e-teatr.pl: Magda Drab w Toruniu poza konkursem

  • Drukuj

Piąta edycja Festiwalu Debiutantów Pierwszy Kontakt w Toruniu dowiodła, że teatr współtworzony przez artystów młodego pokolenia jest nie tylko wyjątkowo zróżnicowany, ale także wpatrzony w otaczającą nas rzeczywistość. Poza konkursem pokazano na nim monodram legnickiej aktorki Magdaleny Drab „Curko Moja Ogłoś To – rytmizowany biuletyn z wystawy Marii Wnęk”. Pisze Barbara Pitak-Piaskowska z Nowej Siły Krytycznej.


Tegorocznej edycji Pierwszego Kontaktu przyświecało hasło "Krzyk". Sformułował je Paweł Paszta, dyrektor artystyczny Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu, czyli organizatora Festiwalu Debiutantów. Słowo to miało na celu podkreślić wysiłek, jaki często podejmują młodzi twórcy by wybić się na samodzielność. Ów krzyk jest symbolem potrzeby bycia dostrzeżonym w momencie zawodowego debiutu, który w karierze każdego artysty jest czasem pełnym silnych emocji i nadziei.

W trakcie tygodniowego programu można było zobaczyć piętnaście spektakli z różnych zakątków Polski, z których dwanaście wzięło udział w konkursie. Poza rywalizacją pokazano dwa toruńskie spektakle "Aktorów prowincjonalnych" w reżyserii Damiana Josefa Necia (debiut reżyserski) i "Ustawienia ze świętymi" Agaty Dudy-Gracz oraz monodram Magdaleny Drab, czyli przedstawienie Teatru Zamiast "Curko moja ogłoś to". Określono je mianem "rytmizowanego biuletynu z wystawy Marii Wnęk", gdyż scenariusz powstał na motywach wziętych z obrazów tej malarki. Trwający niespełna godzinę spektakl odbył się w kameralnej przestrzeni foyer, co sprawiło, że użyte w nim środki wyrazu (na przykład teatr cieni) i sama aktorka byli blisko widza, który ani przez moment nie mógł czuć się znudzony. Przedstawienie Dudy-Gracz był swoistym powitaniem widzów. Reżyserka określiła je jako "performance, zdarzenie teatralne", intensywna praca warsztatowa, w efekcie której podział na widownię i scenę został zniesiony. Scenariusz opiera się "na żywotach świętych, ich legendzie zderzonej z prozą życia", natomiast tym, co stało u jego podstaw było spotkanie. Uczestnicy/widzowie spacerowali pośród aktorów, z których każdy (za sprawą makijażu i kostiumu) przedstawiał innego świętego. Każdy widz, jeśli chciał, mógł spotkać się ze świętym, wysłuchać tego, co ma do powiedzenia bądź też po prostu obserwować z boku. O zaangażowaniu w sytuację widz decydował indywidualnie. Reżyserce i aktorom udało się w tym kreowanym dowolnością spotkaniu stworzyć wyjątkową atmosferę bliskości i jedności.

Cykl konkursowych pokazów otworzył spektakl "7 minut" (na zdjęciu) w reżyserii, scenografii i opracowaniu muzycznym Adama Biernackiego z Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. Sztuka autorstwa Davida Desoli zderza starość z młodością w tonie Gogolowskiego pytania: "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!". Wszystko w tym spektaklu jest poprawne, ponieważ tym, co go prowadzi jest świetnie napisany tekst. Dzięki przejrzystości i prostym, wręcz klasycznym rozwiązaniom, przedstawienie nabiera urzekającej formy groteski. Maciej Grzybowski jako Pan Bezan, doświadczony pracownik magazynu jachtowych masztów, jest pocieszny w skonwencjonalizowanej interpretacji osoby, która lada dzień przechodzi na emeryturę. Debiutujący w roli Foka Jakub Łopatka zgrabnie skonstruował postać żwawego młodzieńca, który burzy panujący od lat w magazynie spokój. "7 minut" to zabawne, przyjemne i mądre przedstawienie.

