Marcin Rojcewicz: Spowiedź sobowtóra

  • Drukuj
Albo sam wymyślisz sobie życie, albo życie wymyśli ciebie... "Kobieta z bluesem" w wykonaniu Joanny Gonschorek jest burzącym czwartą ścianę monodramem z elementami słuchowiska, innowacyjnie określonym przez autora jako melodram.

Widowisko, które Cezary Bukowski po raz pierwszy zaserwował publiczności 24 października w Caffe Modjeska ma formę przejrzystą, aczkolwiek niejednorodną. Punktem wyjścia do napisania sztuki był zachwyt autora nad twórczością amerykańskiej śpiewaczki Billie Holiday. Jej ponura biografia wpleciona w fabułę stała się idealnym nośnikiem dla gorzkiej oceny współczesnego społeczeństwa.

Grana przez Joannę Gonschorek Eleonora H. jest jedyną postacią w spektaklu, kobietą pogrążoną w depresji, pełną kompleksów i sprzecznych emocji. Chorobliwa mania na punkcie Billie Holiday, zmusiła ją do naśladowania swojej idolki w każdym calu. Udając kogoś innego przez większość życia, cierpi z powodu utraty osobowości. Gdy to odkrywa, jest już za późno. Budzi się pozbawiona nazwiska i własnego głosu. Sama zresztą stwierdziła, że "człowiek to jego głos, wszystko inne umiera".

Monolog prowadzony przez Eleonorę H. jest krzykiem zrozpaczonej duszy. Nie jest to jednak wołanie o pomoc, to bolesne westchnienie rezygnacji. Postać opowiada publiczności o swoim życiu. O tkwieniu w dysonansie między platoniczną miłością, a szaloną nienawiścią. Zwierza się z przykrości jakie ją dotknęły, gubiąc się w tym, czy nie były to czasem przykrości doświadczone przez Billie Holiday. Nie obnaża się jednak jak przed przyjaciółmi, lecz dramatycznie atakuje, jakby chciała obdarować widzów choć częścią swego bólu, jakby słuchanie tego miało być karą.

Taki zabieg wymaga sporej bezpośredniości, zatem dystans między bohaterką przedstawienia, a odbiorcami praktycznie nie istnieje. W sytuacji, gdy sceną staje się cała przestrzeń kawiarni, aktorka podarowała sobie wyznaczanie umownego punktu nad głowami publiczności i patrzy siedzącym przy stolikach ludziom głęboko w oczy. Nawiązuje dialogi, oskarża, kokietuje. Z różnym rezultatem próbuje wciągnąć ich w swoją grę.

W zależności od reakcji widzów Eleonora H. musi manifestować ironiczny charakter w improwizacjach, co sprawia, że każda kolejna odsłona „Kobiety z bluesem” jest inna od pozostałych, a postać nieprzewidywalna. Owe improwizacje dowodzą niezwykłej profesjonalności Joanny Gonschorek i tego, że w postać zaangażowała się totalnie.

W monodramie pojawia się również muzyka Billie Holiday. Nastrój panujący na sali zmienia się wtedy tak dynamicznie, jak emocje targające sercem bohaterki. Starodawne melodie odtwarzane z trzeszczących płyt winylowych, przeplatają się z monologiem. Kiedy rozbrzmiewają te kojące dźwięki, gasną światła, co pomaga skupić się wyłącznie na muzyce. Eleonora H. wchodzi wtedy jakby w inny stan świadomości. Pozbawionymi gracji ruchami prowadzi taniec z wyimaginowanym przyjacielem, bądź przytula się do wiszących na ścianach zdjęć śpiewaczki. Suspens zdaję się wtedy kroczyć po subtelnej granicy między monotonią, a niepokojem, by w rezultacie przejść na stronę niepokoju.

Rozczarował mnie jedynie brak żywej muzyki, ale co do tego istnieje wyraźne wytłumaczenie fabularne. Cezary Bukowski powiedział, że najbardziej fascynującą rzeczą w osobie Billie Holiday jest fakt, że mając życie oblepione moralnym brudem, pozostała czysta. Pomimo tego, że przez cały spektakl z wiszących na ścianach portretów spogląda na nas twarz pusta jak kieliszek, to przez pojęcie tragizmu bohaterki, potrafimy dostrzec prawdziwego człowieka w śpiewaczce kryjącej pod pseudonimem "Billie", prawdziwe imię "Eleonora".

Cezary Bukowski „Kobieta z bluesem. Wariacja na głos Billie Holiday i aktorkę”; wykonanie: Joanna Gonschorek; premiera 24 października 2009.

Marcin Rojcewicz