Rozczarowanie i momenty ewidentnego znudzenia. Takie odczucia towarzyszyły mi podczas oglądania najnowszej realizacji legnickiego teatru jaką jest "System Sulta" Mateusza Pakuły. Prowokacyjny punkt wyjścia i szkielet fabuły tej scenicznej opowieści (przedstawiłem go także tytułem mojego przedpremierowego wpisu CZY BÓG ISTNIEJE?) nie uniosły przydługiego i przegadanego spektaklu pozbawionego ognia, dymu i napięcia. Pisze Grzegorz Żurawiński na swoim facebookowym profilu.

Bombardowany wyjętymi z historii religii i filozofii argumentami za i przeciw istnieniu kluczowego dla wielu obiektu wiary i kultu, sporami o społeczną, polityczną oraz cywilizacyjną rolę religii i Kościoła, byłem zmęczony i emocjonalnie obojętny. Byłem niczym jeden z bohaterów spektaklu, ów przeciętny mieszkaniec polskiej prowincji poszukujący odpowiedzi w Wikipedii (Jakub Stefaniak), zmarginalizowany do roli sekretarza eksperckiej komisji, ponad głową i przy obojętności którego toczy się skazana na brak konkluzji jałowa debata dobranych autorytetów. Zabawna, niczym wyjęta z kabaretu, jest postać krzykliwego i radykalnego antyklerykała na wiecznym kacu (Bartosz Bulanda). Przejmująca i świetnie zagrana (najlepsza w spektaklu) jest postać jedynego wiarygodnego lecz osamotnionego w swoich przekonaniach ideowca (nie pozbawionego jednak krytycznej autorefleksji) jakim jest ksiądz i profesor fizyki (Łukasz "Borsuk" Kucharzewski). To plusy. Akcja niemiłosiernie rozwleczona także inscenizacyjnymi i wielce wątpliwymi ozdobnikami-przerywnikami, jakimi są indywidualne taneczne pląsy bohaterów dramatu, przyspiesza w zaskakującym, nieco zagadkowym i godnym kryminału finale (o tym jednak ani słowa, zgodnie ze złożoną obietnicą i dla dobra przyszłych widzów). Zaskakującym? Tylko częściowo. Uważne śledzenie fabuły oraz zachowań twórcy i przewodniczącego obradującej komisji, reprezentanta rządzącej elity, ateisty i profesora filozofii Michała Sulta (Paweł Palcat), łasego kariery i zaszczytów karierowicza o rozdętym ego, dość szybko i bez dedukcyjnych zdolności Sherlocka Holmesa pozwala na zrozumienie czego byliśmy świadkami i czym jest tytułowy system. Jego imię to diabolicznie inteligentna, ale bezwzględna i wyrachowana gra pozorów i manipulacja w sytuacji, gdy nie odpowiedź ale jej wyobrażalne skutki są stawką tej gry. Czy wobec przedstawionych obiekcji warto obejrzeć legnicki spektakl? Zdecydujcie rzutem monetą.

(Grzegorz Żurawiński, „Coś nie pykło”, https://www.facebook.com/, 24.11.2025)