Drukuj

„Odkąd menedżerowie zastąpili wreszcie dyrektorów artystycznych w Operze Wrocławskiej, Teatrze Polskim we Wrocławiu i Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy, bilety na "Mayday" można z łatwością dostać przed internet wraz z kuponem na czyszczenie tapicerki i hydrokolonoterapię” – prorokuje Joanna Derkaczew. Jeśli wszystkie plany polskich urzędników się powiodą, etapy wyjścia do teatru A.D. 2015 będą cztery. Następujące.

Decyzja

Do teatru, do teatru, kultury zażyć, odchamić się. Warto by się zorientować, na co teraz "się chodzi". Tylko jak? Na recenzje nie ma co liczyć. Wprawdzie gazety się ukazują, ale żaden naczelny nie jest na tyle nieostrożny, by zatrudniać krytyków. Po skandalu z 2013 r., gdy niedouczeni recenzenci nie rozpoznali pastiszowej konwencji widowiska "Cycki trzęsą się w 3D" zrealizowanego przy udziale gwiazd na Stadionie Narodowym (pod specjalnym patronatem Ministerstwa dla Ludzi), wszelkie upublicznianie opinii na temat wydarzeń kulturalnych zostało zakazane. Dziennikarze frajerzy, którzy buntowali się przeciwko zakazowi i publikowali swoje oceny na blogach i portalach społecznościowych, dostali to, na co zasłużyli.

Niczego nie nauczyły ich wydarzenia roku 2012, gdy Barbara Białowąs (reżyserka "Big Love") i Piotr Czaja (scenarzysta "Kac Wawa") tłumaczyli jasno, co wolno krytykowi. Recenzenci nadal upierali się, by nie dostrzegać "obśmiania i satyry" pod warstwą warsztatowego bubla. Część została skierowana przez sąd na przymusowe szkolenie z empatii, oceniania i kreatywnego pisania pt. "Jak nie pisać o rezultacie, tylko wyczuć, co autor sztuki miał na myśli i ile procent dialogów mu wycięto z powodu oszczędności oraz dlaczego scena, w której chłopaki sikają pod palmą w Warszawie, jest równie śmieszna, co grubas siusiający do basenu w 'Kac Vegas'". Reszta krytyków wyjechała na budowy do Norwegii, by spłacić kary naliczone za "działanie biznesowe na szkodę interesów ekonomicznych przedsiębiorstw teatralnych i celowe obniżanie ich dochodów".

Więc recenzje nie pomogą. I tak zresztą były za długie, ociekały jadem i straszyły dziwnymi słowami. Ale od czego są newslettery "zakupów grupowych" typu Groupon, Zniżkoteka, Kuponik4You?

Wybór

Skrzynka mailowa pęka od promocyjnych ofert. Co tu wybrać? Może jakąś klasykę? Próżno jednak skrolować pocztę w poszukiwaniu Czechowa, Moliera, Szekspira. Kryzys ekonomiczny lat 2013-14 wymusił na przedsiębiorstwach teatralnych urealnienie wydatków. Reżyserzy, którym urealniono wynagrodzenie, szukają dodatkowych źródeł dochodu. Żaden nie weźmie więc profesjonalnie przetłumaczonego tekstu, nie zrezygnuje z kuszących tantiem "od spektaklu". Każdy jakiś język w szkole miał, każdy z Google Translate korzystać umie, każdy dowolną sztukę może sobie przełożyć sam (ZAiKS od dawna już nie sprawdza, czy wystawiane tłumaczenie ma cokolwiek wspólnego z oryginałem).

Nowych sztuk też zresztą nie ma. Tu trzeba by się przecież podzielić dochodami z autorem. Wśród ofert królują więc "Źle się dzieje w państwie duńskim" (w reżyserii, adaptacji, scenografii, tłumaczeniu, wykonaniu i opracowaniu muzycznym pana X), " Trzy siostry z Wilka" (jw.), "Mieszczanin kibicem" (sponsor strategiczny: browary stołeczne). Są też adaptacje znanych i lubianych przebojów filmowych ("Kevin sam w Piasecznie" czy "Seks w wielkim pośpiechu") oraz widowiska muzyczne inspirowane poezją powstańczą. Dla koneserów: klasyka farsy brytyjskiej: "Mayday" Raya Cooneya (grany na każdej scenie miejskiej - w zależności od gustu można go oglądać w scenografii inspirowanej Mondrianem, impresjonistami lub bielizną Jennifer Lopez).

Kupowanie biletu

Wybór pada w końcu na "Mieszczanina..." (w pakiecie piwo i dwie miniwuwuzele). Z zakupem biletu nie ma problemu. Kolejki przed kasami to już zły sen z przeszłości. Kas w teatrach już dawno nie ma (zredukowane, podobnie jak biura obsługi widzów, impresariaty, działy literackie). Scentralizowany Kompleks Teatrów Warszawskich pod dyrekcją Patryka Vegi (reżysera wybrali w 2013 r. sami stołeczni aktorzy, podkreślając "jego profesjonalizm, odwagę artystyczną i zrozumienie dla specyfiki zawodu aktora") rozprowadza bilety przez sieć telemarketerów i internetowych promocji. Podobnie świetnie prosperująca firma Teatry Dolnośląskie SA. Odkąd menedżerowie zastąpili wreszcie dyrektorów artystycznych w Operze Wrocławskiej, Teatrze Polskim we Wrocławiu i Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy, bilety na "Mayday" można z łatwością dostać przed internet wraz z kuponem na czyszczenie tapicerki i hydrokolonoterapię.

Spektakl

Gdy docieramy do teatru, dowiadujemy się, że spektakl odwołany. Odtwarzająca główną rolę aktorka w ostatniej chwili dokonała obliczeń i wyszło jej, że bardziej opłaca się zerwać przedstawienie, niż stracić dwie godziny planu zdjęciowego do nowego serialu. Jej wybór jest zresztą nie tylko finansowy, ale też artystyczny - to przy serialach pracują przecież najlepsi byli dramatopisarze. To tam jest miejsce na ryzyko, artystyczne eksperymenty i budowanie ról. Wracamy więc do domu. Stropieni, ale ciągle z nadzieją. Pamiętamy, że w ramówce misyjnej telewizji publicznej miała być przecież tego wieczoru transmisja spektaklu. Faktycznie: o godz. 20.30 "Mayday" Raya Cooneya w reżyserii Przemysława Angermana (autora uwielbianego przez widzów "Wyjazdu integracyjnego"). Na żywo. W scenografii inspirowanej kuchnią tajską.

(Joanna Derkaczew, „Teatr za trzy lata - wersja demo”, Gazeta Wyborcza, 22.03.2012)