Uskrzydleni teatrem. „Jak ptaki…” w Jarocinie

  • Drukuj
„Kto nie marzy, ten nie żyje!”. To pierwsze i ostatnie słowa, jakie padają w spektaklu, który - z pomocą ekipy legnickiego Teatru Modrzejewskiej - jarocińska młodzież przygotowała i dwukrotnie wystawiła na zakończenie teatralnych półkolonii „Lato w teatrze”. Dwukrotnie też publiczność w Pałacu Radolińskich nagrodziła zespół wykonawców gorącymi oklaskami. Zasłużenie.

Na zdrowy rozum rzecz wydaje się niewykonalna. Jak bowiem z dość przypadkowo zebranego grona młodych i bardzo młodych półkolonistów, uczniów podstawówek, gimnazjów i liceów, z których zdecydowana większość nigdy nawet nie była w teatrze, stworzyć teatralny zespół, który w ciągu niewiele ponad tygodnia zajęć przygotuje od podstaw, a potem zaprezentuje publiczności gotowe 40.minutowe przedstawienie? Amatorskie rzecz jasna, ale kompletne, powtarzalne i noszące wszelkie cechy najprawdziwszego teatralnego spektaklu.

Uczestnikom jarocińskiego „Lata w teatrze” (i - rzecz jasna - ich artystycznym opiekunom) to się udało. „Jak ptaki…" to przedstawienie z własnym oryginalnym scenariuszem, zwarte, logiczne i bezpretensjonalne, ze scenkami aktorskimi indywidualnymi i zbiorowymi, pełne scenicznego ruchu z elementami tańca, a do tego – co niektórzy z oglądających zauważyli dopiero opuszczając widownię, kręcąc wówczas głowami z niedowierzaniem i podziwem - z muzyką, wykonywaną przez zaimprowizowany, ośmioosobowy dziecięco-młodzieżowy zespół, graną w spektaklu na żywo!

Różnie poszukiwano wytłumaczenia dla tytułu i głównego przesłania przedstawienia. Z uwagi na miejsce, w którym odbywały się teatralne warsztaty, wiązano je legendą Jarocina („Free-Wolne Miasto” to logo miejscowości) – miasta festiwali muzyków rockowych, młodzieżowego wołania o wolność i buntu przeciw zakłamaniu, zniewoleniu i całej (socrealnej, a niekiedy surrealnej) rzeczywistości PRL lat 80. minionego stulecia. Jeśli jednak ten motyw był inspiracją, to raczej (a może nawet wyłącznie) dla teatralnych przewodników uczestników warsztatów, niż ich samych urodzonych już w wolnej Polsce. Nic dziwnego, że żartobliwa interpretacja tytułu odwoływała się raczej do prowadzących zajęcia trzech Kormoranów (muzycy) i jednego Żurawia (dziennikarza), albo radośnie rozwrzeszczanych uczestników zajęć, którzy (zwłaszcza podczas posiłków) przypominali stado szpaków objadających czereśniowe drzewo.

Przedstawienie, które zobaczyliśmy, dotykało spraw jak najbardziej współczesnych i ponadczasowych zarazem. Ważnych i bolesnych dla wszystkich kolejnych pokoleń nastolatków i - co ważne (bo nadawało mu siłę wiarygodności i szczerości) - rówieśników jego współautorów i wykonawców. W tym sensie było uniwersalne zarówno co do treści, jak i miejsca („równie dobrze można je wystawić w Borach Tucholskich, jak i na Jamajce” – celnie zauważył Artur „Gaja” Krawczyk z Kormoranów).

Początek jest jak koszmarny sen. Młodzieńca siedzącego wśród widzów nawiedzają postaci w ptasich maskach (najmłodsze dzieci na widowni są przerażone, jeden dwulatek płacze, inny chowa się w maminych ramionach). Wyciągają go na scenę. Dochodzi do egzekucji, bo przecież i tak „Kto nie marzy, ten nie żyje!”. W kolejnych – już realistycznych - epizodach przyjaźń, lojalność, zaufanie poddawane są trudnym próbom w świecie zakazów, nakazów i regulaminów. Na pierwszej randce („Rodzice zakazali…”), w szkole („Uczeń ma obowiązek…”), w rodzinie („Mamo, proszę cię…”), czy w kościele (zabawna parodia litanii).

Nie jest to jednak świat przesłodzony i wyidealizowany, w którym dobro i racja są wyłącznie po stronie młodych. Przeciwnie. Widzimy, że relacje rówieśnicze także odbiegają od ideału, że przyjaźń może być nieszczera i interesowna, że przyjaciel może być oszustem i złodziejem, głupia plotka akceptowaną normą, że zniewolonym można być przez grupę rówieśników, która nie akceptuje indywidualności („Każdy chce mieć własnego niewolnika”).

Gorzko i autoironicznie brzmią cytaty z Kazika Staszewskiego: „Wolność. Po co wam wolność? Macie przecież telewizję…” (młodzi muzycy dopisali także własne słowa do tej piosenki) wyśpiewane w rytmie hip-hopu. Nie oszczędzono także skłonności młodych do konformizmu, noszenia masek, do życia i zachowań na pokaz („Raz, dwa, trzy… - ktoś na ciebie patrzy!”).

