GW Gorzów Wlkp.: "Sami" po latach i po nowemu

  • Drukuj

- Wyobraźmy sobie bardzo małe akwarium, do którego włożono za dużo rybek. Muszą sobie z tą sytuacją poradzić. Do tego każda z nich ma swoje przemyślenia, swoje życie, swoje problemy i też chce się w tym akwarium rozepchnąć. I wtedy rodzi się tragikomedia pt. "Sami" - mówi Katarzyna Dworak, która wraz z mężem Pawłem Wolakiem przygotowuje nowy spektakl na deskach Teatru Osterwy. Premiera w niedzielę 31 marca. Rozmawia Dariusz Barański.


Kasia i Paweł, małżeństwo trzydziestoletnich mieszczuchów, wyprowadza się do wiejskiego domku. Chcą uciec od miejskiego gwaru i zakłamanych znajomych. Wieś - zamiast stać się oazą spokoju - szybko okazuje się wyjątkowo męczącym miejscem: sąsiedzi nie wiedzą, co to prywatność, Kasię i Pawła dopada małostkowość gminnych urzędników, dziewczynie zaczyna brakować miejskiego blichtru. Na wierzch wychodzą wzajemne żale i niedopowiedzenia, trauma z przeszłości, podejrzenie zdrady. Z każdym dniem pobytu w nowym miejscu bohaterowie mają wobec siebie coraz więcej oczekiwań i pretensji.

Rozmowa z Katarzyną Dworak, współtwórczynią spektaklu "Sami"

"Jeżeli człowiek nie może sobie dać rady sam ze sobą, to mu takie uciekanie nic nie da". Mądry ten ksiądz ze scenariusza...

- Mądry taką mądrością kogoś, kto patrzy z boku i potrafi ocenić dobrze tych ludzi. Tylko że nikt go nie słucha. Nie bierzemy pod uwagę tego, co ktoś bardziej doświadczony mówi o nas samych.

Nie da się uciec przed samym sobą czy przed samymi sobą?

- Myślę, że ten tytuł jest wieloznaczny. Nie da się uciec przed swoimi uczuciami przed powtórnym uczeniem się siebie, przed światem. I nawet nie chodzi oto, że żyjemy globalnie, wszystko jest coraz bliższe, jest natłok myśli, zdarzeń, zasypują nas medialne historie. My w tych swoich małych otoczeniach miejskich czy wioskowych potrafimy sami sobie zbudować taki świat, pełen tych wszystkich pozytywnych i negatywnych uczuć, tego przegadania życia, że to nam chyba już trochę wystarcza. Nie potrafimy już chyba być sami ze sobą.

Impuls do napisania tej sztuki wyszedł z własnych przeżyć?

- O to wszyscy pytają... Ten impuls wynikał z tego, że kiedyś postanowiliśmy się przenieść na wieś. Myśleliśmy, że tam jest spokojnie i sielsko, a okazuje się, że na wsi ludzie są bliżej nas, bliżej niż w mieście, w bloku. W takim bloku ludzie się mijają, czasem mówią sobie dzień dobry. A na wsi każdy chce być we wspólnocie. Nie ma możliwości, aby nie uczestniczyć w życiu tych małych "aglomeracji". Ludzie z miasta przeprowadzają się na wieś z różnych względów. I chyba nie odnajdują tam do końca spokoju. Jeśli oczywiście go w ogóle szukają.

Ale to wyobcowanie w bloku, w dużych miasta też jest uważane za coś negatywnego. Ludzie się nie znają, nie potrafią powiedzieć, kim jest sąsiad z naprzeciwka.

