Konkrety.pl: Legnica w dniach prawdziwej „Operacji Dunaj”

  • Drukuj
Jakie było znaczenie Legnicy dla „Operacji Dunaj”? Jak wyglądało miasto radzieckiego sztabu i garnizonu w sierpniu 1968 roku? O tym pisze w swoim tekście Wojciech Kondusza. Do tych właśnie wydarzeń i udziału polskich żołnierzy w interwencji nawiązuje polsko-czeska komedia filmowa w reżyserii Jacka Głomba pt „Operacja Dunaj”. Z proponowanym spojrzeniem na nie z punktu widzenia „polskich okupantów” legniczanie będą mieli okazję zapoznać się już 5 sierpnia podczas premierowej projekcji w kinie Helios.

21 sierpnia 1968 r. w garnizonie radzieckim w Legnicy panowała cisza. Kwadrat i koszary opustoszały. Nie było ani jednego żołnierza. Tylko na lotnisku był ruch, słychać było kołujące i wzlatujące samoloty. Rok czy dwa lata temu nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. W miesiącach letnich żołnierze zwykle przebywali na ćwiczeniach poligonowych. Niedawno, bo w połowie lipca, właśnie z takich ćwiczeń wrócili, które przez miesiąc odbywały się na terytorium Czechosłowacji z udziałem wojsk państw Układu Warszawskiego i nosiły kryptonim „Szumawa”. Oficerowie przywieźli z nich dla żon i dzieci różne upominki. Dla siebie zaś pneumatyczne pistolety podobne do parabelum, na kupno których w Czechosłowacji nie potrzebne było pozwolenie.

Tym razem było inaczej. Inna też była ta cisza. Pełna napięcia i lęku. Od wielu tygodni w gazetach codziennie dostarczanych z Moskwy, w telewizji i radiu pisano i mówiono o przemianach zachodzących w Czechosłowacji, które mogą doprowadzić do obalenia ustroju socjalistycznego. Na licznych naradach i spotkaniach przywódców „warszawskiej piątki” żądano od władz Czechosłowacji zdecydowanego „rozprawienia się z kontrrewolucją”, zwalczenia „sił prawicowych”, „burżuazyjnych”. Jednocześnie ostrzegano: „Nie pozwolimy, aby wrogie siły zawróciły Wasz kraj z drogi socjalizmu i spowodowały niebezpieczeństwo odłączenia się Czechosłowacji od wspólnoty socjalistycznej”.

W legnickim sztabie Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej odbywały się nieustanne narady dowódców wojsk Układu Warszawskiego. Jednostki były postawione w stan gotowości bojowej. Frontowe „ćwiczenia” sztabowe, zapoczątkowane w czerwcu, kontynuowano  pod nowym kryptonimem „Pochmurne lato 1968”. Stanowiły one, jak się niebawem okazało, przygotowanie do inwazji na Czechosłowację, celem której miało być przywrócenie panowania radzieckiemu systemowi politycznemu.

 Od 29 lipca wojska interwencyjne znajdowały się na pozycjach wyjściowych do ataku. W Legnicy umieszczono sztab Grupy Armii „Północ”, którą dowodził gen. Armii Iwan Pawłowski. Miała ona wkroczyć do Czechosłowacji z terenu Polski i NRD, opanowując północne i zachodnie Czechy. W jej skład wchodziła 2 Armia Wojska Polskiego, sformowana  specjalnie dla tego celu z jednostek Śląskiego Okręgu Wojskowego. Dowodził nią gen. brygady Florian Siwicki.

Decyzja o wkroczeniu do Czechosłowacji zapadła na Kremlu w dniach 15-17 sierpnia. Interwencji nadano kryptonim Operacja „Dunaj”. Rozpoczęła się ona 20 sierpnia o godz. 23.00. Na terytorium Czechosłowacji wkroczyły wojska ZSRR (25 dywizji), Polski (4 dywizje.

