• Modrzejewska by Legnica

Kulturaonline.pl: "1612" czyli polsko-rosyjski spektakl na legnicki festiwal „Miasto”

Od kilku miesięcy trwają próby do spektaklu "1612", który powstanie przy współpracy rosyjskiego Teatru.doc i wrocławskiej Grupy Ad Spectatores. Premiera sztuki odbędzie się 16 września w ramach I Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego "Miasto" w Legnicy. Magdalena Piekło rozmawia z reżyserem spektaklu Krzysztofem Kopką.

Tłem i inspiracją sztuki są wydarzenia historyczne, siedemnasty wiek, carska Rosja, dymitriada, wojna polsko-rosyjska. Proszę opowiedzieć o wydarzeniach 1612 roku.

Krzysztof Kopka: Wydarzenia, które miały miejsce w Rosji na początku siedemnastego wieku, są tragiczne. W tajemniczych okolicznościach kończy się dynastia Rurykowiczów. Ostatnim spadkobiercą jest Fiodor, syn Iwana Groźnego, który umiera prawdopodobnie otruty, oraz drugi syn, Dymitr, który w niewyjaśnionych okolicznościach ginie na zesłaniu w Ugliczu. Komisja powołana do zbadanie okoliczności jego śmierci stwierdziła, że Dymitr upadł nieszczęśliwie na ostrze noża, którym przedtem rzucał. Carem zostaje Borys Godunow, osoba spoza dynastii, która zostaje posądzona o obie te śmierci. Dziesięć lat później pojawia się człowiek znikąd, dziwna osoba, historycy do tej pory spierają się o to, kim właściwie był. Osoba ta podaje się na uratowanego cudem Dymitra. Część polskich możnowładców, za zgodą króla Zygmunta III Wazy, postanawia wesprzeć Dymitra samozwańca jako prawowitego władcę. Możnowładcy zorganizowali wyprawę, żoną Dymitra zostaje córka wojewody sandomierskiego Maryna Mniszech. W ciągu kilkunastu miesięcy Dymitr wchodzi do Moskwy. W tajemniczych okolicznościach umiera Borys Godunow, na krótki okres carem Wszechrusi zostaje Dymitr. Następnie w Moskwie wybucha powstanie, Dymitr zostaje spalony, a jego prochami zostaje nabita armata, która wystrzeliwuje w kierunku Polski. Następuje regularna wojna polsko-rosyjska, która kończy się okupacją Moskwy i ostatecznym wygnaniem polskiej załogi, jest rok 1612.

Był to jedyny moment w historii, kiedy udało się okupować Moskwę tak długo.

Tak, wcześniej udało się to Napoleonowi, jednak został on na Kremlu kilka tygodni, natomiast Polacy prowadzili okupację przez długie miesiące. Wypędzenie Polaków miało miejsce 4 listopada 1612 i od dwóch lat ten dzień jest świętem narodowym. Dwa lata temu świętowano 7 listopada datę rewolucji październikowej. Władzę stwierdziły, że naród przyzwyczaił się do tego, że święto jest w listopadzie i znalazły inną okazję do celebrowania. Dla przeciętnego Rosjanina 4 listopada jest tym, czym dla nas data bitwy pod Płowcami. W tych wydarzeniach tak naprawdę interesujące jest to, że tak mało o nich wiemy. Wydarzenia te bardzo świadomie były zakłamywane. Rosyjscy historycy twierdzą, że wtedy pojawili się specjaliści od politycznego PR. W wyniku tej awantury na tronie Rosji osiadła dynastia Romanowów, która do 1917 roku rządziła Rosją. Chciano stworzyć wspaniałą legendę początków tej dynastii. Realizując spektakl pokazujemy historię kierując się dzisiejszą wiedzą, wrażliwością, dzisiejszym rozumieniem tych wydarzeń.

Skąd pomysł na realizowanie takiego tematu?

