„Czy aktorów interesuje rzeczywistość?” Od tego pytania rozpoczyna się spektakl „Głosy nowej Białorusi” w reżyserii Łukasza Kosa, zrealizowany w Teatrze im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Odpowiedź na nie przychodzi bardzo szybko, gdy tylko na pustej scenie wybrzmiewa pierwsze wspomnienie ofiary białoruskiego reżimu. Wyszeptywane i wykrzykiwane świadectwa kolejnych osób oddziaływują z wielką mocą. Recenzuje Magda Mielke.

Historie poniżenia, cierpienia i przemocy. To one składają się na legnicki spektakl „Głosy nowej Białorusi”, który powstał na podstawie dokumentalnej sztuki białoruskiego twórcy Andrieja Kuriejczyka. Zbiór kilkunastu monologów ofiar (podanych z imienia i nazwiska) reżimu Aleksandra Łukaszenki, które doświadczyły represji po sfałszowanych wyborach prezydenckich w 2020 roku, w obecnym czasie wybrzmiewa z podwójną siłą.

Kuriejczyk, tworząc ten dramat, a właściwie bardziej reportaż, oddał głos walczącym z reżimem rodakom, sprzeciwiającym się działaniom dyktatora. To ludzie w różnym wieku, o różnych poglądach i różnym statusie społecznym. Autor wybrał kilkanaście relacji spośród 700 autentycznych historii prześladowanych osób, w których wcielili się niemal wszyscy członkowie zespołu Modrzejewskiej. Słowa, które padają z ust aktorów są więc wiernym powtórzeniem tych opowieści. Dodatkowo autentyczność podbijają wyświetlane na małym ekranie przed każdym monologiem personalia oraz zdjęcia bohaterów. Poznajemy m.in. historię dziewczyny, którą wciśnięto razem z 50 innymi kobietami do czteroosobowej celi, słuchamy fragmentu listu do matki, napisanego przez zesłanego do kolonii karnej działacza społecznego z Lidy czy wspomnień chorującego na serce chłopaka, który wielokrotnie był rażony paralizatorem podczas zatrzymania – jechał do centrum Mińska, aby się tam pomodlić. Takich opowieści – porwań na ulicy, brutalnych zatrzymań, nieuzasadnionych przesłuchań, niezgodnych z prawem procesów i pełnych przemocy działań jest mnóstwo.

Forma przedstawienia jest bardzo minimalistyczna. Świadectwa ofiar nie zostały poddane żadnym literackim zabiegom. Aktorzy wychodzą na scenę jeden po drugim. Poza małym wyjątkiem (przesłuchiwanie aktywistki Pаliny Szarendy-Panasiuk przez sędziego) nie zachodzą między nimi żadne interakcje. Mówią szeptem, rzadko kiedy dają się ponieść emocjom, choć stwarzają sytuację intymnej rozmowy, osobistego zwierzenia. Ich wspomnienia podparte są faktami: datami, lokalizacjami i innymi sprawozdawczymi szczegółami. Aktorzy stanowią tu środek przekazu, za pomocą kilku drobnych rekwizytów jak najwierniej starają się oddać przestrzeń prawdziwym bohaterom. Trochę dynamiki, ale też humoru i dystansu, wprowadzają na scenę Paweł Wolak jako showman Kudłasiewicz czy Mateusz Krzyk jako przedsiębiorca Aleksiej Bieriezinski, który śpiewa piosenkę i rozdaje kobietom tulipany. Zdecydowanie więcej jest tu momentów goryczy i wzruszenia. Porusza Paweł Palcat jako wspomniany już aktywista Witold Aszurak, który zmarł rok temu na skutek nieludzkich warunków panujących w kolonii karnej. Wzruszają Małgorzata Urbańska w roli matki przypadkowego uczestnika protestu i stająca przed sądem Magda Biegańska (Szarenda-Panasiuk), która ujmuje swoją zaciętością.

Choć historie są wstrząsające, nie da się ukryć, że każda kolejna rezonuje z mniejszą siłą. Po pierwsze, jest ich tyle, że z biegiem czasu pojawiają się coraz bardziej do siebie podobne. Po drugie, wejście na scenę każdej kolejnej postaci powoduje, że zaczynamy zapominać o poprzedniej. Z jednej strony siłą legnickiego spektaklu jest właśnie to zbiorowe świadectwo, z drugiej strony po wyjściu z teatru nie zostają z nami żadne usłyszane fragmenty tego teatralnego manifestu.

Wypowiadanym na pustej scenie monologom represjonowanych towarzyszy wymowna muzyka duetu Połpo Motel i projekcje zbliżeń pełnych emocji twarzy aktorów. Podczas Wielkiej Czerwcówki z Modrzejewską spektakl wyjątkowo został wystawiony na Scenie na Nowym Świecie. Ta surowa, industrialna i dziś już dość zniszczona przestrzeń dawnego domu kultury nadała oszczędnemu w środkach spektaklowi Łukasza Kosa dodatkowego waloru.

To teatr dokumentalny, odarty z metafor i symboli, do bólu prawdziwy i brutalny. Choć teoretycznie widzowie zdają sobie sprawę z działań reżimu Łukaszenki, zgoła czym innym jest skonfrontowanie swojej wiedzy z osobistymi, emocjonalnymi opowieściami tzw. zwykłych ludzi. Ludzi, którzy na własnej skórze doświadczyli nikczemności i okrucieństwa władz swojego kraju. To nie tylko sztuka teatralna, ale ważne świadectwo historyczne, które pozostawia nas z poczuciem ogromnej złości i bezsilności.

(Magda Mielke, „Ofiary mają głos”, https://teatrdlawszystkich.eu/, 12.06.2022)