Ludwik Gadzicki (1944–2011)
Dziś, w rocznicę urodzin Ludwika Gadzickiego, przypominamy tę wyjątkową postać. Patron Dużej Sceny Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, jedyny widz, którego imieniem kiedykolwiek nazwano scenę teatralną, pozostaje w naszej pamięci jako jeden z najbardziej niezwykłych fenomenów w historii polskiego życia teatralnego.
Urodzony w 1944 roku, miał być zakonnikiem, ale ostatecznie wybrał zawód nauczyciela. Przez ponad trzy dekady uczył języka polskiego w szkołach górniczych w Lubinie, ale nie był typem pedagoga, który kończy pracę wraz z ostatnim dzwonkiem. Nie wtłaczał do głów wiedzy koniecznej do zdania egzaminu, lecz wychowywał do uczestnictwa w kulturze. Poświęcając swój prywatny czas i środki, po lekcjach pakował uczniów do pociągu czy autobusu i zabierał na spektakle w Legnicy, Wrocławiu czy Wałbrzychu. Wielu jego wychowanków, choć zawodowo nijak niezwiązanych z kulturą, do dziś nie wyobraża sobie życia bez teatru i literatury – tę potrzebę obudził w nich właśnie Ludwik Gadzicki.
Drugą miłość Ludwika stanowiła poezja. Nie tylko czytał ją namiętnie, ale także sam tworzył. Jego wiersze – intymne, opisujące doświadczenie samotności, pamięci i przemijania – często dedykowane były konkretnym ludziom i miejscom, w tym legnickiej scenie. Był jej najwierniejszym, wzorcowym widzem. Towarzyszył legnickiemu teatrowi od momentu jego otwarcia spektaklem Lato w Nohant w listopadzie 1977 roku – aż po Orkiestrę, na której premierze gościł we wrześniu 2011 roku, niedługo przed śmiercią. Obejrzał tu – jak sam twierdził – około dwóch tysięcy spektakli. Prawie zawsze siedział w pierwszym rzędzie, śmiejąc się tubalnie albo pomrukując, co było dla aktorów sygnałem, że przedstawienie jest udane – albo wręcz odwrotnie. W 1996 roku odnotował tysięczną wizytę w teatrze z uczniami, co pokazuje skalę jego działań. Nic dziwnego, że tytuł jednego z jego wierszy brzmi Teatr moją ojczyzną.
Ludwik Gadzicki żył skromnie, samotnie, niemal ascetycznie, podporządkowując codzienność rytmowi lektur i teatralnych wizyt. Zmarł 6 listopada 2011 roku, po zawale serca. Wkrótce potem legnicki teatr podjął decyzję bez precedensu: nadał jego imię swojej głównej scenie. Był to gest wyjątkowy – uhonorowanie nie artysty, lecz widza, „najwierniejszego z wiernych”, który swoją pasją zarażał innych, udowadniając swoim życiem, że teatr jest do życia niezbędnie potrzebny, jak stwierdzili niegdyś legniccy rajcowie, decydując o wzniesieniu jego siedziby w końcu lat 30. XIX wieku.
Dzisiejsza rocznica jego urodzin przypomina, że historia teatru nie ogranicza się do twórców. Istnieje także – rzadziej dostrzegana – historia widzów, bez których teatr nie miałby sensu. Ludwik Gadzicki pozostaje jej najbardziej wyrazistym symbolem: widzem, który uczynił z uczestnictwa w teatrze formę życia.

Fot.: Wojciech Obremski (lca.pl)