Tej zimy jechaliśmy samochodem razem z Miszą Ugarowem, twórcą Teatru.doc i Gruzinami Levanem Tsouladze i Eką Mazmishvilli z Tbiliskiego teatru Piwnica Teatralna. Rozmawialiśmy o naszych krajach i zgodnie doszliśmy do wniosku, że zarówno w Polsce w Rosji, jak i w Gruzji dzieje się to samo - politycy zaczynają manipulować historią, prowadzą tzw. politykę historyczną. Brzmi to trochę orwellowsko, a jest wygodnym dla władzy, niekoniecznie prawdziwym, sposobem narzucenia obrazu dziejów. Myślę, że zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej nasza przeszłość jest przedstawiana tak, aby nas dzielić. Postanowiliśmy zrobić coś wspólnie, na miarę naszych możliwości. "1612" nie jest wydarzeniem przypadkowym - za trzy miesiące odbędzie się premiera superprodukcji pod tym właśnie tytułem, takiego rosyjskiego "Ogniem i Mieczem". Jest to historia przedstawiająca dzielny ród prawosławny, który odparł najazd zdradzieckich Polaków. W tej wielkiej produkcji gra m.in. polski aktor Artur Żmijewski. Film jest finansowany przez Kreml i ma pokazać Rosjanom, jak byli dzielni i czego potrafili dokonać. Wraz z teatrem.doc chcemy szukać małych ludzkich tragedii w sytuacji wojny. Akcja rozgrywa się w roku 1612, ale historie przedstawiane są uniwersalne i mogłyby się zdarzyć w naszych czasach.

Jak wygląda praca na spektaklem?

Aktorzy pracują metodą improwizacji, te improwizacje zaczynały się od sytuacji dzisiejszych. Podczas wojny, kiedy w jednym miejscu tworzą się skupiska mężczyzn, wytwarza się zapotrzebowanie na usługi kobiece określonej natury. Zaproponowaliśmy rozmowy prostytutek rosyjskich z prostytutkami polskimi o podziale rynku. Punkt startu był improwizowany i bardzo współczesny, ale w trakcie były wprowadzane pewne realia siedemnastowieczne. Podobnie scena Michała Opalińskiego, który odegrał swoje przeżycia z Moskwy, kiedy został oskarżony w hotelu o kradzież ręcznika z pokoju. Jest to sytuacja, która mogła się zdarzyć w siedemnastym wieku. Szukaliśmy takiego ludzkiego doświadczenia i ono było podstawą konstruowania scen.

1612 nie jest spektaklem kostiumowym, aktorzy mówią językiem współczesnym, nie występują w siedemnastowiecznych strojach.

Tak, nie mówimy "waszmość pan", nie mamy kołpaków, aktorzy nie podklejają sobie wąsów. Jest to próba dojścia przez siebie, przez swoją zdolność empatii, pojmowania tego, co mogli czuć i myśleć ludzie siedemnastowiecznej Rosji. Drobnym faktem historycznym, powtarzającym się u kronikarzy, jest podjęcie ucieczki przez Dymitra Samozwańca. Przeczuwał on zagrożenie i wyskoczył z okna na Kremlu i złamał sobie nogę. Ten drobny fakt dał podstawę do stworzenia monologu do nogi. Aktorzy zostali postawieni w sytuacji Dymitra, w ciągu kilkunastu sekund, kiedy leży na kremlowskim podwórku i już wie, że nie ucieknie. Jest to ciekawa postać człowieka znikąd, który został na chwilę władcą największego kraju na świecie. Na pewno nie był on cudem ocalałym Dymitrem. W pewnym momencie podjął decyzję i stwarzał się sam. Powiedział: od dziś jestem Dymitrem.

Czym kierowano się podczas wyboru obsady?