Wydawać by się mogło, że tak przedstawiony świat to już tylko beznadzieja. Coś jednak pęka. Muzyka nabiera mocnych rockowych akcentów. Rodzi się niezgoda. „To bunt jest motorem działań ludzkich” – słyszymy. Młodzi aktorzy tworzą zamknięty krąg do walki (to roda, rytuał wywodzący się z coraz modniejszej capoeiry – wyraźny ślad zainteresowań choreografki spektaklu). Muzyka staje się coraz mocniejsza. Nie! Nie! Nie…! – słyszymy raz za razem, coraz głośniej, podczas bardzo dynamicznego tańca imitującego walkę.

Nadchodzi przemiana. Młodym, jak zahipnotyzowanym, rosną skrzydła. „Kto nie marzy, ten nie żyje!” – usłyszymy zanim wszyscy wybiegną ze sceny. Jak ptaki odlecą do innego świata (epilog spektaklu w parkowym plenerze odgrywali przebrani w upiorne ptasie stroje i maski, wyposażeni w skrzydła i instrumenty uczestnicy zajęć scenograficznych i dziennikarskich).

Łapię się na tym, że nie Jarocin, nie rockowe festiwale, przychodzą mi na myśl, gdy przedstawienie dobiega końca. „Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy; Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem…”. Tak właśnie! Mickiewicz i pamiętana jeszcze ze szkoły „Oda do młodości”. Pytam o to dziewczyny z grupy dziennikarskiej. – Nie, nie znamy tego – słyszę. Identycznie reagują ich rówieśniczki z innych grup (na 41 uczestników warsztatów 39 to dziewczyny!).

Premierowe przedstawienie (12 czerwca) oglądało ok. 120 widzów (drugie przedstawienie, które odbyło się następnego dnia, nawet nieco więcej). Byli wśród nich m.in. dyrektor Teatru Modrzejewskiej Jacek Głomb, wiceburmistrz Jarocina Robert Kaźmierczak i przedstawicielka Instytutu Teatralnego w Warszawie Marta Jarząbek. W większości byli to jednak rodzice, krewni i znajomi uczestników teatralnych warsztatów. Brawa były zatem gorące, a na twarzach i w podsłuchanych komentarzach wyraźne były duma i satysfakcja. Ale najgłośniej i najbardziej spontanicznie cieszyli się sprawcy i uczestnicy tego wydarzenia.

Zgodnie z teatralnym obyczajem premierę zakończył bankiet. W parku Pałacu Radolińskich zapłonęło ognisko, pieczono kiełbaski i ziemniaki, śpiewano i tańczono. Tak jakby spektakl trwał nadal przeniesiony jedynie na kolejną scenę… Tylko komary zachowywały się jak zwykle – cięły niemiłosiernie.

Grzegorz Żurawinski



Powiedzieli po premierze:


Jacek Głomb, dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy: - Podobało mi się. Ale nie to jest najważniejsze. Cenne jest to, że ten spektakl – choć pod naszą opieką – powstał jako dzieło zbiorowe, także dzięki temu wyjazdowemu spotkaniu do jakiego doszło w Jarocinie. Nic tu nie było gotowe, bo przedstawienie stworzono ze wspólnych rozmów z uczestnikami warsztatów, z ich pomysłów, z prób które odbywali pod okiem zawodowców. Najważniejsze jednak, że ci młodzi ludzie mieli okazję pracy w teatralnym zespole, do życia teatrem i radości, jaka może temu towarzyszyć. Do uczestniczenia w innym życiu.

Robert Kaźmierczak
, wiceburmistrz Jarocina: - Mam nadzieję, że ta wakacyjna zabawa w teatr nie skończy się na „Lecie w teatrze”, za które bardzo dziękuję. Tym bardziej, że mamy w Jarocinie kilka amatorskich grup teatralnych cierpiących na wielki brak chętnych do tworzenia przedstawień i występowania na scenie. Zwłaszcza chłopców…


Lato w teatrze Jarocin 2010
"Jak ptaki..."


Współtwórcami spektaklu byli: Bartosz Bulanda (reżyseria), Aneta Zwierzyńska (współreżyseria i choreografia), Piotr Tetlak (scenografia i kostiumy) oraz muzycy zespołu Kormorany: Piotr „Bluesman” Jankowski, Artur „Gaja” Krawczyk i Krzysztof „Konik” Konieczny. Film: Krzysztof Pawlik, zdjęcia: Karol Budrewicz, obsługa prasowa i promocja: Grzegorz Żurawiński. Koordynacja warsztatów: Joanna Rostkowska. Wykonanie (aktorzy, muzycy, kostiumy i maski): uczestnicy zajęć „Lata w teatrze” Jarocin 2010.

Organizacja: Teatr Modrzejewskiej w Legnicy. Finansowanie: Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie oraz samorząd miasta Jarocina. Wsparcie pedagogiczne, organizacyjne i techniczne: Zespół Szkół nr 5, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy oraz Jarociński Ośrodek Kultury.