Toruński akcent konkursowy to "Natan mędrzec" w reżyserii debiutanta Piotra Kurzawy. Głębokie humanistyczne przesłanie o potrzebie wzajemnej akceptacji i szacunku niezależnie od wyznawanej religii czy pochodzenia Gotthold Ephraim Lessing zbudował na formule spotkania reprezentantów chrześcijaństwa, judaizmu, islamu. Kurzawa tak zmyślenie poprowadził sceniczną narrację, że specyficzny osiemnastowieczny język dramatu, a także kontekst wypraw krzyżowych, nie odstręczają widza.

Dwa spektakle w programie powstały na bazie tekstów Iwana Wyrypajewa. Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku przyjechał z "Tlenem" w reżyserii debiutującej Aleksandry Skorupy. W klaustrofobicznie małej, sterylnie białej przestrzeni rozgrywa się dramat mężczyzny, który zabił żonę. Przestrzeń może symbolizować salę w szpitalu psychiatrycznym bądź świat jego wyobraźni. Tekst wybrzmiewa w ustach Wojciecha Marcinkowskiego niczym muzyka, a efekt ten jest spotęgowany przez rockowe granie Ze Velocipedes. "Pijanych" Wyrypajewa przedstawił z kolei Teatr Współczesny ze Szczecina. Spektakl w reżyserii i muzycznym opracowaniu Norberta Rakowskiego to feeria z pozoru nic nieznaczących pijackich bełkotów, za którymi kryje się prawda o nas samych. Za sprawą scenografii oraz kostiumów mamy nieodparte wrażenie, że bierzemy udział w przyjęciu, które wymknęło się spod kontroli. Bohaterowie pozbawieni wszelkich hamulców, na czele z Laurenzem (debiutujący Konrad Eleryk), stają się do bólu (wręcz organicznie) szczerzy, stawiając pytanie o to, czy żyjąc w przepełnionym sztucznością i pozorami świecie można być prawdziwym.

Aż trzy premiery zaprezentował Teatr Ludowy z Krakowa. W "Hańbie" Johna Maxwella Coetzee w adaptacji i reżyserii Marcina Wierzchowskiego debiut aktorski miała Marianna Zydek. To intymne, stworzone bardzo realistycznymi środkami przedstawienie, w którym dzieje się sporo. Czasami wręcz za dużo. Odniosłam wrażenie, że obszerny materiał stał się dla Wierzchowskiego kłopotliwą studnią bez dna. Widać wyraźnie, że reżyser miał ogrom pomysłów, jednak ich wcielenie w sceniczne życie dało efekt odwrotny od zamierzonego. Akcja dzieje się w kilku miejscach, czasem jednocześnie, a tym, co ma pomagać widzowi nadążać za wydarzeniami są kostiumy i elementy scenografii adaptowane w zależności od sytuacji. Poczucie kompozycyjnego i fabularnego zaburzenia wzbudził także spektakl w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej. W "Sędziach" zadebiutowali Weronika Kowalska w roli Jewdochy i Cezary Kołacz w roli Natana. Dramat Stanisława Wyspiańskiego został mocno okrojony a sensy zmodyfikowane - całkowicie brak kontekstu kulturowo-religijnego, co zapewne miało zuniwersalizować historię. Widzowie siedzą na scenie, co nie wpływa na lepszy odbiór spektaklu. Należy jednak podkreślić, że Kowalska i Kołacz, swoją pracę wykonali rzetelnie. Młodość dała o sobie znać także w spektaklu "Panna Julia" Augusta Strindberga. Aktorzy - Roksana Lewak, Maja Pankiewicz i Krystian Pesta - a także reżyser, Radosław Stępień, stawiają pierwsze kroki w zawodzie. Opowiedziana przez nich historia młodej kobiety z wyższych sfer, wchodzącej w miłosno-erotyczną relację z chłopakiem z ludu, przybrała mocno współczesny charakter. Uniwersalny konflikt płci i klas społecznych został opowiedziany przez pożądanie. O ile na uznanie zasługuje ascetyczna scenografia Elizy Gałki oraz wprowadzenie audiowizualnych przerywników, w których Michał Majnicz cytuje myśli Rainera Marii Rilkego i Strindberga na temat sztuki teatralnej, to pod względem aktorskim spektakl nie przekonuje. Być może reżyserowi zabrakło doświadczenia, by w scenach z założenia silnie angażujących emocje (szczególnie tam, gdzie pojawiają się krzyki i nagość) umiejętnie poprowadzić aktorów.

