Były atrapy bomb promujące teatralny spektakl, ale nie było społecznych niepokojów, ani zakłócenia porządku publicznego. Nie było zatem ani wykroczenia, ani karalnego wybryku – tak legnicki Sąd Rejonowy ocenił policyjne oskarżenie Jacka Głomba i 2 lipca odmówił wszczęcia postępowania przeciwko dyrektorowi Teatru Modrzejewskiej.
Taki jest finał głośnej i szeroko komentowanej promocyjnej akcji, którą legnicki teatr przeprowadził 23 kwietnia br. Tego dnia w kilku miejscach miasta pojawiły się atrapy bomb opatrzone napisem „Czas terroru”, których celem było zwrócenie uwagi mieszkańców miasta na pierwszomajową premierę sztuki o takim właśnie tytule.
Akcję błyskawicznie przerwała interwencja policji, która wszystkie te elementy teatralnej scenografii usunęła z miejsc, w których zostały wyłożone (m.in. sprzed legnickiego Ratusza i Pomnika Braterstwa Broni). Sposób w jaki zareagowali funkcjonariusze zbierając atrapy ładunków wybuchowych i ładując je do bagażnika służbowego samochodu wyraźnie wskazywał, że policjanci doskonale wiedzieli, że mają do czynienia z imitacją (nie otoczyli terenu, nie było ewakuacji, nie wezwano pirotechników). Ewidentnie nie był to brak profesjonalizmu funkcjonariuszy lecz wiedza, którą powzięli od organizatorów teatralnej akcji. Ci bowiem jeszcze przed wyłożeniem bombowych atrap powiadomili policję zarówno o miejscach, w których je umieścili, jak i precyzyjnie opisali ich wygląd (przesłali także zdjęcie atrapy).
Wydawać się mogło, że na tym (oraz na serii doniesień medialnych) bombowa akcja promocyjna się zakończyła i przeszła do historii. Teatr zrobił swoje, funkcjonariusze swoje, zgodnie z własną oceną zaistniałej sytuacji (po pewnym czasie zwrócili teatrowi wszystkie zarekwirowane atrapy). Stało się jednak inaczej. Policja wszczęła postępowanie, w efekcie którego skierowała do sądu oskarżenie przeciwko dyrektorowi teatru obwiniając go o wykroczenie polegające na zakłóceniu porządku publicznego i spowodowanie społecznego niepokoju.
Sąd nie podzielił jednak stanowiska policji nie dopatrując się w tak zorganizowanej i przeprowadzonej akcji promocyjnej ani wykroczenia, ani karalnego wybryku.
„W realiach niniejszej sprawy trudno jest mówić, że zarzucany obwinionemu czyn zakłócił porządek publiczny. Obiektywnie rzecz ujmując, nie sposób przyjąć również, iż zachowanie to utrudniało lub uniemożliwiało powszechnie akceptowany sposób zachowania się w miejscach dostępnych dla bliżej nieokreślonej liczby osób. Ponadto nie sposób również przyjąć, że zachowanie obwinionego stanowiło wybryk (…). Nie może być bowiem uznany za "wybryk" czyn, który nie tylko, iż nie koliduje w rażący sposób z obowiązującymi w określonym kontekście sytuacyjnym normami zachowania się, ale wręcz wzbudza - w odbiorze powszechnym - oceny akceptacji, choćby milczącej zgody, aprobatę. W końcu, nie sposób również przyjąć, że obwiniony chciał swoim zachowaniem umyślnie okazać lekceważenie dla norm zachowania się. Z analizy dowodów zebranych w sprawie wynika bowiem, że motywem działania obwinionego była tylko i wyłącznie promocja nowego spektaklu i zachęcenie ludzi do jego obejrzenia” – napisał sąd w uzasadnieniu swojego postanowienia z 2 lipca, które dziś (19 lipca) dotarło do legnickiego teatru.
Decyzją sądu koszty postępowania w tej sprawie poniesie Skarb Państwa.
Grzegorz Żurawiński




















