Krzysztof Kopka o „Palę Rosję!- opowieść syberyjska”

  • Drukuj
„Polacy i Rosjanie nie lubią się albo, ściślej, mają dla siebie wszelkie nieprzychylne uczucia, od pogardy, odrazy, do nienawiści, co nie wyklucza niejasnego wzajemnego pociągu, ale zawsze naznaczonego nieufnością” – pisał w „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz. O czym jest zatem legnicka sztuka pod prowokacyjnym tytułem z „Palę Rosję!” na początku? – Jest swoistym słownikiem komunałów wypowiedzianych na temat Rosji i stosunków polsko-rosyjskich – twierdzi jej autor Krzysztof Kopka. Chociaż nie tylko…



O czym jest ”Palę Rosję! – opowieść syberyjska”?

Syberia ma w polskiej tradycji dwa zasadnicze oblicza. Istniała „ziemia przeklęta” pani Migurskiej, do której nie można złożyć zwłok dzieci i lepiej je trzymać w słoju na parapecie, i Syberia Wacława Sieroszewskiego, fascynujący kontynent zamieszkały przez prastary, tajemniczy lud Jakutów. Ale w naszej świadomości zwyciężyła cierpiętnicza, zamknięta ciasno w gorsecie polskości Syberia pani Migurskiej. Palę Rosję! ukazuje tę dwoistość w krzywym zwierciadle groteski.

Palę Rosję!
jest też swoistym słownikiem komunałów wypowiedzianych na temat Rosji i stosunków polsko-rosyjskich. Sądzę, że wciąż nie możemy wyplątać się z tej siatki klisz, schematów i fikcji. W fabule nawiązuję do filmu Lwa Kulszowa Mr West w kraju bolszewików. To nakręcona w 1924 roku, zabawna w swojej nieporadności propagandowa agitka, opowiadająca o tym, jak protestancki i biały Amerykanin Mr. West jedzie do Rosji, by pracować w misji charytatywnej. Wpada szybko w łapy szajki bandziorów, którzy chcąc go oskubać z pieniędzy inscenizują przed nim obraz straszliwej, pełnej czerwonego terroru Rusi. Mr. West wierzy w tę bzdurę, gdyż odpowiada ona jego lękom i fobiom rozbudzonym przez imperialistyczną propagandę. Na szczęście w finale przybywa z odsieczą kawaleria, czyli czujni i sympatyczni enkawudziści. Aresztują szajkę i uwalniają Westa, który doznaje oświecenia i dostrzega prawdziwy obraz radzieckiej rzeczywistości – słonecznej i humanitarnej.

Dziś zasłonę spowijającą Rosję próbują rozerwać, obśmiać tacy pisarze, jak Wiktor Pielewin czy Władimir Sorokin. Historia o wskrzeszanych narzeczonych z SS czy o operacyjnej zmianie płci jako jedynej drodze do poradzenia sobie ze starą świadomością zaczerpnięte zostały z opowiadań Pielewina Bęben wyższego świata i Mittelspiel. Wizja FSB jako nowej opryczniny to oczywiście nawiązanie do ostatniej powieści Sorokina Dzień oprycznika. Z tegoż pisarza Podróży  poślubnej, opowieści o związku Niemca, którego nazistowska przeszłość dziadka przyprawia o paraliż mowy i impotencję, z Rosjanką, która nie ma problemu z babcią, śledczą KGB, świsnąłem dwa smakowite zdanka.

Każdy widz rozpozna z pewnością nawiązania do twórczości Michała Bułhakowa (Margarita-Małgorzata i Behemot), finałową piosenkę Włodzimierza Wysockiego Gdie twoi siemnadcat’ liet, sarkania Dostojewskiego i jego współczesnych na „Polaków-buntowszczyków”. Tytuł sztuki nawiązuje natomiast do polemiki Paula Moranda z Brunonem Jasieńskim, kiedy to w odpowiedzi na polityczno-erotyczną nowelę Francuza pt. Palę Moskwę polski poeta futurystyczny napisał powieść katastroficzną Palę Paryż (1929).

Pierwszą scenę rozpoczyna piosenka grupy Akwarium, rockowych bardów, od trzydziestu lat wyrażających marzenia, nadzieje i rozczarowania liberalnej inteligencji rosyjskiej. Akwarium to była nie tylko muzyka, ale też propozycja nowego stylu życia, nowej wrażliwości, to był dandyzm, buddyzm, europejskość, celtyckość, bardzo interesujące miotanie się w poszukiwaniu nowych wzorów, które w ostatecznym rezultacie zaprowadziło lidera grupy, Grebienszczykowa, do kliniki odwykowej.

Migurski jest bohaterem opowiadania Tołstoja Za co?, ale też prawdziwym zesłańcem sybirskim. Wszyscy, którzy spotkali Migurskich na Syberii, z szacunkiem wspominają panią Migurską jako prawdziwe ucieleśnienie polskich cnót, ale na organizowanych przez nią narodowych wieczorynkach starali się nie bywać, bo tam było strasznie nudno i drętwo. To był ten duszny rodzaj polskości, w którym tak trudno żyć.

Moi bohaterowie ostatecznie giną i wydaje mi się nawet, że w tej ostatniej godzinie przed kaźnią osiągają coś na kształt wzniosłości. A że wcześniej bywali śmieszni, głupi – czy to takie nieprawdopodobne? Czy błazen nie może umierać godnie?

Krzysztof Kopka