„Myśl, mała, myśl” - śpiewają poddani Zarządcy jego córce, gdy statek Kapitana Marlon wiezie ją do domu. Sporo ważnych rzeczy do przemyślenia mają też widzowie, gdy wychodzą z najnowszej premiery Teatru Modrzejewskiej, „Córki dyktatora” w reżyserii Macieja Podstawnego. Recenzja Piotra Kanikowskiego.

„Córka dyktatora” jest mroczną, melancholijną baśnią o zepsutym świecie. Dzieje się w dystopijnej rzeczywistości - zmyślonym uniwersum na jednej z odległych planet zawieszonych w kosmosie. Ale oglądając tę historię można by robić przypis za przypisem, bo tak samo nieodpowiedzialnie ludzie zachowują się na Ziemi. Dobrze znamy to wszystko: leżącą u podstaw nowożytnej cywilizacji zasadę: „Dziel i rządź”, polityczne kalkulacje i intrygi, propagandowe zagrywki dla utrzymania władzy, dezinformację, ksenofobię, rozwarstwienie ekonomiczne, alienację dużych grup społecznych, kryzys demokracji, kolonializm i nadmierną eksploatację zasobów planety prowadzącą do degradacji środowiska naturalnego...

Lucja (Zofia Bąk) jest dorastającą pod kloszem córką zarządcy planety. W obliczu zagrożenia ojciec (Paweł Wolak) każe przewieźć ją w inne miejsce, ale śmigłowiec rozbija się nad blokowiskiem, gdzie zamieszkują rebelianci. Jeden z nich, Mały Książę (Arkadiusz Jaskot), ratuje dziewczynę i pomaga jej wrócić do domu. Pełna przygód i niecodziennych spotkań podróż przez rozpadający się świat, o którym nie miała pojęcia, sprawia, że Lucja zmienia się z niesfornego beztroskiego dzieciaka w świadomą obywatelkę. Dojrzewa. Staje się nadzieją na przejście od dyktatury do demokracji.

Głównym adresatem tej opowieści są nastolatkowie. Pokolenie, które – jak pokazały warsztaty dla młodzieży, prowadzone równolegle z próbami – wydarzenia polityczne postrzega przez pryzmat memów z portali społecznościowych i wierzy takim ludziom jak Grzegorz Braun z prostymi receptami na rozwiązanie skomplikowanych problemów (Żydzi won, Polska katolicka, zakaz aborcji, etc.). „Córka dyktatora” jest próbą pokazania im polityki w inny sposób - odpowiedzialnie, bez uproszczeń i populistycznych przejaskrawień, z nadzieją, że po powrocie z teatru zechcą najpierw porozmawiać o tym z rodzicami a potem korzystając z demokratycznych mechanizmów ratować nasz zagrożony katastrofą świat.

Twórcy tego spektaklu liczą, że młodzi widzowie w pewnym sensie powtórzą podróż Lucji od niefrasobliwości lub obojętności do troski o przyszłość swojego miasta, ojczyzny, planety. Widziałem jak po premierze podrywają się z foteli i długo biją brawo, co świadczy, że „Córka dyktatora” im się spodobała. Ale czy popchnie ich w stronę demokracji? Jak mówią politycy w publicystycznych audycjach, czas pokaże.

Doceniam rozmach stworzonego w „Córce dyktatora” uniwersum, jego rozległość, sugestywną scenografię Mirka Kaczmarka, zmyślne wykorzystanie materiałów wideo. Doceniam piękne kostiumy zaprojektowane przez Martę Śniosek-Masacz, przywołujące skojarzenia nie tylko z rosyjskimi czy południowoamerykańskimi dyktaturami ale też z „Małym Księciem”, „Piotrusiem Panem” i „Alicją w Krainie Czarów”, z japońskimi mukashi banashi, z meksykańską religijnością czy mitologią. Wszystko to plus oszczędnie dawkowane światło dobrze współgra z ponurą tonacją scenariusza autorstwa Macieja Podstawnego, Amadeusza Nosala oraz Doroty Kawalkowskiej. Dla mnie tego mroku było jednak za dużo. Nieoceniony więc okazał się luz i humor. Do pierwszej części wnosi go przede wszystkim postać Puszczyka (Maciej Rabski), którego entuzjazm zabawnie kontrastuje z apatią wciskających się w swe gniazda Sów (Magda Biegańska, Gabriela Fabian). Oczekując na spektakl publiczność ma przed oczyma transparent z przesłaniem, które jest tyleż dosadne co dowcipne. Potem kurtyna idzie w górę i trochę przestaje być do śmiechu.

Aktorzy – do czego jako stały widz Teatru Modrzejewskiej jestem przyzwyczajony – są znakomici. Z obsady wyróżniłbym Anitę Poddębniak jako Hej Klarysę, sceptycznie zdystansowaną do własnej sztucznej inteligencji, Annę Sienicką brawurowo wcielającą się w Kapitana Marlon oraz - przede wszystkim – Ewę Galusińską w kilku wcieleniach. Śpiewane przez nią sceny to najlepsze, najbardziej przejmujące fragmenty spektaklu. Mocno zapadają w pamięć.

(Piotr Kanikowski, „Córka dyktatora. RECENZJA TEATRALNA”, https://tulegnica.pl/, 8.12.2025)