Drukuj

- Jesteśmy jedynym województwem, gdzie nowelizacja ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej przyniosła taki pomysł. W większości teatrów wykorzystano możliwości ustawy, nie organizowano konkursów dla dobrych dyrektorów, którzy podpisali nowe kontrakty - mówi Barbara Zdrojewska, radna PO Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, wiceprzewodnicząca Komisji Kultury, Nauki i Edukacji w rozmowie z Małgorzatą Matuszewską.

 


Małgorzata Matuszewska: Czy Komisja Kultury, Nauki i Edukacji zaakceptowała plany marszałka Radosława Mołonia podziału na dyrektora naczelnego i artystycznego?

Barbara Zdrojewska:
Radni, podobnie jak dyrektorzy teatrów, dowiedzieli się o projektach ustaw z prasy. Będą je rozpatrywać prawdopodobnie w kwietniu.

Nikt nie pytał Państwa o zdanie?

- Pan marszałek popełnił błąd, nie konsultując swojej propozycji z radnymi i dyrektorami teatrów. Wygląda na to, że jest to jego autorski pomysł, ale nie chcę przypisywać mu złych intencji.

Mówi się, że pan marszałek szukał stanowisk dla swoich znajomych.


- To naturalne, że po tego typu zaskakujących projektach natychmiast pojawiają się spekulacje, że potrzebne są stanowiska dla ludzi z kręgu SLD. Natomiast pamiętajmy, że zanim projekt zostanie wcielony w życie, sejmik musi zatwierdzić zmiany w statutach. Marszałek Mołoń nie wie, jak interpretowana jest ustawa w innych województwach. W całej Polsce dyrektorzy powołani przed 1 stycznia 2012 roku na czas nieokreślony mają pełnić swoje funkcje nie dłużej niż do 1 stycznia przyszłego roku.  Jesteśmy jedynym województwem, gdzie nowelizacja ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej przyniosła taki pomysł. W większości teatrów wykorzystano możliwości ustawy, nie organizowano konkursów dla dobrych dyrektorów, którzy podpisali nowe kontrakty.

Marszałek Mołoń zapewnia, że konkurs świadczy o przejrzystości zasad zatrudniania.

- Jestem zwolenniczką organizacji konkursów, także w kulturze, ale po co robić je tam, gdzie dzieje się dobrze? W Polsce mamy niedobór ludzi odpowiednich na stanowisko dyrektora teatru. To nie dobrzy dyrektorzy poszukują ofert, ale samorządy rywalizują między sobą o fachowców. Są tacy dyrektorzy teatrów, którym się nie proponuje stawania do konkursów, bo wiadomo, że są najlepsi, jak Ewa Michnik. Kiedy ktoś taki jak Krystyna Meissner odchodzi z Teatru Współczesnego, zawsze istnieje obawa przed zmianą na gorsze.

Zmiana na stanowiskach dotyczy uznanych teatrów.

- Opera Wrocławska, Teatr Polski i legnicki Teatr im. Modrzejewskiej są najlepiej ocenianymi teatrami na Dolnym Śląsku pod względem artystycznym.

Dobrze będzie, kiedy pełna władza trafi w ręce menedżera?

- Zmiany odebrałyby dyrektorom artystycznym narzędzia, wręcz uniemożliwią im wpływ na kształt teatru, bo cała władza będzie w rękach dyrektora naczelnego-menedżera. W środę na komisji kultury będę pytać pana marszałka Mołonia, gdzie widzi menedżerów, którzy sprostają postawionemu im zadaniu.

Menedżer teatru powinien znać się na teatrze, nie tylko na finansach.

- Tak, musi mieć wiedzę o teatrze, dobry gust, borykać się z inwestycjami, zdobywać fundusze unijne, przyciągać publiczność. Rozumiem intencje marszałka Mołonia, kiedy martwi się brakiem dyscypliny budżetowej w niektórych instytucjach, ale taki podział jest zarzewiem ciągłego konfliktu. Tak było, kiedy Teatrem Polskim kierowali Kazimierz Budzanowski, dyrektor naczelny, i Paweł Miśkiewicz, dyrektor artystyczny.

Rozumiem, że nie jest Pani zwolenniczką tego projektu?

Zwracam uwagę, że to jest otwarty projekt, wymagający akceptacji radnych. Nie mogę zaakceptować planowanych zmian i cieszę się, że pan marszałek się z nich wycofał. Sprawa odbiła się szerokim echem w całej Polsce i stawia nasze województwo w bardzo niekorzystnym świetle.

***

Bez konkursu?

Wczoraj wicemarszałek Radosław Mołoń - inicjator podziału na dyrektora artystycznego i naczelnego w dolnośląskich teatrach - zmienił zdanie. - Zawieszam wszystkie działania związane z powołaniem menedżerów kultury w jednostkach podległych urzędowi marszałkowskiemu. Popełniłem błąd - powiedział "Gazecie Wrocławskiej".

Mołoń w przyszłym tygodniu zamierza przeprowadzić pierwszą konsultację z dyrektorami i artystami. - Na jednym spotkaniu tego nie załatwimy. Musimy wypracować wspólne stanowisko - dodał.

Wczoraj, jeszcze przed decyzją wicemarszałka Mołonia, w Teatrze Polskim dyr. Mieszkowski spotkał się z zespołem aktorskim. - Naprawdę nie potrzebujemy menedżera, który nie zna specyfiki teatru - podkreślił.

Zespół Teatru Polskiego napisał dwa listy. W jednym z nich prosi Bogdana Zdrojewskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego, o spotkanie, by porozmawiać o sytuacji teatru, a także wyraża zaniepokojenie i sprzeciw wobec działań samorządu województwa. W liście do Rafała Jurkowlańca, marszałka województwa dolnośląskiego, też wyrazili swój niepokój, sprzeciw i poprosili o spotkanie i rozmowę.

(Małgorzata Matuszewska, MAG. MIS, KAK, „Nie akceptuję tych zmian”, Polska Gazeta Wrocławska, 21.03.2012)