W Tjumeni „Opowieść syberyjską” obejrzało 450 widzów

  • Drukuj
Nie potwierdziły się popremierowe obawy rosyjskich krytyków, że legnicki spektakl duetu Kopka-Głomb zostanie odrzucony, jako niezrozumiały i antyrosyjski. Publiczność w zauralskiej Tjumeni biła brawa w trakcie przedstawienia, choć miała spore kłopoty ze zrozumieniem fragmentów granych wyłącznie po polsku. – Przed kolejnymi przedstawieniami dokonamy zmian ułatwiających odbiór tych scen – deklaruje reżyser Jacek Głomb. Kolejne  z dziewięciu rosyjskich wystawień sztuki już jutro 1 października w Szadryńsku.

17 września podczas premierowej prezentacji spektaklu w Legnicy (wówczas pod polskim tytułem „Palę Rosję! - opowieść syberyjska”) przedstawienie oglądali m.in. Włodzimierz Korewicki, dyrektor teatru w Tjumeni, i Irina Miagkowa, moskiewska krytyk teatralna i szef programowy tjumeńskiego festiwalu teatralnego „Zołotoj koniok”. Oboje wyrażali poważne obawy o odbiór sztuki przez rosyjską widownię. Zawarta w spektaklu groteska i ironia w pokazywaniu polsko-rosyjskich relacji i zadr historycznych wydawała się im się obca mentalności i przyzwyczajeniom tamtejszej publiczności. Podobne zastrzeżenia, co do gotowości rosyjskiego widza do zmierzenia się z własną historią widzianą polskimi oczami, wyrażał rosyjski tłumacz dramatu i dziennikarz Aleksiej Kriżewski.

- Moim zdaniem spektakl w Tjumeni był wygraną teatru jako takiego. Na widowni były wszystkie pokolenia, od ludzi starszych, po bardzo młodych. Mam wrażenie, że najbardziej podobało się im, że oglądali teatr inny, niż ten, który oglądają na co dzień. Także odmienna gra aktorska budziła zaciekawienie – mówił nam w rozmowie telefonicznej z pensjonatu uzdrowiskowego„Perła Zaurala” leżącego w tajdze okolic Szadryńska (kolejne miejsce prezentacji przedstawienia – przyp. red. serwisu) Jacek Głomb.

- Cieszyło mnie, gdy rosyjska publiczność reagowała śmiechem na dowcip słowny zawarty w przedstawieniu. To ewidentny dowód, że ciężka praca z aktorami naszej legnickiej konsultantki językowej pani Raisy Slep nie poszła na marne – dodał autor sztuki Krzysztof Kopka.

Spektakl w Tjumeni poprzedziła konferencja prasowa z bardzo licznym udziałem miejscowych dziennikarzy, ale także z udziałem zastępcy szefa departamentu kultury obwodu tjumeńskiego (do reformy administracyjnej w Polsce współpracowali z województwem leszczyńskim).

- Ciekawe, ale też zaskakujące, były kontakty z przedstawicielami syberyjskiej Polonii. Z jednej strony na spektaklu był ksiądz Leszek Hryciak, od 12 lat na misji w tjumeńskiej parafii katolickiej (12 kościołów) na obszarze połowy Polski, któremu przedstawienie się wyraźnie podobało, a z drugiej wiceszef obwodowego Centrum Polskiej Kultury i Oświaty „Latarnik” (działa od 1993 roku) Sergiusz Fiela (syn nieżyjącego już założyciela tej organizacji, które zrzesza około 400 tamtejszych Polaków), którego spektakl ewidentnie zdenerwował, bo szukał w nim – jako historyk – wyłącznie prawdy. Ku naszemu zaskoczeniu w obronę wzięli nas Rosjanie, którzy zrozumieli, że przedstawiamy teatr wywiedziony z historii, ale w żadnym razie nie dokumentalny – śmieje się autor przedstawienia Krzysztof Kopka.

Jest niemal pewne, że na kolejne wystawienie „Opowieści syberyjskiej” przyjdzie komendant szadryńskiej straży pożarnej, który ze łzami w oczach wspominał lata służby wojskowej w legnickim garnizonie Armii Radzieckiej.

- Teatr – muszę to przyznać –  w bardzo prowincjonalnym Szadryńsku ma nawet zapach stulecia, od którego działa. Zrobimy szybkie korekty w polskojęzycznych fragmentach naszego spektaklu, by ułatwić widzom zrozumienie tych partii naszej sztuki - deklaruje Jacek Głomb.

- Jako ciekawostkę historyczną dodam, że właśnie w tym teatrze w styczniu 1918 roku zjazd bolszewików ustanowił władzę radziecką w tym regionie Rosji – dodaje Kopka.

Rozmowa telefoniczna z oboma autorami przedstawienia była koniecznością. – To jest jakiś dramat, ale Internet jest tu egzotyczny. Albo nie ma komputerów podłączonych do sieci, albo – jak już taki znajdziemy – to przepustowość łącz jest taka, że dowolna strona w sieci otwiera się kilkadziesiąt minut – denerwował się Głomb.

Coś jest na rzeczy. Mimo obietnic nasi legniccy Sybiracy nie nadesłali nam jeszcze ani jednego mejla.

telefonicznie Grzegorz Żurawiński

­