Kolorowe reklamy i media społecznościowe przekonują nas, że szczęście można kupić. Wystarczy odpowiednia ilość pieniędzy i możemy żyć jak w katalogu. Wierzymy w ten obraz i za nim podążamy...
„Dziewczyny z Abu-Dhabi” w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy to historia pięciu Polek, które kuszone wizją luksusu, trafiają pod opiekę tajemniczej Szeherezady. Piękna kobieta staje się ich przewodniczką po świecie egzotycznych przyjemności. Bogaty i barwny arabski świat skrywa jednak coś zupełnie innego.
Abu-Dhabi to metafora współczesnego świata - miejsca, które istnieje bardziej w wyobraźni niż w rzeczywistości. Nie jest prawdziwym miastem. To iluzja, która obiecuje szybkie pieniądze i spełnienie pragnień. Jednak każda z tych obietnic ma swoją cenę. Im bardziej bohaterki próbują sięgnąć po wymarzone szczęście, tym bardziej oddalają się od siebie i prawdziwego życia. Za błyszczącą fasadą kryją się rozczarowanie i pustka mimo tysięcy dolarów w kieszeni. Raj jest pułapką, a marzenie - złudzeniem.
Każda z pięciu aktorek, które kreuje główne bohaterki, ma inny temperament i energię. Mimo, że to kobiety-stereotypy, to aktorkom udaje się nadać swoim postaciom dużo autentyczności. Maja (Anna Sienicka) jest pewna tego, że się uda, bo ma wsparcie narzeczonego, Mirka (Aleksandra Listwan) jest zawodową seksworkerką, która się nie ceregieli, Janka (Magda Skiba) próbuje pisać doktorat, Jola (Gabriela Fabian) nosi krzyżyk katolicki jako gadżet a Angela (Magda Biegańska) rozmawia przed snem ze swoim synem przez telefon. Aktorki są zabawne i wzruszające w swojej prostej interpretacji świata i przed to bardzo wiarygodne jako kobiety z swoimi historiami i słabościami.
Ewa Galusińska jako Szeherezada to pewna siebie kobieta sukcesu, która brzydkie rzeczy potrafi nazwać pięknymi wyrazami (“po co ta polska obora?”). Ale w końcówce jej kreacja nieoczekiwanie nabiera innego znaczenia - pięknie napisany i znakomicie zagrany metaforyczny monolog o tym, że wszystko zaczyna się od jednego ziarnka piasku, który szybko zamienia się wielką pustynię samotności.
Celowo przerysowana Katarzyna Dworak tworzy postać wyrazistej gwiazdy polskiej lewicy - wspaniale skomponowana i poprowadzona scena grzecznej rozmowy marszałkini z szejkami, która z dyplomatycznej wymiany uprzejmości zamienia się w akt brutalnego uprzedmiotowienia. Arkadiusz Jaskot jako nieoczywisty (a może jednak oczywisty?) ksiądz wszystkich wypaczeń błyszczy w songu o gotówce.
Są też znakomite epizody. Anita Poddębniak kupuje publiczność naturalnością w stan-upie Teresy Orlowsky. Fascynuje i wzrusza zgrany duet Zuzy Motorniuk i Małgorzaty Urbańskiej, który opowiada creepy-smutną historię sióstr syjamskich czy przerażający taniec w matni w wykonaniu Anny Sienickiej.
Kolejny spektakl w Legnicy, który oglądałem się z przyjemnością. To zasługa zgranych aktorów, którzy po prostu lubią ze sobą grać. Kiedy trzeba ustępują miejsca innym, nie wchodzą sobie w zdanie, nie gwiazdorzą, a jednocześnie każdy wykorzystuje swoje 5 minut. Do tego świetnie śpiewają, tańczą i odnajdują się w zmieniających się konwencjach.
Alfred Kawula napisał bardzo dobry scenariusz. Jest w nim inteligentna zabawa językiem (“Zawsze jak zamawiałem shake’a w Mc Donalds, marzyłam o tym, żeby to jakiś szejk mnie zamówił”) i mnóstwo fragmentów refleksyjnych (jak wspomniana poetycka końcówka o piasku). Reżyser Łukasz Czuj łączy komedię z musicalowym rozmachem, baśń z gorzką satyrą społeczną, grozę z kabaretem - ale na szczęście z zachowaniem (moich) granic dobrego humoru i smaku. Dzięki temu widz nie ma poczucia przewidywalności.
Scenografia Agaty Stanuli to luksusowy świat, który z początku zachwyca, a później odsłania swą sztuczność. To właśnie dzięki niej jeszcze mocniej wybrzmiewa motyw iluzji. Piosenki uzupełniają opowiadane historie, a fragmenty musicalowe sprawiają, że spektakl nabiera rozmachu (muzyka Marcina Partyki ). Wrażenie robi “Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” z rep. Sweet Noise w wykonaniu Ewy Galusińskiej i Mateusza Krzyka.
„Dziewczyny z Abu-Dhabi” to barwny spektakl (jak obietnica raju), przemyślany, dopracowany, poprowadzony sprawnie w dobrym tempie. Mimo że trwa 3,5 godziny, dzieje się w nim naprawdę sporo. Pod płaszczykiem humoru i widowiskowej formy ukrywa opowieść o ludziach, którzy szukają szczęścia tam, gdzie najczęściej znaleźć go nie można. To historia o pogoni za bogactwem i cenie, jaką płacimy za pozornie lepsze życie. Najgroźniejsza fatamorgana to ta, w którą uwierzymy za wszelką cenę - czy można kupić szczęście? A jeśli je kupimy, to co zostanie, gdy opadnie kurtyna pozorów?