Juliusz Cezar i Koriolan byli bohaterami szóstego dnia festiwalu. Nadmiernie ambitni, o ile ambicja może być nadmierna, wszelkie działania tłumaczyli dobrem Rzymu, ale ich otoczenie niekoniecznie podzielało ich podejście do sprawy. Pisze Małgorzata Klimczak.

W konkursie o Złotego Yoricka Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy zaprezentował „Juliusza Cezara" w reż. Błażeja Biegasiewicza.

W 1599 roku trzydziestopięcioletni William Szekspir, tworzy swoją pierwszą wielką tragedię: „Juliusza Cezara". Uchodzi ona za jeden z najwybitniejszych dramatów politycznych wszech czasów, a monolog Marka Antoniusza nad zwłokami Cezara uznaje się za najlepszą mowę polityczną w Szekspirowskim kanonie.

Dobiegający sześćdziesiątki Juliusz Cezar, pokonawszy rywali w wyścigu o władzę, pada ofiarą spisku swoich bliskich współpracowników: w sali zebrań rzymskiego senatu dwadzieścia trzy razy wbijają się w niego ostrza sztyletów. Śmierć dyktatora staje się początkiem wojny domowej, którą wygrywa ostatecznie Oktawian, adoptowany syn Cezara.

Spektakl z Legnicy pokazuje, że dobre aktorstwo i gra zespołowa jest dobrem najwyższym w teatrze. Aktorzy legnickiego teatru grają koncertowo tworząc na oczach widzów niemal na żywo (pyszne improwizacje) współczesny thriller polityczny, w którym toczy się walka o władzę, w której główną role odgrywa informacja i dezinformacja.

Już na wejściu w dawnych budynkach stoczni mijamy aktorów zaczepiających widzów i opowiadających, co się dzieje w otoczeniu Juliusza Cezara. Każdy ma swoją wersję i stara się przekonać do niej innych. Świetna jest również scena spisku, gdzieś w klubie podczas imprezy, gdzie trwają zakulisowe spotkania. Jakże to aktualne w dzisiejszej polityce, w której rozgrywki się toczą nie w zaciszach gabinetów, ale w zaciszach domowych lub innych mało przeznaczonych do tego miejscach.

Aktorsko bardzo wyróżnia się Paweł Wolak jako Juliusz Cezar rzucający półsłówka, powtarzający strzępki zdań, jakby zatracał ich sens, jakby częściowo przestawał rozumieć ten świat. Paweł Palcat ze swoim monologiem nad zasztyletowanym Cezarem i potem, podczas improwizacji z publicznością, zagrał dwie najbardziej przejmujące sceny.

Natomiast finał ze zbiorowym tańcem w stylu techno to finał na miarę najlepszych teledysków tanecznych.

Kolejny spektakl o władzy zobaczyliśmy w konkursie Nowy Yorick, gdzie Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie pokazał „Koriolana" w reż. Jadwigi Klaty.

Struktura dramatu odarta zostaje do dialogu między chórem kobiet, reprezentujących targane niepokojem obywatelki, a samotnym Koriolanem – figurą współczesnego lidera. Koriolan – postać wyniesiona przez lud, a następnie przez ten sam lud odrzucona – symbolizuje współczesne napięcia między jednostką a społeczeństwem, racjonalnością a emocjami, autorytarną władzą a odpowiedzialnością za całość.

Koriolan, zagrany przez Alicję Szczegielniak, jest figurą współczesnego przywódcy, który mając świadomość, że do władzy może go wynieść tylko lud, zabiega o głosy tego ludu, ale grzechy przeszłości sprawiają, że cała ta walka kończy się jego klęską. To komentarz do tego, że dzisiaj politykę się robi pod publiczkę, głosy się zdobywa grając na emocjach wyborców, a nawet niewielkie potknięcie może spowodować nagły zwrot poparcia.

Dwaj przywódcy, dwie postawy, dwie tragedie. Bardzo aktualne i bardzo mocne.

(Małgorzata Klimaczak, „Rzymscy namiestnicy”, http://www.dziennikteatralny.pl/, 31.07.2025)