Ten spektakl jest współprodukcją polsko-rosyjską. Reżyserujemy wspólnie z Michaiłem Ugarowem i z Rusłanem Malikowem. Scenariusz też tworzony jest wspólnie, pisze go Jelena Gremina wraz z nami i aktorami. Obsada jest mieszana, aktorzy rosyjscy to osoby związane z teatrem.doc, aktorzy polscy to aktorzy z grupy Ad Spectatores. Każdy gra kilka ról i są to bardzo często role, które sam tworzy. My podpowiadaliśmy pewne sytuacje i postacie. W siedemnastowiecznej Rosji popularne były wiedźmy, przepowiadające przyszłość i rzucające uroki, w tym czasie w Polsce radzono się astrologów. Zaproponowaliśmy spotkanie wiedźmy z polskim astrologiem. Ciekawa jest postać Maryny Mniszech. Bardzo chciała być carycą, w ciągu dwóch i pół roku trzykrotnie rozpoznawała Dymitrów. Koniec jej życia był tragiczny, trafiła do więzienia, gdzie urodziła dziecko, które jej odebrano i powieszono na bramie kremlowskiej. Maryna znalazła kawałek drewna, który kołysała, przewijała i uważała za swoje dziecko. Władze również zabrały jej ten kawałek, posądzając ją o ukrywanie w nim listów z Polski. Maryna popełniła samobójstwo rozbijając sobie głowę o ścianę, miała wtedy 26 lat. Według rosyjskiej legendy Maryna zamieniła się w srokę i pofrunęła do Polski. Zaproponowaliśmy aktorkom monologi Maryny, jak zostaje się sroką. W spektaklu pokazujemy dwie społeczności ludzi w sytuacji wojny, podczas której tak naprawdę wszyscy przegrywają.

Teatr.doc jest twórcą jednego z najpopularniejszych nurtów teatru rosyjskiego, teatru dokumentu. Jak doszło do współpracy z jego twórcami?

Teatr.doc istnieje w Moskwie 5 lat. Bezpośrednim impulsem jego powstania były warsztaty przeprowadzone przez londyński teatr Royal Court, który pokazywał metodę verbatimu, czyli dosłownego zapisu rzeczywistości. Wtedy Michaił Ugarow i grupa młodych ludzi stworzył Teatr.doc. Od początku prezydentury Putina nastąpiło osłabienie wolnych mediów, nie ma oficjalnej cenzury, natomiast przez zabiegi finansowo administracyjne zmarginalizowano, albo spowodowano upadłość mediów, które nie są przychylne. Teatr.doc jest jednym z nielicznym ośrodków, gdzie spychane prawdy są wypowiadane głośno.

Czy twórcy mają z tego powody problemy ze strony władz?

Tak. Są pozbawiani wielu dotacji, przez co utrudnia się realizacje spektakli. Ważnym momentem była premiera spektaklu opowiadającego o wydarzeniach w Biesłanie "Wrzesień.doc". Są to wypowiedzi Rosjan, Czeczenów, Osetyńsców. Głos ma każdy, inaczej niż w rosyjskiej prasie, która cześć informacji usuwa. Podoba mi się motto teatru.doc i to jest powód, dla którego zaprzyjaźniłem się z nimi. Ugarow, który jest wybitnym dramaturgiem, powołując Teatr.doc, powiedział: potrafię napisać sztukę, ale teraz chodzi mi o to, żeby zabrzmiały głosy innych ludzi, bo prawdziwe życie jest stokroć ciekawsze niż to, co możemy wymyśleć siedząc przy biurku. Jest to przygoda ze światem i z innymi ludźmi. Moja współpraca z teatrem.doc zaczęła się, gdy pracowałem w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, tłumaczyłem ich teksty, zorganizowałem pierwszy występ poza Rosją. Teatr.doc współpracuje z Ad Spectatores w ramach festiwalu Wrocław Non Stop.

Michaił Ugarow powiedział: "By być aktorem czy reżyserem trzeba przestać być aktorem i reżyserem". Jak rozumiesz i interpretujesz te słowa? Czy to zdanie stanowi punkt wyjścia w twórczych poszukiwaniach i podczas realizacji własnych projektów?

