Legnicka Desdemona na okładce tygodnika "Konkrety"

  • Drukuj
Dzisiejsze (23 sierpnia) cover story legnickiego tygodnika "Konkrety" poświęcone jest aktorce Teatru Modrzejewskiej. - Ewa Galusińska stoi u progu wielkiej aktorskiej kariery - zauważa autor tekstu Paweł Jantura. -Jest młoda, piękna i utalentowana. Docenili to jurorzy gdańskiego X Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego, przyznając jej nagrodę za najlepszą kobiecą kreację. O takim starcie do kariery tysiące artystów może tylko pomarzyć... - dodaje.

Legnicka Desdemona

Aktorka Teatru Modrzejewskiej jest w siódmym niebie. Bo jak ma nie być? Jest młoda, piękna i utalentowana. Docenili to jurorzy gdańskiego X Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego, przyznając jej nagrodę za najlepszą kobiecą kreację. O takim starcie do kariery tysiące artystów może tylko pomarzyć.
Ewa Galusińska ma dopiero 28 lat. W legnickim teatrze jest od dwóch lat. A na etacie dopiero od roku. Nic, więc dziwnego, że gdy dostała rolę Desdemony w „Otellu”, była zaskoczona.
- Nieźle się przestraszyłam tak dużego wyzwania. Pierwsza tak duża rola i to od razu w sztuce Szekspira. Ta nagroda dała mi ogromną wiarę w siebie. Przyznam, że praca nad rolą Desdemony kosztowała mnie sporo wysiłku. Doszło nawet do tego, że płakałam na próbach – przyznaje dziś aktorka. – Jestem bardzo wdzięczna Jackowi Głombowi, że nie boi się dawać szansy młodym aktorom, takim jak ja – dodaje.

Ewa jest w szoku

Jacek Głomb, dyrektor legnickiego teatru i reżyser „Otella” nie ukrywa dumy ze swojej aktorki.
- Podjąłem odważną decyzję obsadową, kierując się praktycznie tylko intuicją. Mam osobistą satysfakcję, że ta mnie nie zawiodła, okazała się bardzo trafna. Warto przecież dodać i podkreślić, że dla Ewy była to pierwsza tak duża rola w jej karierze i pierwsza nagroda teatralna, do tego przywieziona z imprezy o najwyższej międzynarodowej randze – z nie ukrywaną satysfakcją mówi Jacek Głomb.
Mimo, że od ogłoszenia werdyktu jury gdańskiego festiwalu minęły dwa tygodnie Ewa Galusińska przyznaje, że nadal jest w szoku.
- Pani Teresa Budzisz – Krzyżanowska gratulując mi dodała, że ta nagroda po części należy do całego naszego zespołu – mówi skromnie laureatka, której „woda sodowa” z pewnością nie grozi.
- Mam do siebie spory dystans. Zdaję sobie sprawę, że sama sobie zawiesiłam teraz wysoko poprzeczkę. Oczekiwania wobec mnie znacznie wzrosną i będę musiała się z tym zmierzyć – zapewnia Ewa Galusińska.

Szczęśliwa Helena

Z presją nagrody gdańskiego festiwalu talentu legnicka „Desdemona” zmierzy się bardzo szybko. Jesienią podczas tournee legnickiego teatru zaprezentuje się amerykańskiej publiczności, a wcześniej, bo już we wrześniu na deskach Teatru Modrzejewskiej kolejna premiera. W „Osobistym Jezusie” Przemysława Wojcieszka, Ewa Galusińska zagra główną rolę, wcielając się w postać Agaty.
- To dla mnie kolejne poważne wyzwanie. Pierwotnie Agatę miała grać gościnnie Aleksandra Nieśpielak, ale po urlopie dowiedziałam się, że ją zastąpię. Dlaczego? Ola zaszła w ciążę – mówi aktorka.
Na nowy sezon teatralny czeka, więc w ogromnym napięciu. Jest jednak dobrej myśli, bo czuwa nad nią ... Helena!
- To imię prowadzi mnie na razie przez życie – śmieje się Ewa Galusińska. – Jeszcze na studiach otrzymałam ksywę „Helena wiśnia”. Dlaczego? Pewnego razu dla żartu wsunęłam sobie we włosy etykietę z oranżady „Helena” o smaku wiśniowym. Po studiach trafiłam do teatru imienia Heleny Modrzejewskiej. Pierwsza moja w nim rola? Barmanka Helenka w „Made in Poland”! A teraz jadę z „Otellem” do Kalifornii, gdzie mieszkała i pracowała Helena Modrzejewska. To jakaś magia! – twierdzi Ewa Galusińska.

Z parkietu na deski

Dużo nie brakowałoby, najlepsza szekspirowska aktorka 2006 roku, zamiast grać na teatralnych deskach, grała na ... siatkarskim parkiecie. W swoim rodzinnym wielkopolskim Gostyniu chodziła do szkoły i pilnie trenowała siatkówkę w miejscowym klubie „Kania”.
- Grałam na pozycji atakującej. Siatkówka pociągała mnie na tyle, że planowałam zdawać na AWF. Jednocześnie pociągało mnie jednak śpiewanie. Pojechałam do Jarocina na Przegląd Piosenki Młodzieżowej. Wtedy jakoś ukierunkowałam się w stronę muzyki. Zaczęłam jeździć do Poznania na lekcje wokalu. Myślałam o studiowaniu jazzu w Katowicach. Wtedy przyplątała mi się choroba i plany musiałam zweryfikować. Ostatecznie wylądowałam w Gdyni w Studium Wokalno – Aktorskim. Po dwóch latach stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Szkoła ta przygotowywała pod kątem musicalu, a on mnie nie pociągał. Złożyłam papiery do wrocławskiej PWST. Postanowiłam, że jak się tam nie dostanę to dam sobie spokój z artystycznymi aspiracjami. Na szczęście zdałam egzaminy i rozpoczęłam studia – opowiada Ewa Galusińska.
We Wrocławiu szybko związała się ze studencką grupą „Ad Spectatores”, która zasłynęła w kraju z alternatywnych przedsięwzięć w nieteatralnych przestrzeniach. W jednej ze sztuk („Bez czułości”) po raz pierwszy zobaczył ją Jacek Głomb, znany już wtedy z tego, że uwielbia zdobywać dla teatru nietypowe miejsca. To z pewnością przybliżyło aktorkę do legnickiego teatru.

