Wojcieszek i „Swietłana” w listopadowym Dialogu

  • Drukuj

Wrocławski filmowiec, dramatopisarz oraz reżyser w kinie i teatrze Przemysław Wojcieszek, który na scenie debiutował 15 lat temu w Legnicy, jest główną postacią listopadowego numeru miesięcznika Dialog. W piśmie opublikowano także tekst jego najnowszej sztuki „Swietłana”, którą napisał w czasie zarobkowego pobytu w Berlinie. I właśnie w stolicy Niemiec w grudniu br. dojdzie do premiery dramatu.


„Swietłana” to na poły biograficzna, na poły fikcyjna wielowątkowa opowieść o współczesnej Polsce, o emigracji w czasach otwartych granic, o próbach zachowania artystycznej niezależności podczas kryzysu demokracji, o bliskości, a zarazem trudnościach w porozumieniu pomiędzy Polakami, a Niemcami. Opowieść o Swietłanie jest rozpięta pomiędzy komizmem, groteską, a pełną melancholii refleksją na temat stanu współczesnej Europy i Polski. Premiera „Swietłany” odbędzie się 20 grudnia 2019 roku w znanym i zasłużonym Club der Polnischen Versager  i zainauguruje działalność Teatru Polskiego w Berlinie.

„Swietłaną” Przemysław Wojcieszek próbuje opowiedzieć berlińczykom Polskę. I nie jest to krzepiąca baśń z happy endem, jedna z tych, do których przyzwyczaił nas twórca Made in Poland. Przyzwyczaił nas też do nagłych wolt i ostrych diagnoz, wypowiadanych zdecydowanym tonem. Do zwrotów z kina w stronę teatru i z powrotem. Do tego, że tezę, której jeszcze niedawno bronił z zapałem, potrafi nagle zakwestionować – pisze w Dialogu Magda Piekarska („Buntownik z wyboru”).

„Polski artysta jeździ po Berlinie jako kierowca ubera.  Źle zarabia i daje upust swojej frustracji w monologach prowadzonych za kółkiem. Na innym planie rozpada się jednak jego związek i ubywa powodów, by wracać, zwłaszcza że w Polsce za konserwatywnych rządów nie ma już szans na swobodne uprawianie sztuki. Bohater wozi różnych ludzi, a najbardziej tajemniczą pasażerką jest prostytutka Swietłana, jedyna, z którą nie wolno mu rozmawiać. Nic dziwnego, że się w niej zakochuje...  Gniewny, zaangażowany i zabawny tekst” – anonsuje sztukę wydawca miesięcznika, w którym znajdziemy tekst dramatu. Całość uzupełnia rozmowa z autorem („Swietłana to mój teatr”).

- Wolę wozić ruskie prostytutki, niż pracować dla TVP – mówił w maju br. Przemysław Wojcieszek, który przez kilka miesięcy pracował w Berlinie w rozmowie z Dawidem Karpiukiem z Newsweeka. - Tu mam do czynienia z prawdziwym życiem, o którym potem mogę pisać. Nie chciałem skończyć jak moi koledzy – wdzięczyć się do TVP, żeby mi dali kręcić jakieś swoje gówno, a wieczorami płakać na Zbawiksie, jakie to PiS jest złe. - Nie wyobrażam sobie współpracy z żadnym pisowskim medium. I nie wyobrażam sobie kręcenia gówna. Zamiast tego rozwożę ruskie prostytutki po klientach, a po pracy piszę. Oczywiście: jestem klasycznym Polakiem i zawsze nim będę. Wystarczy, że wyjadę i płaczę za Polską. Ale też muszę od niej odpocząć. I od tego narodu, żeby go nie znienawidzić. Bardzo tego nie chcę – dodawał w tej rozmowie.

Konsekwentny w swoich wyborach indywidualista czy uparty kabotyn? Wojcieszek jest w polskim kinie i teatrze postacią tyleż fascynującą, co kontrowersyjną. Od kilkunastu lat udaje mu się kroczyć własną drogą, nie schodzić na kompromisy i tworzyć swój własny, autorski świat. Podejrzewam, że tak naprawdę w jego głowie nie ma podziałów na film i teatr. Wojcieszek jest twórcą integralnym. Spektakle teatralne wykluwały się ze scenariuszy filmowych, regularne dramaty zmieniały w kino – pisał dziewięć lat temu Łukasz Drewniak w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Przemysław Wojcieszek (1974), autor takich filmów jak: „Zabij ich wszystkich”, „Głośniej od bomb”, „W dół kolorowym wzgórzem”, „Doskonałe popołudnie”, „Sekret”, „Knives Out”,  zadebiutował na scenie w legnickim teatrze jesienią 2004 roku sztuką „Made in Poland”, która przyniosła jemu, teatrowi i aktorom wiele nagród, w tym Grand Prix Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. We wrześniu 2005 roku sztukę bezpośrednio transmitowano dla TVP Kultura z legnickiej Sceny na Piekarach. W Legnicy wystawił także trzy inne autorsko wyreżyserowane dramaty: „Osobisty Jezus” (2006), „Była już taka miłość, ale nie ma pewności, że to była nasza” (2008), „Hymn narodowy” (2016).

Aktualnie, wraz z legnickimi aktorami (Paweł Palcat, Albert Pyśk, Mateusz Krzyk), pracuje nad drugim odcinkiem serialu „Czarne Pola”, na który pieniądze gromadzi ze zbiórki publicznej wspomagając ją własnymi środkami pochodzącymi z pracy w Berlinie.

Grzegorz Żurawiński