„Popiół i diament…” na teatralne pożegnanie roku 2018

  • Drukuj

Strzał w dziesiątkę. Najlepsze przedstawienie w tym sezonie na Dolnym Śląsku. Dwa zdania, dwojga recenzentów o najnowszej produkcji legnickiego teatru to wystarczająca rekomendacja, by obejrzeć kolejne - po głośnych i nagradzanych „III Furiach” - dzieło duetu Małgorzata Sikorska-Miszczuk i Marcin Liber „Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności”. Ostatnie w tym roku wieczorne spektakle na Scenie Gadzickiego w przedświąteczne piątek i sobotę (21 i 22 grudnia) o godz. 19.00.


Marcin Liber w duecie z Małgorzatą Sikorską-Miszczuk, niczym narodowcy na rocznicowych marszach, ponownie odpalili na legnickiej scenie petardę. Ich „Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności” to widowiskowy, szyderczo bolesny, wręcz oszalały danse macabre wokół trumien, które dzielą Polaków. Bo rzecz dzieje się w kraju, który stał się „pułapką na żywych zastawioną przez umarłych”. Spektakl to także wielki hołd dla twórców polskiej szkoły filmowej, którzy filmy kręcili dla sprawy, nie dla kasy.

Jedno zaznaczmy od razu. Jeśli ktoś chciałby na legnickich deskach obejrzeć sceniczną adaptację powieści Jerzego Andrzejewskiego może o tym zapomnieć. Nie zobaczy też teatralizowanej wersji kultowego filmu Andrzeja Wajdy. Choć znajomość tych dzieł (głównie filmu) bardzo się przyda, by zrozumieć grę jaką z nimi i widzem prowadzą twórcy sztuki. Znajomość „Wesela” Wyspiańskiego także będzie pożyteczna, choć kulturowych odniesień i inspiracji jest w spektaklu znacznie więcej. Od ich mnogości można wręcz dostać zawrotu głowy w trakcie dwuipółgodzinnego widowiska, którego tłem jest skrwawione wysypisko śmieci, wokół którego systematycznie rośnie krąg cmentarnych krzyży. Aż do momentu, gdy złożą się niczym kostki domina.

Tak pisałem po premierze przedstawienia, którą – nieprzypadkowo – wyznaczono w rocznicę 100-lecia odzyskania niepodległości. Wszystko zaczyna się jednak niewinnie. Publiczność zajmuje miejsca, także przy stolikach z oranżadą, na widowni zamienionej na salę bankietową hotelu „Metropol”. Z głośników leci „Dream Lover”, wielki przebój Bobby’ego Darina z końcówki lat 50. ubiegłego wieku nawiązując do czasów, gdy „Popiół i diament” wchodził na ekrany, a Zbigniew Cybulski stawał się ikoną polskiego kina.

Wyśpiewana chwilę później przez Hankę Lewicką (zjawiskowa Olga Mysłowska) piosenka "Bela Lugosi's Dead" zespołu Bauhaus z filmowej „Zagadki nieśmiertelności” Tony’ego Scota od razu przenosi nas jednak w krainę duchów, upiorów, a nawet wampirów i zombies. W tych mistycznych zaświatach pozostaniemy do końca przedstawienia uwodzeni i oszałamiani przez muzykę, scenografię i aktorów. Oddajmy jednak głos recenzentom:

  • Karol Bijata, Dziennik Teatralny: Ostatnia premiera Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy to kolejny strzał w dziesiątkę, wtrąca się i prowokuje do dyskusji - także z samym sobą - o naszych "chorych ciałach".
  • Tomasz Domagała, domagalasiekultury.pl: Spektakl Marcina Libera w Legnicy można porównać do finałowego poloneza w powieści Andrzejewskiego. Reżyser, niczym Kotowicz, zaprasza nas do niego, krzycząc: "sama wielkość, polonez parami, gigantyczny korowód, narodowa feeria!". I trzeba przyznać, że dobrze się to ogląda, zabawy jest przy tym co niemiara, ale gdy się już usiądzie na miejscu, okazuje się, że w głowie się kręci i nie wiadomo, po co się go właściwie tańczyło.
  • Kamila Łapicka, zteatru.pl: Tak, jak po wyjściu z filmu Wajdy, po zakończeniu spektaklu Libera, każdy musi spróbować postawić własną diagnozę, przyglądając się także sobie i swojemu postępowaniu w czasach wolności. Jedyny teatr w Legnicy po raz kolejny stawia ważne pytania w niebanalnej artystycznej formie.
  • Aneta Kyzioł, Polityka: Mija 70 lat od wydania powieści i 60 lat od premiery filmu, ale tytułowa nieśmiertelność dotyczy raczej ich tematu – niekończącej się wojny polsko-polskiej. Liber jak zwykle bawi się skojarzeniami, buduje kolejne piętra interpretacji, tekst Sikorskiej-Miszczuk, mocno zahaczający opowieść w traumie wojennej i w śmierci, inkrustuje fragmentami m.in. „Wesela”, dodaje piosenki na żywo, a nawet seans wampiryczny – zebranie, na którym Wajda otrzymał zgodę na kręcenie filmu.
  • Piotr Kanikowski, 24legnica.pl: Zaczerpnięta z Wajdy opowieść o udanym (ostatecznie) zamachu i nieudanej miłości to nie więcej niż patyk, którym Liber i Sikorska-Miszczuk manewrują w wirującym bębnie czasu. Zręcznie nawijają na nią kolejne warstwy i nieoczywiste sensy. Mówią o wielu rzeczach jednocześnie, zmieniając tonacje i nastroje. Balansują między apokaliptycznymi diagnozami a ironią; między śmiechem a śmiertelną powagą.
  • Magda Piekarska, Gazeta Wyborcza Wrocław: Liber, reżyserując znakomity tekst Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, zrobił spektakl, który boleśnie tkwi w sercu, jak zadra, który nie pozwala o sobie zapomnieć, który - jestem tego pewna - po wielokroć będzie do nas wracał, i odbijał się czkawką, podobną do tej, która dopada w finale upiorne duchy mistrzów polskiego kina.

„Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności” Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Marcina Libera na Scenie Gadzickiego Teatru Modrzejewskiej w Legnicy. Spektakle wieczorne 21 i 22 grudnia o godz. 19.00. Przedstawienia przedpołudniowe 19 i 20 grudnia o godz. 11.00. Bilet 35 zł (ulgowy 28 zł). Rezerwacja tel. 76 72 33 505 lub Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. . Bilet można także kupić w Internecie: https://teatrlegnica.interticket.pl.

Grzegorz Żurawiński