Pytanie, co jest lepsze: czy to, że jesteśmy anonimowi w mrówkowcu, gdzie żyje tysiąc osób, czy też to, że nie możemy być anonimowi w miejscu, gdzie tych sąsiadów jest dwudziestu?  Zależy, kto czego szuka. Zawsze nam się wydaje, że ten drugi ma jakoś fajniej, lepiej. I my lepiej byśmy się odnaleźli w życiu na jego miejscu. Na takie pytania odpowiadają sobie właśnie Kasia i Paweł, którzy wyjeżdżają próbując na nowo uczyć się siebie, swoich relacji. Nie zdradzę, czy im się to udaje. Jednak to, co nam się wydaje na pierwszy rzut oka nieprzyjemne hałaśliwe, nie daje nam chwili wytchnienia, okazuje się jednak trochę potrzebne. Człowiek potrzebuje takiej bliskości. Jest w końcu stworzeniem stadnym.

Wspólnie z mężem zrealizowała pani ten spektakl już ponad 10 lat temu.

- Tak, wracamy po ponad dekadzie do tego tekstu, naszego pierwszego zresztą. Wystawiliśmy go wtedy w Legnicy w Teatrze im. H. Modrzejewskiej. Wtedy to my graliśmy Pawła i Kasię, to był jakby naturalny wybór. A wcześniej nakręciliśmy 40-minutowy film. Pojechaliśmy na głuchą wieś, do domku, gdzie nie ma nic, kanalizacji. Po tym filmie Jacek Głomb powiedział: możecie robić dramat. Film był oczywiście na cztery osoby, a sztuka już na cały zespół. Tu, w Gorzowie też gra kilkanaście osób.

Jak na tytuł "Sami" to sporo postaci w tej sztuce.
 
Nie da się opowiadać o dwójce bohaterów bez tego kontekstu, gdzie oni się dostali.

Po tej dekadzie od premiery w Legnicy macie nowe przemyślenia? Wprowadzacie coś nowego do tej gorzowskiej inscenizacji?

- Owszem, jest duża zmiana. Wtedy bohaterowie w rozwiązaniach scenicznych byli sami w swoim domu, do którego przez cały czas ktoś próbował się dobijać, ktoś pukał, ktoś przeszkadzał. Tu jest tak, że właściwie ta wieś wchodzi im na głowę. W ogóle nie można znaleźć chwili wytchnienia. To też ciekawe spojrzenie, jak dwójka bohaterów może poradzić sobie, gdy w ogóle nie ma przestrzeni. Wyobrażam to sobie, jako takie bardzo małe akwarium, do którego włożono za dużo rybek. Muszą sobie z tą sytuacją poradzić. Do tego każda z nich ma swoje przemyślenia, swoje życie, swoje problemy i też chce się w tym akwarium rozepchnąć. I wtedy rodzi się tragikomedia pt. "Sami".

Katarzyna Dworak jest aktorką, reżyserką, dramatopisarką. Od 1995 r. jest związana z Teatrem im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, gdzie grała we wszystkich ważniejszych spektaklach, jak m. in. w "Ballada o Zakaczawiu", "Obywatel M. - historyja", "Szpital Polonia", "Szaweł". Sztuka "Sami" napisana razem z Pawłem Wolakiem była ich debiutem dramatopisarskim i reżyserskim, nagrodzonym Grand Prix oraz nagrodą za tekst, reżyserię i rolę na festiwalu "Talia" w Tarnowie w 2008 r.

Paweł Wolak również pracuje w Teatrze Modrzejewskiej od 1995 r. Grał m.in. w sztukach "Don Kichot Uleczony", "Ballada o Zakaczawiu", "Wschody i Zachody Miasta", "Made in Poland", "Cyrano de Bergerac", "Orkiestra". Po udanym debiucie stworzyli kolejne nagradzane spektakle: "Pracapospolita, czyli tacy sami" w 2010 r., a także "Droga śliska od traw. Jak to diabeł wsią się przeszedł" w 2014 r.


(Dariusz Barański, "Premiera w teatrze: minęło dziesięć lat, a oni ciągle "Sami"", http://gorzow.wyborcza.pl, 27.03.2019)