został zbudowany od podstaw i stał się podporą Teatru, tak jak sama Mariola. Była wszędzie tam, gdzie powinna, a na dodatek jeszcze w tysiącu innych miejsc. Obwieszczała światu kolejne posunięcia Modrzejewskiej na konferencjach prasowych. Wymyślała i realizowała akcje promocyjne, koordynowała nasze gościnne występy w różnych zakątkach kraju, oprowadzała po teatrze. Rzeczywiście – nie wyciskała i nie krzyczała. Znakiem jej obecności był niezapomniany uśmiech, a cechami najbardziej charakterystycznymi spokój i poczucie humoru, a także niewyczerpane pokłady cierpliwości. Praca z Mariolą była niczym pobyt w sanatorium odstresowującym. Wszyscy, którzy posmakowali teatralnej codzienności, doskonale wiedzą, o czym mowa. Załatwiała sprawy niezałatwialne, ratowała teatr z wielu opresji, tysiące razy lała oliwę na wzburzone fale.

Nie tylko kochała sztukę teatru jako widz – niektóre przedstawienia oglądała po kilkanaście razy i nie było w tym nic z obowiązku. Jest także na liście autorów, których twórczość przeniesiono na legnicką scenę – jej tekst pojawił się w spektaklu Między Wenus a Ziemią, zrealizowanym w 2005 roku na Scenie na Piekarach. Niewiele osób wie, że w młodości była laureatką I nagrody w wojewódzkim konkursie poetyckim, brała też udział w konkursach poezji śpiewanej. Talent wokalny szlifowała w chórze Gospel Dream, interesowała się żywo historią sztuki, uczęszczała na zajęcia ceramiki, była miłośniczką dobrej książki i spacerów na łonie przyrody.

Oddała Teatrowi Modrzejewskiej swoją energię, zaangażowanie i czas. Była bezgranicznie lojalna wobec swojego miejsca pracy, co dziś jest cechą zanikającą. Do ostatnich dni interesowała się wszystkim, co działo się w Teatrze.

Tak strasznie smutno, że musieliśmy się rozstać przedwcześnie.

Robert URBAŃSKI.

Od samego rana, gdy tylko pojawiła się smutna wiadomość o odejściu Marioli Hotiuk, w internecie pojawia się mnóstwo ciepłych słów i wspomnień z nią związanych...