Jednostki Wojska Polskiego liczyły 26 tys. żołnierzy, 600 czołgów, 450 dział i 3 tys. samochodów), Węgier (1 dywizja) i Bułgarii (1 pułk zmotoryzowany), łącznie ponad 250 tys. żołnierzy i ok. 6500 czołgów. Następnego dnia przed południem żony oficerów radzieckich zebrały dzieci i razem ze wszystkimi, którzy pozostali w opustoszałych miasteczkach wojskowych, siedziały w milczeniu oczekując, że coś się wydarzy. I stało się to, czego najbardziej się obawiały. Śmigłowce zaczęły do szpitala przywozić pierwszych rannych i zabitych żołnierzy.

W mieście, w dniach poprzedzających inwazję, na ulicach panował wzmożony ruch pojazdów wojskowych i sztabowych czajek. W pobliżu jednostek radzieckich stały kolumny samochodów transportowych i czołgów z załogami w polowych mundurach. W centrum Legnicy zauważyć można było oficerów „bratnich” państw i większą ilość patroli.

Dla legniczan obserwujących tę niecodzienna sytuację, możliwość zbrojnego stłumienia reformatorskich dążeń do „socjalizmu z ludzką twarzą” w CSRS (Praskiej Wiosny) stawała się coraz bardziej realna. Obawiali się najgorszego, nawet wybuchu nowej wojny. Przyciszonym głosem wymieniali się ze znajomymi dręczącymi ich obawami o przyszłość. Starsi mieszkańcy gromadzili zapasy artykułów żywnościowych, przede wszystkim mąki, cukru, kaszy, soli. Niektórzy podejmowali wkłady oszczędnościowe w placówkach PKO. Gdy inwazja, o której przecież się mówiło, stała się faktem, nie kryli szoku. Być może do końca się łudzili, że to tylko demonstracja siły i do pacyfikacji Czechosłowacji nie dojdzie. Tym bardziej, że przywódca komunistów czechosłowackich Alexander Dubèek zobowiązał się w Moskwie do ustępstw.

W pierwszych dniach po agresji do rozpoznawania nastrojów społecznych przystąpiła Służba Bezpieczeństwa. W meldunkach wydziałów operacyjnych odnotowano, że zainteresowanie sytuacją w Czechosłowacji jest duże, a interwencję w licznych wypowiedziach ocenia się jako „bezprawną”, „najazd”, „napaść”, „okupację”, „wielkie świństwo”, „pogwałcenie suwerenności”, „zbrodnię”, „bandyckie wtargnięcie do domu”, „bezprawne panoszenie się ZSRR w innych krajach”, „przejaw draństwa”.

Z wypowiedzi komentujących udział Wojska Polskiego w inwazji odnotowano te, które mówiły o „wstydzie” i „zhańbieniu polskiego munduru” oraz o „skompromitowaniu się Polski wobec Czechów i świata”. Tydzień po inwazji w raportach można było przeczytać, że „konieczność rozlokowania wojsk UW uzyskuje stopniowo aprobatę wśród społeczeństwa. Zmiana nastawienia wynika z przeprowadzonej akcji wyjaśniającej”. Antyczechosłowacka propaganda zrobiła zatem swoje.

W tym czasie nowa grupa osób stała się przedmiotem rozpoznania – Polacy powracający z pracy w Czechosłowacji. Od nich agenci dowiedzieli się o „nieprzychylnym” stosunku obywateli CSRS do Polaków, nie obsługiwaniu ich w sklepach, szykanowaniu, wyzywaniu („polskie świnie”), zwalnianiu z pracy, udzielaniu fałszywych informacji na stacjach kolejowych, z których miało wynikać, że „granica jest zamkniętą i obstawiona przez wojska okupacyjne”, a w pociągach były ulotki i nalepki o barwach CSRS, na których był napis „Pravda zvitìzi” (Prawda zwycięży) oraz kółko z drutu kolczastego. W październiku wycofano wojska interwencyjne. Na terytorium Czechosłowacji pozostali jedynie żołnierze sowieccy.

Do wydarzeń „Praskiej Wiosny” i udziału żołnierzy WP w interwencji nawiązuje polsko-czeska komedia w reżyserii Jacka Głomba pt „Operacja Dunaj”. Z proponowanym spojrzeniem na nie z punktu widzenia „polskich okupantów” legniczanie będą mieli okazję zapoznać się 5 sierpnia.

(Wojciech Kondusza, „„Bratnia” pomoc”, Konkrety.pl, 29.07.2009)