Spektakl „Płaksy” w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy opowiada o ludziach, którzy wiedzą, że nie ma ucieczki – ani od śmierci, ani od siebie. Przebywają w szpitalu – miejscu z definicji tymczasowym, przejściowym, gdzie wszystko toczy się wokół powolnego rozkładu ciała. Recenzuje Marcin Wojciechowski.

W tym „szpitalu z końca świata” sanitariusze i lekarze (niczym chór antyczny) – odgrywają tragedię o Agamemnonie i Klitajmestrze, a umierający pacjenci są widzami przedstawienia - własnej agonii.

To współczesne przetworzenie klasycznego mitu, który zadaje pytania o cierpienie, śmierć i godność. Życie - nawet w swojej banalności, gdy ciało odmawia posłuszeństwa a nasze człowieczeństwo jest zagłuszane - jest jedynym, które mamy.

Ascetyczna scenografia Pawła Walickiego - metalowe łóżka, zimne światło jarzeniówek, parawany i wózki - tworzy przestrzeń, która przypomina szpital i antyczną amfiteatr. Wizualny dualizm zdaje się mówić, że oto mit staje się codziennością, a codzienność mitem. Każda postać jest jednocześnie aktorem i pacjentem, ofiarą i katem, bogiem i człowiekiem.

Kostiumy Barbary Sikorskiej-Bouffał w inteligentny sposób łączą elementy współczesne z symbolicznymi. Lekarskie kitle i szpitalne uniformy przenikają się z antycznymi aluzjami – szarfami, złotymi zdobieniami, teatralną stylizacją.

Łukasz Kos prowadzi tę prowokującą opowieść z dużym wyczuciem. Bawi się konwencjami - balansuje na granicy kabaretu i tragedii, nie unika czarnego humoru i absurdu. Raz wybuchamy śmiechem, za chwilę czujemy ucisk w gardle. Wszystko jednak z zachowaniem proporcji, które oscylują między patosem a codziennością. Konsekwentnie prowadzi też aktorów, którzy znakomicie odnajdują się w formule „teatru w teatrze”. Bawią się rolami, igrają z tekstem i z widzami. Są pełni dystansu, autoironii, drapieżnego humoru, ale i filozoficznej głębi.

Fascynująca jest Małgorzata Urbańska jako Klitajmestra - zimna i gorąca jednocześnie; kobieca, zmysłowa, pełna żądzy i do bólu zdeterminowana. Jej monologi brzmią jak manifest wolności. Agamemnon (Paweł Wolak) to postać tragiczna – w jego spojrzeniu czuć nieuchronność przeznaczenia. Aktor precyzyjnie porusza się między ironią a rozpaczą. Mateusz Krzyk jako sanitariusz wprowadza energię i rytm – jego obecność spaja akcję i rozładowuje napięcie. Młoda pielęgniarka (Arkadiusz Jaskot) to pierwiastek czułości, delikatności i subtelności. Natomiast Łukasz Kucharzewski (Ajgistos) wplata groteskową nutę będącą kontrapunktem dla dramatyzmu scen.

Scena na Piekarach nie jest klasyczną przestrzenią teatralną. To dawny obiekt przemysłowy, którego surowość potęguje uczucie klaustrofobii. Znajdująca się niemal w centrum wydarzeń widownia uczestniczy w krwawym obrzędzie. Porywająca jest scena zabójstwa, w której zatraciłem się bez reszty. Zaciera się w niej granica pomiędzy teatrem a zabawą w teatr – mimo faktu, że krew to syrop klonowy, o czym widz jest informowany na początku.

“Płaksy” bawią, niepokoją, drażnią i zmuszają do refleksji nad kruchością życia. Ciekawy i prowokujący spektakl, który tworzy świat na granicy mitu i codzienności – absurdalny, porażająco prawdziwy, pełen odwagi, ironii i piękna. Dzięki świetnym aktorom, sugestywnej przestrzeni i reżyserskiej konsekwencji „Płaksy” to najciekawsze legnickie przedstawienie ostatnich sezonów. Teatr, który przypomina, że śmiech i łzy często mają to samo źródło.

(Marcin Wojciechowski, „Amfiteatr w szpitalnym łóżku”,  https://www.facebook.com/ochkultura, 30.10.2025)