Maciej Kupaj, Prezydent Miasta Legnicy:
Jeszcze nie tak dawno widywaliśmy się w teatrze, czasem w biegu gdzieś na rynku lub przy innych okazjach. Zawsze zamieniliśmy słowo.
Trudno w to uwierzyć, że z Mariolą Hotiuk już się nie spotkamy. Niezwykle oddana swojej pracy szefowej działu promocji Teatru Modrzejewskiej w Legnicy,  zaangażowana w sprawy teatru, znakomita promotorka legnickiej sceny, serdeczna dla współpracowników, kolegów, publiczności. Jej odejście to wielka strata dla legnickiej kultury. Cześć jej pamięci!
Łukasz Czuj, Dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy:
Mariola: ciepła, uśmiechnięta i fachowa twarz Teatru Modrzejewskiej. Mariolę poznałem w 2012 roku, kiedy przyjechałem do Legnicy reżyserować Komedię Obozową. Była dla twórców wsparciem, dobrym duchem, zawsze uśmiechnięta, z wyczuciem wprowadzająca widzów w sekrety nowych spektakli, współtworzyła legnicką opowieść o teatrze. Miałem poczucie, że Mariola jest „człowiekiem od wszystkiego”. Teatr był jej życiem i pasją. Gdy w zeszłym roku zostałem dyrektorem, już nie spotkaliśmy się w pracy. Długie zwolnienie lekarskie, koniec pracy etatowej. Ale była obecna. Przychodziła na spotkania, spektakle. Aktywnie śledziła media społecznościowe. Aż do dziś. To dla naszego Teatru bardzo smutny dzień. Odeszła osoba, która współtworzyła legendę Teatru im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Mariola i jej uśmiech, pozostaną na zawsze w naszej pamięci. Rodzinie i bliskim składam wyrazy współczucia.
Robert Gulaczyk:
Jeżeli istnieje jakiś raj, to Mariola będzie w nim na pewno. Jeżeli w tym raju jest Teatr - a być musi, bo co to za raj bez Teatru - to Mariola będzie nas po nim oprowadzać.
Dziękuję, że byłaś. Dziękuję, że mogłem Cię poznać. Dziękuję za Twoją empatię, uważność, za umiejętność słuchania, za szczerość, za patrzenie w oczy. I za ten legendarny uśmiech, którym zarażałaś wszystkich. Za pasję, za oddanie, za obowiązkowość, za niewymuszoną przyzwoitość i sympatię - tego wszystkiego mogliśmy się od Ciebie uczyć garściami. Bo nawet z gigantyczną migreną potrafiłaś mieć więcej Miłości do drugiego człowieka niż niejeden z nas. Dlatego z takim entuzjazmem zachodziliśmy wszyscy "do Mariolki". Pozostaje wierzyć, że nauczyliśmy się od Ciebie wystarczająco dużo. Choć tego nie akceptuję, nie dopuszczam, nie zgadzam się. Dziękuję za to czerwcowe spotkanie pod blokiem, które skończyło się - a jakże - rozmową o Teatrze.Z pójściem na ten urlop też zaczekałaś na koniec sezonu...
Piotr Kanikowski:
Wszyscy wiedzieliśmy, że od dawna zmaga się z ciężką chorobą i wszyscy trochę nie dowierzaliśmy, bo zawsze miała w sobie tyle światła, piękna, wdzięku, radości i spokoju. Nie dało się jej nie kochać. Niezwykła postać, choć zawsze schowana w cieniu. Dlatego gorączkowo przeszukując archiwum nie znajduję żadnych jej zdjęć, a przecież kiedy była szefową działu promocji i rzeczniczką prasową Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, nie było miesiąca byśmy się przy jakiejś okazji nie widzieli. Pamiętam, że raz tylko zgodziła się usiąść w kręgu świata i pozwolić pół żartem pół serio pocelebrować swą obecność. Był rok 2020. Obchodziła 30-lecie pracy w teatrze i przyjaciele urządzili jej w Art Cafe Modjeska nieformalny benefis. 
Mariola Hotiuk zostanie zapamiętana jako jedna z tych osób, które przez lata współtworzyły atmosferę Modrzejewskiej. Nie tylko poprzez obowiązki zawodowe, ale przez sposób bycia. Przez ciepło, uważność, lojalność wobec miejsca i ludzi, z którymi pracowała. W historii teatru zostają nazwiska aktorów, reżyserów i dyrektorów. Ale zostają też osoby, które codzienną pracą sprawiają, że instytucja ma głos, twarz i pamięć. Mariola Hotiuk była właśnie taką postacią. Blisko sceny, blisko ludzi, blisko Legnicy. Zostają po niej wspomnienia rozmów, premier, telefonów, zaproszeń, zdjęć i spotkań. Zostaje wdzięczność tych, którzy przez lata spotykali ją w teatrze i wokół teatru. Zostaje też pustka w miejscu, które przez znaczną część życia współtworzyła. Legnicka Modrzejewska straciła osobę, która nie potrzebowała sceny, żeby być jedną z najważniejszych postaci jej codzienności. Będzie nam Ciebie bardzo brakować Mariola. 
Andrzej Andrzejewski:
Dokładnie pamiętam moją pierwszą rozmowę z Mariolą. To było na otwarciu sali im. Yves Montanda w hotelu Cuprum. Tłumaczyłem Jej, że nie będę opisywał tego, co dzieje się w legnickim teatrze, bo... nie lubię tego miejsca. Postawiła sobie za punkt honoru, że nauczy mnie miłości do legnickiej sceny, aktorów i tej całej magicznej atmosfery. I nauczyła. Bardzo za to dziękuję.
Magdalena Lipińska:
