Gazeta Wyborcza Wrocław: Głomb o „teatralnej kontrrewolucji”

  • Drukuj

Dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy zapowiada teatralną kontrrewolucję. Na ulicach Legnicy możemy zobaczyć billboardy z hasłem: "Masz najlepszy teatr w Polsce. Dlaczego w nim jeszcze nie byłeś?" O nowej linii programowej oraz odświeżeniu wizerunku legnickiej sceny z Jackiem Głombem rozmawia Magda Piekarska.


Magda Piekarska: Przeciwko komu ta kontrrewolucja?

Jacek Głomb: - Nie dam się namówić na personalne prztyczki. Jeżeli się czemuś przeciwstawiamy, to światu dekompozycji, kolaży, performensów, jaj, kabaretów, które dominują nie tylko we współczesnym teatrze, ale i całej kulturze, i to jest fatalne. Widzom coraz trudniej jest się z tym identyfikować. Występujemy przeciw tego typu praktykom, często opartym na artystycznej hochsztaplerce. Interesuje mnie system wartości, w zgodzie z którym chcemy działać.

A co wywołało ten manifest?

- Obserwacja rzeczywistości. Zmęczenie tym, że rządzą nami mody, schematy, że ważniejsze jest "bycie na fali" niż oryginalność i własna droga.

Dziś w modzie są spektakle Moniki Strzępki, Pawła Demirskiego, Jana Klaty, Krzysztofa Garbaczewskiego.


- Tak. Oni wygrywają rankingi krytyków i festiwale. I reprezentują pewną modę w teatrze, a ja uważam, że moda sztuce nie służy. Chcę wydeptać własną ścieżkę. Opartą na ludzkiej opowieści, na historii z początkiem, środkiem i końcem, z bohaterem i czytelnym dla widza sensem.

Nie próbuje pan zawracać wody w rzece? Może ta formuła już się wyczerpała?

- Jestem przekonany, że trzeba tę wodę w rzece zawrócić. Jeżeli nie będziemy w teatrze zadawać elementarnych pytań, pozostaniemy w martwym punkcie. I wciąż będzie panował jeden powszechnie obowiązujący styl. A ja chcę zbawiać świat z pomocą teatru, więc muszę wobec tego zjawiska zabrać głos. Nie jestem samotny w tej krucjacie - ludzie mają dość takiego teatru, są nim zmęczeni.

Wśród modnych spektakli jeżdżących po festiwalach są "III Furie" w reżyserii Marcina Libera, zrealizowane w Teatrze Modrzejewskiej.


- Nigdy w życiu nie nazwałbym tego przedstawienia teatrem opowieści, co nie znaczy, że się z nim nie identyfikuję. Jednocześnie przyznaję - tak, to jest rodzaj teatru modnego. Moim zdaniem jednak sukces ogólnopolski to jedna sprawa, a konsekwencja linii artystycznej i odpowiedzialność wobec widzów - druga.

A ich oczekiwania tak bardzo się rozjeżdżają z wymaganiami jurorów teatralnych festiwali?


- Festiwale i ich werdykty kompletnie nie mają wpływu na wybory publiczności. To jest branża, moda, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Co nie znaczy, że bronię dziewiętnastowiecznego myślenia o rampie i czwartej ścianie. Przeciwstawiam się tylko udawaniu, że tworzy się teatr dla ludzi, kiedy w istocie mówi się do kolegów z branży lub profesorów z uniwersytetów.

"Niezblazowani widzowie z całej Polski łączcie się" - czytam w manifeście. Zblazowany wstydzi się przyznać, że król jest nagi?