Teatr Polski im. Hieronima Konieczki reprezentowany był przez "Koniec miłości" w reżyserii Doroty Androsz - aktorki, tym razem debiutującej w roli reżyserki. Sztuka Pascala Ramberta to rozpisany na dwa monologi bolesny proces rozpadu związku. Katarzyna Herman i Juliusz Chrząstowski rewelacyjnie odnaleźli się w pojedynku na słowa. Kameralną przestrzeń obudowują błękitne ściany po dwóch stronach "wybiegu" wysypanego czymś w rodzaju piasku. Scenografia zamyka bohaterów w chłodnych ramach ich relacji. Ostre, gorzkie, raniące niczym nóż słowa nadają rytm całości i objawiają destrukcję związku dwojga ludzi. W bydgoskim spektaklu wszystko ze sobą współgra.

"Zakonnice odchodzą po cichu" z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu w reżyserii Darii Kopiec to opowieść o bohaterkach reportażu Marty Abramowicz. Historia zakonnic, które z różnych przyczyn decydują się opuścić zakon, została ukazana w wyważonej formie, bez natarczywości czy agresji. Debiutujące Joanna Sokołowska i Natalia Czekała są częścią grupy pięciu kobiet, które opowiadają o doświadczeniach i rozterkach związanych z powołaniem i jego utratą. Transformacji towarzyszy muzyka wykonywana na żywo. Aktorki momentami śpiewają, by dać wyraz emocjom. To dobre przedstawienie, które porusza trudny problem bez zbędnego napięcia.

Nie miałam okazji zobaczyć spektaklu Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie "Bądź taka, nie bądź taka" na podstawie scenariusza i w reżyserii Joanny Satanowskiej, "Iwony, księżniczki Burgunda" w reżyserii Grzegorza Jaremko z Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu i "Otchłani" w reżyserii Mariusza Grzegorzeka z Teatru im. Stefana Jaracza z Łodzi. A właśnie występująca w tym ostatnim przedstawieniu Paulina Walendziak została uhonorowana główną nagrodę aktorską za rolę Iris.

Decyzją jury (Dorota Buchwald, Agnieszka Korytkowska-Mazur i Maria Peszek) aktorskie wyróżnienia otrzymali Weronika Kowalska za rolę Jewdochy w "Sędziach" oraz Konrad Eleryk za rolę Laurenza w "Pijanych". Dwie równorzędne nagrody aktorskie powędrowały do Natalii Czekały i Joanny Sokołowskiej za role w spektaklu "Zakonnice odchodzą po cichu". Nagrodę za reżyserię odebrał Piotr Kurzawa za "Natana Mędrca".

Piąta edycja Festiwalu Debiutantów Pierwszy Kontakt dowiodła, że teatr współtworzony przez artystów młodego pokolenia jest nie tylko wyjątkowo zróżnicowany, ale także wpatrzony w otaczającą nas rzeczywistość. Szkoda tylko, że jury nie wyróżniło spektaklu "7 minut", który zauroczył mnie lekkością i normalnością, wracam do niego myślami z uśmiechem.

  • 5. Festiwal Debiutantów Pierwszy Kontakt, Toruń 25-31 maja 2019


(Barbara Pitak-Piaskowska, „Krzyk teatralnych debiutów”, http://www.e-teatr.pl, 23.07.2019)