Drukuj

Laur Konrada Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje trafi jutro (18 marca) do jednego z pięciu młodych reżyserów. W tym roku nie było spektakli słabych, ale też nie dla wszystkich można było stracić głowę. Pisze Łukasz Kałębasiak.

Po tegorocznej części konkursowej Interpretacji w zasadzie wszyscy powinni poczuć się usatysfakcjonowani. "Lenz" Barbary Wysockiej mógł się spodobać tym, którzy nie lubią teatru rozwrzeszczanego. Dla spragnionych bieżącej publicystyki były i "III Furie" Marcina Libera, i "Położnice szpitala św. Zofii" Moniki Strzępki. Wszystkich zaś powinien był pogodzić Michał Zadara, którego "Wielki Gatsby" był zarazem aktualny i klasyczny.

Ale jurorzy Interpretacji nie będą oceniać według tego, co się komu podoba, ale spojrzą na to, jak reżyserzy dokonali interpretacji tekstów. Pisząc obrazowo: co wycisnęli z leciwych dramatów albo jak potraktowali teksty tak gorące, że aż parzące w ręce.

Jedna rzecz się w tym roku udała - nie było spektakli nijakich. Takich, po których wychodzi się z teatru bez słowa, bo nie ma o czym mówić. Nie zabrakło za to takich, które wymagały od widza wcześniejszego poznania kontekstu. Oglądając "Lenza" dobrze było wiedzieć, że Jakob Lenz był prekursorem niemieckiego romantyzmu, który popadł w obłęd. Jednak siła tej interpretacji polegała na tym, że i bez gruntownej znajomości historii niemieckiej literatury, spektakl Wysockiej był poruszającym studium szaleństwa.

Szaleństwa, i to aż w nadmiarze, było w faworyzowanych przez młodą część publiczności "III Furiach" Libera. Spektakl z Legnicy reprezentował na festiwalu tzw. teatr krytyczny. Znów dostało się Polsce i Polakom za ich zaściankowość i wypierane z pamięci grzechy z przeszłości. Kto jednak widział już kilka sztandarowych spektakli z tego nurtu, mógł się poczuć znużony. Krytyka tego samego tymi samymi metodami zaczyna być karykaturą samej siebie.

Dlatego, gdybym jak każdy z jurorów miał woreczek z 10 tysiącami złotych, dałbym go Wojtkowi Klemmowi za "Judytę". Należy mu się już za samo odczytanie XIX-wiecznego dramatu Friedricha Hebbla. Niemiec zmienił historię biblijnej bohaterki każąc jej zabić Holofernesa w zemście za osobiste upokorzenia. Klemm dojrzał w Judycie kobietę równą Holofernesowi intelektem, odwagą i determinacją. Dlatego ich relacja jest niemal miłosna. Judyta Klemma jest też współczesną kobietą wołającą o szacunek. "Naucz się szanować kobietę" - powtarza Marta Malikowska, której rola Judyty, z pewnością współtworzona przez reżysera, to kolejny z powodów, dla którego należy mu się choć jeden woreczek.

Dziś (17 marca) w Teatrze Rozrywki ostatni spektakl konkursowy - "Położnice szpitala św. Zofii". Początek o godz. 20.

(Łukasz Kałębasiak, „Judyta to współczesna kobieta. Warto dla niej stracić głowę”, www.gazeta.pl, 17.03.2012)