Po raz dwudziesty legniccy dziennikarze przyznali satyrykonową nagrodę specjalną. Miny mieli nietęgie. Chciało się wyć, a nie śmiać. Wybór był oczywisty, bo go prawie nie było.

Czy dolnośląski reformator teatrów i wicemarszałek czytał w przeszłości felietony Kisiela? Myślę, że wątpię. Inaczej wiedziałby, że od mieszania herbata nie robi się słodsza.

Jak nagrodzić zasłużonych dla miasta? Pozornie to łatwizna. Wystarczy wybrać ludzi, którzy zrobili coś wyjątkowego lub zdecydowanie więcej niż inni. Pozory jednak mylą.

Młodzi nie pamiętają, ale właśnie pod tym hasłem urzędowo obchodzono kiedyś w naszym kraju Dzień Kobiet. Goździk, para rajstop, czekolada i całuję rączki załatwiały sprawę. Do czasu.

Na sto dni przed Euro 2012 graliśmy z Portugalią. Warty 130 milionów euro Ronaldo nie zrobił nam krzywdy. Legnicki prezydent też nic nie zrobił. Za to cztery lata udawał, że jest rozgrywającym.

Pamiętacie ślężańskiego misia? Miał być hitem kampanii reklamowej Dolnego Śląska. Nie był i poszedł na przedwczesną emeryturę. Teraz hitem mają być tajemnice regionu. Do odkrycia.

Ludzie chcą więcej demokracji w miastach i gminach. Lokalni władcy pokazują im jednak gest Kozakiewicza. Mało tego! Prezydenci i burmistrzowie żądają większej kasy. Dla siebie.

Koniec świata… - powtarzał Ryszard Popiołek z serialu „Dom”, gdy coś nie mieściło się w głowie sympatycznego ciecia. Plotkarski Pudelek zaatakował Wyborczą. Do tego celnie i boleśnie. Koniec świata.

Co może łączyć święto zakochanych i antypirackie ACTA? Więcej, niż się wydaje. Nie tylko ogólnoświatowy rozgłos. Zasadniczo to globalizacja, przymus i chciwość.

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Nasi lokalni liderzy i politycy tak się przejęli biblijną formułą, że milczą jak zaklęci. Nie są niemowami, ale piśmienni też chyba nie są.