Mariola Hotiuk - za wcześnie, za krótko, za mało nam Ciebie. A dzięki Tobie tyle pięknych wspomnień, prześpiewanych razem utworów… Dziś dużo moich myśli jest przy Tobie… Zawsze podziwiałam Twoje piękne kreacje, niepowtarzalny styl, odwagę, naszyjnik z kredek, kulturę, miłość do teatru, cudowny uśmiech i energię… Dama. Ikona. Osobowość…
Której będzie bardzo brakować w teatrze i w naszym mieście, ale zawsze, zawsze pozostaniesz w pamięci. Dziękuję za to, że mogłam Cię poznać, spędzać z Tobą wiele gospelowych czwartków, w głowie słyszę dziś Twój głos… śmiech, żarty…zebrałam niektóre wspólne chwile, żeby przypominać je sobie już zawsze. Nie chciałam, by były czarno-białe… niech pozostaną barwne jak Ty… Na zawsze…
Paweł Palcat:
Płaczemy…
Mariola- życzliwa, uśmiechnięta, wspierająca, otwarta, przyjazna, ciepła, posiadająca najjaśniejszą energię. Dobra.
Byłaś dla mnie jedną z najważniejszych osób Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy. Byłaś tym teatrem. Dziękuję.
Rodzinie i Bliskim składam kondolencje…
Katarzyna Jankowska:
Dziś wypisał mi się długopis. To nie był zwykły długopis, był różowy, zakończony serduszkiem, trochę śmieszny. Ale dostałam go od Marioli Hotiuk kiedy odchodziła z Teatru, więc z sentymentem używałam go i podawałam różnym ważnym ludziom do podpisywania różnych ważnych umów, robiłam nim notatki których potem nie potrafiłam odczytać i bazgroliłam na marginesach... Dziś rano dowiedzieliśmy się że Mariola odeszła... Musimy mierzyć się że świadomością że od dziś jest dla nas pięknym wspomnieniem. Wspomnieniem pięknego i dobrego człowieka. Nie była pomnikiem z brązu, jak każdy z nas miała wady i słabostki. Ale miała też w sobie więcej współczucia, uwagi na drugiego człowieka, po prostu dobra, niż nie jeden z nas. Miała w sobie więcej wyrozumiałości i dobrego słowa, serca. Może wydam się teraz śmieszna lub patetyczna, trudno. Ale chciałabym poprosić nas wszystkich żebyśmy starali się być dla siebie nawzajem tacy, jaką była dla nas Mariola. Postarajmy się dla niej. Dla siebie.
Grzegorz Żurawiński:
WIELKI SMUTEK. Dziś rano telefon dzwonił co chwilę: Mariola nie żyje! Od kilkunastu dni wiedziałem już, że najbardziej podstępna z chorób, z którą walczyła od wielu miesięcy i wydawało się, że wygrała (widziałem ją przecież radosną jak zwykle na czerwcowym Satyrykonie) niespodziewanie powróciła z całą bezwzględnością i ogromną siłą. Legnicka kultura, świat mediów i nieprzebrane grono przyjaciół i znajomych ledwie 62.letniej Marioli Hotiuk poniosły wielką stratę. Profesjonalną i emocjonalną. Dla legnickich dziennikarzy przez ponad 30 lat Mariola była niezastąpioną rzeczniczką i uśmiechniętą twarzą legnickiego teatru. Była ulubienicą fotoreporterów. Na jednej z archiwalnych fotek nie tylko ja dostrzegłem w niej podobieństwo do amerykańskiej gwiazdy filmu Nicole Kidman. Na kultową Larę Croft podczas sesji zdjęciowej Karola Budrewicza wystylizowała się sama. Znaliśmy się z Mariolą kopę lat. Poznałem ją w końcówce lat 80. ubiegłego wieku na początkach jej zawodowej drogi i pracy w Wojewódzkim Domu Kultury. Zanim przeszedłem na emeryturę przez 16 lat pracowaliśmy razem w teatrze. Jej życzliwość, przyjaźń i kumpelskie wsparcie w odkrywaniu teatralnych kulis i sekretów Modrzejewskiej były nieocenione. Jest mi bardzo smutno. Wiem, że bardzo wielu podziela mój żal i uczucie ogromnej straty.
Katarzyna Gudzyk:
Bardzo smutne wieści. Żegnaj, Mar.  Ufam, że jeszcze kiedyś, gdzieś... Szerokiej drogi ku gwiazdom. Moja przygoda z Teatrem Modrzejewskiej zaczęła się jeszcze w liceum, ale to dzikęki Marioli połknęlam teatralnego bakcyla. Na studiach (tak, tak, w prehistorii studiowałam politologię) trafiłam na praktykę do teatralnej promocji. Był to czas, kiedy Teatr Modrzejewskiej dużo grał w przestrzeniach miasta, czas festiwali i nagród. Mariola, jako szefowa teatralnej promocji, była świetna. Zawsze kompetentna, zawsze życzliwa i gotowa dzielić się swoją ogromną wiedzą o teatrze. I nie przesadzę, jeśli powiem, że to dzięki tej znajomości i inspiracji przez wiele kolejnych lat pisałam o teatrze dla lokalnych mediów. Żegnaj, Mar.
Olgierd Ciesielski:
Z głębokim smutkiem i poruszeniem przyjąłem wiadomość o śmierci Marioli.Mieliśmy zaszczyt dzielić wspólne chwile w czasach mojej pracy w Teatrze w Legnicy – zapamiętam Ją jako osobę absolutnie wyjątkową, przepełnioną dobrem, niespożytą energią, radością i autentycznym pozytywem, którym potrafiła zarazić każdego wokół siebie. Była jedną z najważniejszych, najjaśniejszych postaci legnickiego życia kulturalnego, a Jej odejście pozostawia ogromną pustkę w sercach wszystkich, którzy mieli szczęście spotkać Ją na swojej drodze.