- Tak. Ale to jest szersze zjawisko, dotyczy nie tylko kultury. Dotarło i do teatru. Niedawno dyrektor jednego z modnych teatrów oznajmił, że domaga się środków od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na program edukacyjny dla widzów, po to, żeby zrozumieli, o co w tym teatrze chodzi. Bo oni ponoć nie nadążają. Ja nie mam zamiaru widza uczyć. Widz jest w przymierzu z teatrem, prowadzi dialog z tym, co się dzieje na scenie. Nie mam prawa mieć wobec niego żadnych roszczeń. A tak się, niestety, dzieje. Na festiwalu w Zabrzu, w przerwie jednego ze spektakli, z teatru wyszła połowa widzów. I z zaskoczeniem usłyszałem, że dla jego twórców jest to powód do radości, bo rzekomo tak właśnie, w totalnej kontrze do widowni, powinno się robić teatr. To paranoja. Teatr zawsze był w przymierzu z widownią. To nie znaczy, że miał jej schlebiać. Broń Boże - my nie schlebiamy widzom. My z nimi rozmawiamy, prowokujemy, intrygujemy, zadajemy pytania, rozśmieszamy, wzruszamy, ale wszystko w przymierzu z nimi.

W manifeście zapowiada pan nowe otwarcie w legnickim teatrze, któremu towarzyszy wielka kampania promocyjna. Widownia pustoszeje?


- Nic z tych rzeczy. Ani nie ma kryzysu, ani się nie poprawiło. Jest constans, co dla teatru jest bardzo niedobre. Tak jak niedobre są wszelkie przyzwyczajenia. Teatr musi mieszać, a ja wolę mieszać z Agnieszką Glińską, Ondrejem Spisakiem, Piotrem Tomaszukiem czy Lechem Raczakiem niż z twórcami, których pani wymieniła. Chcemy też zawalczyć o widza, który dziś na liście swoich zainteresowań nie ma teatru. A także o to, żeby teatr był bardziej widoczny w Legnicy, żeby nasze trailery cieszyły się większą popularnością na YouTube. Nie obrażam się na świat, chcę z nim iść do przodu, ale opierając się na systemie wartości, w które wierzę. W nowej strategii brakuje hasła, które w odniesieniu do kultury kiepsko się kojarzy - ludowe. Chcemy robić teatr ludowy, w którym na widowni panuje demokracja.

I profesor siedzi obok robotnika, a business woman obok gospodyni domowej. To brzmi jak utopia.


- Ja w to wierzę. Tym bardziej że u nas ta utopia się spełnia. W Legnicy nie wystarczyłoby adwokatów, lekarzy, nauczycieli, żeby zapełnić teatr. Dla mnie pojęcie ludowości na widowni jest jak najbardziej realne. Chodzi tylko o to, żeby ją poszerzać, wyciągnąć ludzi z domów, z tych strasznych komunistycznych osiedli, gdzie mieszka połowa legniczan. Docierać do różnych grup społecznych.

W Legnicy na plakatach zawisło hasło - "Masz najlepszy teatr w Polsce. Dlaczego w nim jeszcze nie byłeś?". Rzeczywiście jest najlepszy?


- To hasło to żart, prowokacja. Nie jestem specjalistą od klasyfikacji. I nie mam poczucia, że robię najlepszy teatr w Polsce. Jestem przeciwny takim rankingom w kulturze. Gdybym mógł, zlikwidowałbym wszystkie nagrody, wyróżnienia, rankingi. I pozostałbym przy oglądaniu i pokazywaniu przedstawień. Nie rozumiem tej potrzeby ścigania się. Jeśli chodzi o mecz piłkarski - OK, tu kryteria są obiektywne, chyba że sędzia "drukuje". W sztuce nikt nie strzela bramek, a myślę, że mocno się "drukuje".

  • Jacek Głomb, dramaturg, reżyser teatralny i filmowy. Twórca takich spektakli, jak: „Ballada o Zakaczawiu”, „Łemko”, „Orkiestra”, reżyser filmu „Operacja Dunaj”. Od 1994 roku dyrektor teatru w Legnicy


(Magda Piekarska, „Głomb pyta legniczan: dlaczego nie byliście w teatrze?” www.gazeta.pl, 23.01.2012)