Drukuj

Dolnośląski wicemarszałek Radosław Mołoń tłumaczył, że chce "odciążyć ludzi sztuki od konieczności rozwiązywania problemów finansowych", ale to tylko mydlenie oczu. W istocie chodziło o odsunięcie twórców od kierowania instytucjami, na które idzie w sumie ponad 22 mln zł z budżetu województwa. O konfliktach na styku władza-artyści pisze Roman Pawłowski.

Dawno już w polskich teatrach tak nie wrzało. Konflikt wokół Dramatycznego w Warszawie, kontrowersje przy obsadzie dyrekcji w Teatrze Studio, protesty w teatrach na Dolnym Śląsku - każdy tydzień przynosi wiadomości o kolejnych konfliktach. Co się dzieje? Dla samorządów, których budżety się kurczą, teatry są dużym obciążeniem. Stąd często chaotyczne decyzje, które wywołują opór.

Iskrą, która wywołała pożar, nie był jednak kryzys, ale ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o działalności kulturalnej. Miała zdjąć z kultury gorset nadmiernych regulacji i usprawnić zarządzanie m.in. poprzez kontrakty dyrektorskie. Do końca roku samorządy muszą rozwiązać bezterminowe umowy z dyrektorami i podpisać kontrakty na trzy-pięć lat lub rozpisać konkursy. To rozwiązanie miało wywołać przepływ artystów i idei, uczynić cały proces zarządzania bardziej demokratyczny. Niektóre samorządy próbują jednak wykorzystać nowe prawo do ręcznego sterowania podległymi instytucjami.

W Warszawie urzędnicy biura kultury od kilku tygodni majstrują przy największej miejskiej scenie - Dramatycznym. Wciąż nie wiadomo, kto zastąpi na stanowisku dyrektora Pawła Miśkiewicza, którego umowa kończy się we wrześniu. Biuro kultury zwleka z ogłoszeniem nominacji następcy lub rozpisaniem konkursu. Jednocześnie miasto rozważa propozycję połączenia Dramatycznego z Teatrem Studio - powodem mają być oszczędności (oba teatry mieszczą się w Pałacu Kultury).

Łączenie instytucji samo w sobie nie jest złe, taką możliwość przewiduje ustawa. Problem w tym, że przy okazji urzędnicy próbują po cichu zmienić profil jednej z najważniejszych scen w Polsce. Dramatyczny po okresie marazmu złapał wiatr w żagle - reżyseruje tu Krystian Lupa, niedawno pierwszy spektakl wystawili Monika Strzępka i Paweł Demirski, para wybitnych twórców teatru politycznego. To jedno z niewielu miejsc w Warszawie, gdzie mogą pracować twórcy młodego pokolenia.

Tymczasem dyrektor biura kultury Marek Kraszewski zasugerował, aby Dramatyczny brał przykład z Komedii, sceny z półmilionową dotacją specjalizującej się w farsach.

Historia Teatru Studio pokazuje, że groźba jest realna - w ostatnich latach polityka miasta doprowadziła ten awangardowy teatr do upadku, jego wyjątkowy charakter został zatarty. Na przykładzie Teatru Studio widać też, jak samorządy obchodzą nowe przepisy. Dwa tygodnie temu dyrektorką artystyczną została Agnieszka Glińska. Nominację otrzymała bez konkursu, chociaż ustawa narzuca tę procedurę. Odstąpienie od konkursu ma być wyjątkiem, z którego samorząd musi tłumaczyć się przed ministerstwem. Samorząd mógł jednak obejść ten przepis, bo Studio ma już naczelnego, którym jest Roman Osadnik, dawny menedżer prywatnego teatru Krystyny Jandy. Zaangażowano go, aby podniósł frekwencję i naprawił finanse teatru. To na jego wniosek miasto mianowało Glińską, konkurs nie był wymagany.

Jeśli urzędnicy połączą oba teatry, będą mogli mianować szefa artystycznego w Dramatycznym także bez konkursu, wystarczy wniosek naczelnego. W ten sposób decyzje dotyczące profilu obu scen będą zapadać pomiędzy naczelnym a miastem, bez kontroli społecznej, jaką daje konkurs.

Inny sposób na przejęcie teatrów od artystów wymyślili urzędnicy na Dolnym Śląsku. W ubiegłym tygodniu urząd marszałkowski próbował zmienić statuty Opery Wrocławskiej, Teatru Polskiego i Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy, rozdzielając stanowiska dyrektora artystycznego i naczelnego. Celem było odwołanie obecnych szefów - pełniących funkcje dyrektorów artystycznych i naczelnych - i powołanie na ich miejsce wyłonionych w konkursach menedżerów. Artystyczni mieliby zostać tylko ich zastępcami.

Wicemarszałek Radosław Mołoń tłumaczył, że chce "odciążyć ludzi sztuki od konieczności rozwiązywania problemów finansowych", ale to tylko mydlenie oczu. W istocie chodziło o odsunięcie twórców od kierowania instytucjami, na które idzie w sumie ponad 22 mln zł z budżetu województwa. W Polsce istnieją teatry, w których artystyczny dyrektor podlega naczelnemu (Teatr Szaniawskiego w Wałbrzychu, Teatr Jaracza w Łodzi), dominuje jednak teatr liderów, którzy łączą obie funkcje. Tymczasem wicemarszałek chce odebrać twórcom wpływ na podstawowe decyzje artystyczne. Projekt nowego statutu przewiduje, że prawo zawierania umów z pracownikami ma posiadać dyrektor naczelny. Artystyczny ma jedynie prowadzić politykę repertuarową i współpracować z twórcami spoza teatru.

Dodajmy, że chodzi nie o szeregowe sceny, ale o krajową czołówkę. Teatr Polski w ankiecie pisma "Teatr" został sceną roku, na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych pokaże dwa spektakle, legnicki teatr dzięki pracy Jacka Głomba z prowincjonalnej scenki stał się ważnym ośrodkiem nowej dramaturgii i teatru społecznego ("III Furie" Marcina Libera wygrały w ten weekend festiwal Interpretacje w Katowicach), Opera Wrocławska pod kierunkiem Ewy Michnik słynie z widowiskowych inscenizacji. Wszystkie teatry mają wpływy przekraczające średnią krajową, mają publiczność i dobre recenzje.

I chyba tylko rozgłos uratował te sceny. Pod wpływem protestów (aktorzy Teatru Polskiego, zamiast wychodzić do oklasków, czytali ze sceny list protestacyjny) i wypowiedzi zaskoczonego całą sprawą ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego wicemarszałek wczoraj wycofał się z pomysłu i zapowiedział rozmowy, by "wypracować wspólne rozwiązania".

Problem jednak pozostaje. Urzędy nie ufają artystom, artyści nie wierzą urzędnikom. Nawet jeśli samorządy kierują się dobrymi intencjami, to efekty ich działań przypominają wizytę słonia w składzie porcelany. Oszczędności trzeba szukać, podobnie jak dobrych metod zarządzania, teatr nie może być wyjątkiem. To jednak nie znaczy, że można niszczyć fenomen, jakim stał się w ostatnich 15 latach polski teatr artystyczny.

(Roman Pawłowski, „Skok na teatry”, Gazeta Wyborcza, 21.03.2012)