Polska Gazeta Wrocławska: Głomb oskarża, radna się broni

  • Drukuj
Legnicka radna Krystyna Gizicka-Krasińska z ugrupowania prezydenta miasta, w wytoczonym jej procesie karnym, wezwała na pomoc innych radnych. Została pozwana przez dyrektora Teatru im. Modrzejewskiej. Jacek Głomb domaga się publicznych przeprosin za słowa "łapa w łapę", jakie wypowiedziała radna podczas sesji o nim i o ówczesnym przewodniczącym rady Robercie Kropiwnickim (Platforma Obywatelska). Pisze Tomasz Woźniak.

Dyrektor chce także 4 tys. zł odszkodowania na cele charytatywne. Jego zdaniem słowa radnej sugerowały korupcyjne kontakty.

Wcześniej zeznawali radni prawicy. Radnej grozi nawet do 2 lat więzienia za pomówienie. Na wczorajszej rozprawie sytuacje opisywali lewicowi radni. Zanim jednak Ewa Czeszejko-Sochacka, Kazimierz Hałaszyński, Michał Huzarski i Wojciech Cichoń złożyli zeznania, oskarżyciel wymógł, by złożyli przyrzeczenie.

Na sesji cała czwórka siedzi najbliżej Gizickiej-Krasińskiej. Jednak nawet oni nie byli pewni, czy radna powiedziała wówczas "łapa w łapę", czy też łagodniejszą wersję "łapka łapkę". - Skoro radni bez zastrzeżeń zaakceptowali protokół z tej sesji i to tam znajduje się najbardziej wiarygodna wersja - uważa Michał Huzarski.

Przyznali, że kwestia przyznania dodatkowych pieniędzy teatrowi wywołała ostre spory w radzie, ponieważ w tym samym czasie pojawił się protokół z kontroli finansowej w tej instytucji.

- Dokument nie zostawiał cienia wątpliwości, czy teatr odpowiednio wykorzysta dotację - przyznaje Kazimierz Hałaszyński, szef radnych klubu SLD. - Wykazywał, że w firmie dochodziło do nieprawidłowości finansowych. Radna wypowiedziała jedynie to, co już dawno podejrzewaliśmy. Głomb i Kropiwnicki znali się. Kierowana przez szefa rady spółka Arleg zawierała umowy z teatrem. Kropiwnicki wnioskując o dotację, mógł więc pod wpływem tej znajomości być nieobiektywny.

Radny Hałaszyński nie uważa, by stwierdzenie "łapka łapkę", bo takie sobie przypomina, sugerowałoby nielegalne kontakty dyrektora i przewodniczącego. Jego zdaniem, jedynie podkreślały w dyskusji, że obaj utrzymują ze sobą kontakt, a właśnie Kropiwnicki złożył wniosek o kolejną dotację.

Michał Huzarski uważa, że radna dbała o miejski budżet. - W raporcie wykazano, że organizujący przetarg nie składali poświadczeń o bezstronności wobec uczestników konkursu - tłumaczył.

Na styczeń planowana jest kolejna rozprawa. Sąd wysłucha zeznań Jacka Głomba i nagrań z przebiegu procesu (nagrań z przebiegu kontrowersyjnej sesji rady miejskiej – przyp. red. serwisu).

(Tomasz Woźniak, „Legniccy radni w sądzie”, Polska Gazeta Wrocławska, 8.12.2009)