E-teatr: „Była już taka miłość…”, „Fotografie” i inni z R@Port-u

  • Drukuj
Dokąd zmierza teatr, ten sam, który jeszcze niedawno porażał dosłownością, tropiąc z zapałem aktualności życia, który próbował odnaleźć dla swych obrazów formę metafory? Dziś o rzeczywistości mówi zgoła odmiennie. IV Festiwal Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni podsumowuje Anna Bielecka-Mateja z Nowej Siły Krytycznej.

Raport to jeden z bogatszych polskich festiwali teatralnych promujących najnowszą dramaturgię. W swej różnorodności pokazał w tym roku szeroki wachlarz tekstów czytanych w ramach drugiej edycji Gdyńskiej Narody Dramaturgicznej, wywołał dyskusję nad stanem polskiej sztuki, zaprezentował 11 sztuk konkursowych, 4 zagraniczne, połączył panel dyskusyjny, wystawę i pokazy. Takiej logistyki, koncepcji i organizacji może R@portowi pozazdrościć niejeden festiwal.

Co jednak najbardziej znaczące dla festiwalu, pozostawia w zawieszeniu pytanie o kierunki i tendencje nowej sztuki. Dokąd zmierza teatr, ten sam, który jeszcze niedawno porażał dosłownością, tropiąc z zapałem aktualności życia, który próbował odnaleźć dla swych obrazów formę metafory. Dziś o rzeczywistości mówi zgoła odmiennie. Organizatorzy pokazali sztuki konkursowe w czterech odsłonach: Klisze (nie) pamięci, Gra w historię, Homo Polonicus i Fałszerze wyobraźni. To dobry pretekst do wieczornych dyskusji, ale i bez tego powstają wyraźne skojarzenia, konotacje i analogie.

W tematycznej orbicie wciąż pozostaje los człowieka uwikłanego w historię. Wspomnienie czasu zła, nietolerancji, krzywdy, obłudy uosabia w pamięci wciąż wojna. Tak jest w "Była już taka miłość, ale nie ma pewności, że to była nasza" Przemysława Wojcieszka legnickiego teatru im. Heleny Modrzejewskiej. Bohaterem spektaklu jest Paul, młody Niemiec, żołnierz Wermachtu, który wraca z frontu wschodniego do domu i bezskutecznie próbuje uzmysłowić bliskim okrucieństwo wojny.

Historie ubiegłego wieku stawiają w centrum postać Żyda. Może to próba rehabilitacji, zadośćuczynienia wobec cierpiącego narodu, może ukryte głęboko poczucie winy, a może zwyczajna potrzeba mówienia, jeśli wreszcie historycznej prawdy nikt ani nic krępować nie powinno. Żydem jest Fransua Żako, który po wielu latach odnajduje w Muzeum Zagłady walizkę swojego ojca ("Walizka" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reż. Piotra Kruszczyńskiego z Teatru Polskiego w Poznaniu).

Głos albo raczej łkanie żydowskiego dziecka zakopanego żywcem przez sąsiadów słyszy w sobie gangster Pyton, gdy nieświadom niczego w nieuczciwy sposób nabywa działkę z mogiłą ("Przylgniecie" Piotra Rowickiego w reż. Aldony Figury z Laboratorium Dramatu). Żydowską narodowość uświadamia klientowi społeczeństwo wytykające go palcami i konsumpcyjne obyczaje, gdy w supermarkecie słyszy złowrogi komunikat, że Żydówek nie obsługują. Prawda, że sam się z pochodzeniem nie kryje, przepasując się białą szarfą z gwiazdą Dawida, ale poczucie wyobcowania i kulturowej odmienności zostaje mu uświadomiona wyjątkowo dotkliwie ("Żydówek nie obsługujemy" w reż. Piotra Jędrzejaka z Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie).

W podróżnym wagonie prezentująca się galeria ludzkich typów musi zawierać kogoś z żydowskimi korzeniami (wyróżnione przez jury "Fotografie" w reż. Pawła Kamzy z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy).

Często eksploatowany temat szuka jednak dla siebie innego języka. Ucieczka od jednoznaczności pozwala wprowadzić widza w świat jego wyobraźni, odsłaniać z wolna karty tajemnej historii. Dlatego w "Walizce" pojawia się postać narratora, sterującego scenicznym światem, a na bagażach przenoszonych przez bohaterów zapisano numery scen albo przewrotne komentarze przypieczętowane groteskową pozą aktorów i muzyką. To czyni ze sztuki opowieść odartą z patetyzmu, a mimo to każe zatrzymać się na chwilę nad losem zagubionego w życiu Żako. Dosłowność "Przylgnięcia" czy fragmentaryczność "Fotografii" zwyczajnie razi.

Choć krzywdzący dla festiwalu zdaje się być brak Grand Prix, to jednak trudno nie przyznać racji jurorom, którzy wśród prezentacji konkursowych nie znaleźli spektaklu pełnego, dzieła domkniętego myślowo i formalnie. Ich największe uznanie zdobył spektakl "Wszystkie rodzaje śmierci" Artura Pałygi na podstawie "Siddharty" Hermana Hessego w reżyserii Pawła Passiniego z Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie. Dzieło absorbujące niemal wszystkie zmysły widza, pozwala budować sceniczną rzeczywistość na wielu poziomach. Nie wszystko jest tu wyważone, niektóre dialogi pobrzmiewają banałem, ale siła pytań o miejsce i znaczenie śmierci w życiu człowieka rekompensuje niedostatki formalne.

Drugą nagrodę i uznanie dziennikarzy zyskał spektakl "Szajba" Małgorzaty Sikorskiej - Miszczuk w reż. Jana Klaty z Teatru Polskiego we Wrocławiu. Groteskowa historia o organizacji terrorystycznej na Kujawach z bajkową niemal scenografią pomniejszającą terytorium Polski do szklarni wypełnionej żółtymi kwiatami, pozwala Klacie wytknąć narodowe wady i oswoić rodzime traumy. Świetna gra aktorska, dynamizm scen i reżyserski koncept to niepodważalne atuty wrocławskiego spektaklu.

R@port po raz czwarty nie tylko broni swojej pozycji na teatralnej mapie Polski, ale dowodzi, że w tak krótkim czasie i przy tak krótkiej tradycji można stworzyć dobry, ciekawy i różnorodny festiwal. Uznając zasługi dyrektora programowego, Joanny Puzyny-Chojki, wypada oczekiwać z niecierpliwością ważnej piątej edycji.

(Anna Bielecka-Mateja, „R@port - gra z historią”, Nowa Siła Krytyczna, 21.05.2009)