TR Konkrety: „Raj wariatów” w gabinecie luster

  • Drukuj

Najnowsza sztuka Teatru Modrzejewskiej, to doprawdy szalona eskapada po osobliwych światach wyobraźni i labiryncie kultury. Dwugodzinny spektakl wyreżyserowany przez Wawrzyńca Kostrzewskiego na podstawie „Kluczy do Królestwa Niebieskiego” Strindberga to teatr erudycyjny garściami czerpiący z tradycji europejskiej literatury, dramaturgii i filozofii. Prawdziwy rarytas mający w sobie coś z kuglarstwa na najwyższym poziomie. Pisze Katarzyna Gudzyk.


Kostrzewski sięgnął po rzecz ryzykowną, mało znaną i prawie w ogóle nie graną. To tekst, który Strindberg napisał będąc na skraju załamania nerwowego. Początkowo, przekonany o własnej twórczej potentności, zapowiadał „Klucze do Królestwa Niebieskiego” jako arcydzieło skupiające całe jego pisarstwo. Wymyślił je jako baśń sceniczną, której adresatami miały być dzieci. Dość szybko okazało się jednak, że to, co przeczuwał jako sukces, stało się źródłem jego udręki. Sztukę, którą sam przyrównywał do koszmarnego snu, ukończył w roku 1892, bynajmniej nie jako baśń, ale dramat o obłędzie świata i swoim własnym.

To, czego nie byli w stanie zaakceptować współcześni Strndbergowi, wyłuszczył w „Raju wariatów” Wawrzyniec Kostrzewski, który bardzo efektownie i nie po raz pierwszy gra symbolami, znaczeniami i perspektywami. Tworzy teatr erudycyjny mający w sobie coś z kuglarstwa na najwyższym poziomie.

Mechanika wyobraźni

Do uszu dociera dźwięk szpitalnego pulsoksymetru kontrolującego czynności życiowe. Jednostajny, ciągły sygnał kończy ludzkie życie, ale widza zabiera w niezwykłą podróż po światach wyobraźni. To pierwszy znak, że wiele scen w tej sztuce będzie lustrzanym obiciem tego, co wiadome z teorii kultury.

Koncepcja „Raju wariatów” opiera się na doskonale znanym motywie wędrówki. Prosty Drwal (w tej roli Katarzyna Dworak) przekracza swoje dotychczasowe życie po to, by „życia dotknąć palcami”. Próba miłości, państwa idealnego (świetnie wykreowanej krainy leniuchów skojarzeniowo przypominającej nieco filmową Szuflandię z „Kinksajzu” Juliusza Machulskiego), a wreszcie kryzys wiary i idei to jak u Dantego podróż przez kolejne kręgi wtajemniczenia, ale w tej peregrynacji towarzyszem nie jest Wergiliusz, ale demoniczny Doktor Wszechwiedzący (Paweł Palcat).

Nałożenie dwóch znakomitych tradycji literackich to jednak dopiero zapowiedź tego, co czeka widza w dalszej części spektaklu. Tempo bynajmniej nie zwolni, nic się też nie uprości, bo Strindberg, a za nim Kostrzewski, na scenę wprowadzi postaci z baśni i legend, bohaterów niemal wszystkich dramatów Szekspira, a także znanych, choć skrajnie odmiennych od literackiego pierwowzoru, Don Kichota, Sancho Pansę, Dulcyneę z Toboso i konia Rosynanta.

Sztuka to cut up historii, których bohaterami są postaci od stuleci obecne w tradycji literackiej, a jednak, aby docenić ten teatralny tygiel trzeba więcej niż odrobiny rozeznania w meandrach europejskiej kultury. W przeciwnym razie dekonstrukcja pewnych motywów i symboli czyli to, co najbardziej atrakcyjne w „Raju wariatów”, może okazać się mało zrozumiałym i bełkotliwym rojeniem wariata.

Teatr w teatrze

Kostrzewski sięga po topos teatru mundi. Buduje teatr w teatrze. Pokazuje nam to, co znane, jako swoje zaprzeczenie. Święty Piotr (Paweł Wolak) każe na siebie mówić Piotrek i zdaje się być dotknięty demencją, która sprawia, że zapomina o swojej świętości i darze wskrzeszania zmarłych. Dulcynea okazuje się być trędowatą ladacznicą, Lady Makbet postuluje zniesienie kary śmierci, a Romeo i Julia ni stąd, ni zowąd świętują srebrne gody.

Reżyser nie ma potrzeby nakręcać spirali absurdu. Pozwala wybrzmieć wielowarstwowej sensom sztuki, a jednocześnie bardzo umiejętnie konfrontuje nas z niewygodnymi treściami o nas samych. Spektakl to zaproszenie do osobliwego gabinetu luster, gdzie trochę jak w lunaparku bawi nas ułuda rzeczywistości, spod której jednak wyziera gorzka krytyka społeczno-politycznej codzienności.

Teatrzyk optyczny

Zabawa perspektywą wychodzi w „Raju wariatów” znakomicie. To nie tylko teatr w teatrze, ale sięganie po motyw człowieka-bożego igrzyska. Kostrzewski odwołuje się do niego nie jako reżyser, który decyduje, co mają grać aktorzy, ale idąc o krok dalej. Bohaterowie sztuki są jak marionetki w rękach siły wyższej (niekoniecznie boskiej), to ona decyduje o ich roli i przeznaczeniu. Igraszka odbywa się zresztą nie tylko w planie głównym. Reżyser multiplikuje ją na inne aspekty sztuki. Uwodzi oniryzmem, hipnotyzuje, mami grą świateł. Jak wytrawny latarnik serwuje widzowi obrazy laterna magica, pokazuje zabawne obrazki, cały czas rozpędzając ten osobliwy świat wyobraźni.

Czy nadążymy – nasza rzecz. Bo „Raj wariatów” swoją konstrukcją przypomina wykwintne danie. Można je zjeść bez wiedzy, z jakich składników powstało, lub ze świadomością wszystkich ingrediencji, które gwarantują eksplozję smaku. A przysłowiową wisienką na torcie niech będą role Rafała Cielucha (Don Kichot), Pawła Wolaka (św. Piotr), Katarzyny Dworak (Kowal) i Pawła Palcata (Doktor Wszechwiedzący).

 

  • „Raj wariatów” wg „Kluczy do Królestwa Niebieskiego” Augusta Strindberga. Przekład: Marcus Wolfsdorff i Wawrzyniec Kostrzewski, adaptacja i reżyseria: Wawrzyniec Kostrzewski, scenografia: Ewa Gdowiok, muzyka: Piotr Łabonarski, ruch sceniczny: Helena Ganjalyan, obsada: Paweł Palcat, Magda Biegańska, Małgorzata Urbańska, Katarzyna Dworak, Paweł Wolak, Rafał Cieluch, Anita Poddębniak, Gabriela Fabian, Bartosz Bulanda, Magda Skiba, Bogdan Grzeszczak, Mateusz Krzyk, Albert Pyśk, Magda Drab, Robert Gulaczyk. Najbliższe spektakle: 16, 17 grudnia, godz. 11, a także 18-20 grudnia, godz. 19.


(Katarzyna Gudzyk, „W gabinecie luster”, Tygodnik Regionalny Konkrety, 16.12.2015)