Od barmanki po Desdemonę


- Studia skończyłam, ale na dyplom magistra czasu już nie miałam. Wchłonęła mnie praca. Jak trafiłam do Legnicy? Wysłałam do kilku teatrów swoje CV. Z Legnicy zadzwonili po trzech dniach. Wcześniej dużo dobrego słyszałam i czytałam o Teatrze Modrzejewskiej. Zdecydowałam się tu zostać. I to był strzał w dziesiątkę. Zakochałam się w Legnicy po uszy! – wyznaje aktorka, która przyznaje, że miała jeszcze plan awaryjny na wypadek, gdyby nie dostała angażu w żadnym teatrze.
- Postanowiłam wyjechać do Anglii i tam układać sobie życie. Wolałam być tam kelnerką, niż w Polsce bezrobotną aktorką. A trzeba przyznać, że dziś po studiach aktorskich o pracę jest bardzo trudno.
Ewy Galusińskiej szczęście nie opuszcza od pierwszego dnia kariery. Jeszcze jako studentka i aktorka „Ad Spectatores” trafiła na łamy kolorowego magazynu. W Teatrze Modrzejewskiej zadebiutowała w wielkim hicie „Made in Poland” gdzie zagrała wspomnianą już landrynkową barmankę Helenkę. Później przyszły kreacje w „Klątwie cesarskiej włóczni”, „Deszczach”, „Operacji Dunaj”, gdzie zagrała Malinkę Janżurową i wreszcie w „Otellu”.
- Fakt, że „Made in Poland” okazał się wielkim sukcesem. Ale ja tam zagrałam małą rólkę. Niemniej było to fantastyczne przeżycie. Graliśmy ten spektakl po całym kraju przez dwa lata! Na pewno pomogło mi to w zaaklimatyzowaniu się w zespole - wspomina.

Zakochana w Legnicy

- Dziś nie wyobrażam sobie pracy w innym miejscu. Nie widzę siebie na przykład w Warszawie. Wyścig szczurów jest nie dla mnie. Wspaniale czuję się w Legnicy. Jest tu młody, świetny zespół. Jest tu się, od kogo uczyć i można liczyć na koleżeńską pomoc. Pewnie, że czasem mamy odmienne zdania, ale to normalne w pracy w grupie. Ja nie mam z tym problemów. W końcu uprawiałam kiedyś sport drużynowy, jakim jest siatka. W aktorstwie te doświadczenia z hali sportowej przydają się – mówi Ewa Galusińska.
Aktorka zdaje sobie jednak sprawę, że pewnego dnia „wielki świat” sam się może o nią upomnieć. Tak jak o jej kolegę z legnickiej sceny Janusza Chabiora.
- Ale na dziś o tym nie myślę. Przecież ja tak naprawdę jestem dopiero na początku swojej artystycznej drogi. Wiem, że nagroda z Gdańska to coś wielkiego, ale nie popadam w euforię. Przede mną jeszcze dużo pracy nad sobą. Jak kiedyś zapuka do mnie na przykład film, to zobaczymy. Ja do niego pierwsza pukać nie będę. Moim żywiołem jest na dziś teatr – mówi z powagą na twarzy.
Z nie mniejszą powagą zapewnia, że chce być znana ze swoich aktorskich osiągnięć, a nie z bilbordów czy telewizyjnych reklam.
- Nie potępiam aktorów biorących udział w reklamówkach. Ja też nigdy nie mówię nigdy, ale nie chcę być kojarzona z jakimś mydłem.
(Paweł Jantura, Tygodnik Konkrety 23 sierpnia 2006)

***********************************************************************

Trzeci festiwal w Europie

Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski w Gdańsku jest jednym z ważniejszych teatralnych wydarzeń na świecie. Na Starym Kontynencie większą rangę mają tylko festiwale w szkockim Edynburgu (kilka lat temu legniczanie wystawili na nim „Koriolana”) i francuskim Awinion. Legnicki Teatr Modrzejewskiej w Gdańsku zaprezentował się po raz czwarty. Do tej pory legnicki zespół dwukrotnie triumfował w ogólnopolskim konkursie na wystawienie sztuki szekspirowskiej („Jak wam się podoba?” i „Koriolan”). W nagrodę legniczanie wystąpili na gdańskiej imprezie, która do tej pory nie miała formy konkursu. W tym roku po raz pierwszy festiwal miał formułę konkursu. Z pięciu regulaminowych nagród – dwie przypadły Teatrowi Modrzejewskiej za „Otella”. Obok nagrody za najlepszą rolę kobiecą dla Ewy Galusińskiej, Jacek Głomb został uznany za najlepszego szekspirowskiego reżysera.