Robiąc spektakl nie bawimy się konwencjami, nie pokazujemy swojego mistrzostwa w konstruowaniu scen czy postaci, ale mówimy o swoim stosunku do świata. Konwencja jest konwencją, jest wyborem, postawieniem nacisku na pewne sprawy, wyrzuceniem za nawias pewnych problemów. Często wiedza, którą posiadamy, którą wbito nam w szkole: jak należy opowiadać, co jest teatralne, a co nie jest teatralne przeszkadza nam powiedzieć prawdę. Nie można bać się zarzutów, że to nie jest teatr.

Czy spotykacie się z zarzutami dotyczącymi teatralności wystawianych spektakli?

Nie mieliśmy takiego doświadczenie w Polsce, natomiast w Rosji na festiwalu Nowa Drama graliśmy spektakl w reżyserii Anny Ilczuk "Wielkie Żarcie", verbatim z życia twórców telewizji. W Polsce jest to spektakl odbierany jako absurdalna wesoła komedia, gdzie publiczność bawi się znakomicie. Graliśmy to w Moskwie w centrum Meyerholda przed wielką festiwalową widownią. Sala podzieliła się na połowę. Było to coś nieprawdopodobnego. Z jednej strony były oklaski i wyczuwalna przez aktorów nić porozumienia, a z drugiej strony trzaskające krzesła, demonstracyjne wychodzenie. Przez część publiczności zostaliśmy uznani za nie teatr, bo w teatrze inaczej niż w życiu nie mówi się brzydkich słów, nie pokazuje się pewnych rzeczy.

Analizując twórczość poszczególnych grup teatralnych w Polsce czy można wskazać ludzi, których twórczość będzie polskim odpowiednikiem Teatru.doc?

W Polsce najważniejszą próbą była inicjatywa Teatru Wybrzeże, był to projekt "Szybki Teatr Miejski". Powstało wówczas sześć małych spektakli, gdzie usiłowano posługiwać się metodą verbatimu. Jest to sztuka zadawania właściwych pytań, czyli pytań, które przedrą się przez publiczny wizerunek, przez poprawne polityczne opinie naszych rozmówców i dotrą do prawdy o nich. Myślę, że jest to bardzo trudne i jak dotąd nie widziałem udanych realizacji.

********************************************************

Teatr.doc jest twórcą jednego z najpopularniejszych nurtów teatru rosyjskiego. Został założony w roku 2002 przez Jelenę Grieminę, Michaiła Ugarowa i Aleksandra Rodionowa pod wpływem twórczości londyńskiego Royal Court Theatre. Twórcy podejmują tematy "niewygodne" dla władzy, takie jak wojnę czeczeńską ("Wrzesień.doc") czy sytuację w zakładach karnych (Zbrodnie namiętności) i w służbie zdrowia (Doc.tor).
Teatr.doc jest reprezentantem teatru dokumentalnego, tworzy w oparciu o verbatim - technikę polegającą na zbieraniu materiałów podczas rozmów aktorów i realizatorów, pracujących nad spektaklem. Tekst i kreacja postaci są wypadkową wspólnych poszukiwań twórczych, które mają swoje bezpośrednie odniesienie do rzeczywistości. Aktorzy poprzez improwizację stają się odgrywanymi przez siebie postaciami, nie ma tekstu scenariusza, który determinuje grę, jest to swoiste "przeżywanie tekstu", powstającego w trakcie analizy bohaterów sztuki. Teatr dokumentu próbuje odpowiedzieć na pytania, które czasem boimy się zadać.

(Magdalena Piekło, „Krzysztof Kopka: Nie mówimy waszmość pan”. Kulturaonline.pl, 27.08.2007)
Udostępnij

Szukaj

Kłapanie dziobem

Archiwum

<< < sierpień 2007 > >>
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
28 29 30 31    

Zaloguj

Statystyka

Dzisiaj8
WSZYSTKIE1210478
Informacje o plikach cookie
Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...